Jakaś dziwna niedospana noc. Więc i dzień nijaki.
Jakoś tak przemęczony, byle do wieczora...
Zawsze tak mamy, że gdy ułożymy sobie ambitne plany na dzień nic z nich nie wychodzi...
Więc dzień spędziłam na niczym. Mimo to był miły.
Zapach myszy przyprawia mnie o ból głowy.
Trochę posprzątałam, trochę narobiłam bałaganu.
o takim dniu ciężko coś w ogóle napisać. Bo nic się nie działo.
Zjadłam dziś swoje ostatnie frytki. Nie były zbyt dobre, więc mam nadzieję, że taki właśnie smak zapamiętam. Wczoraj zjadłam swoje ostatnie chipsy, też miały lekko rozmyty smak. Los mi sprzyja. Przynajmniej w tej kwestii.
Podjęłam w sobie dziś mądrą decyzję. Mimo, że T. pewnie nawet nie zauważył tego.
Zracjonalizowałam sobie w głowie trochę przyjemną, a bardzo kosztowną rozrywkę jako nieopłacalną. I nawet nie jest mi żal, tak jak wcześniej to bywało.
Dorosłe życie jest trudne.
Trzeba podejmować rozsądne decyzje często kosztem przyjemności...
Ale lepiej, że uczę się tego teraz, zanim nie popełnię OGROMNYCH błędów w życiu... :)
Patrząc na pewną "zakładkę" na moim biurku ogarnia mnie jakiś spokój...
Dziękuję...!
I nie umiem "jej" używać jako zakładki. Mam wrażenie, że ciasno "jej" w książce. I nie każda z czytanych książek jest dla "niej" stosowna*.
*Ale nie czytam nie wiadomo czego, po prostu tak jak jest, jest lepiej. ;)
Cudzysłów wynika z tego, że ta "zakładka", nie jest tak na prawdę zakładką i jest rodzaju męskiego. Człowiek się uczy całe życie! ;)
wtorek, 29 grudnia 2009
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Poświątecznie
Nie wiem czy chcę czy nie chcę pisać o świętach.
Dziś jest ważny dla mnie dzień. :) I całkiem miło spędzony - Tomek umie wybaczać. Wiele. Ale jak długo...?
Odnalazłam siebie. I odnalazłam M. Siebie dzięki Niemu. Jakoś tak mi dobrze. Spokojnie.
Brakowało mi Cię.
ach... :)
Dziś jest ważny dla mnie dzień. :) I całkiem miło spędzony - Tomek umie wybaczać. Wiele. Ale jak długo...?
Odnalazłam siebie. I odnalazłam M. Siebie dzięki Niemu. Jakoś tak mi dobrze. Spokojnie.
Brakowało mi Cię.
ach... :)
niedziela, 20 grudnia 2009
jakoś tak
po przerwie krótkiej wracam.
Mam w głowie kilka pomysłów, ale jestem chyba na tyle leniwa, że nie chce mi się ich realizować, a jak już zacznę okazuje się, że trochę szitowo jest.
Jestem głodna więc raczej długo nie popiszę. Ogólnie dopadł mnie jakiś zimowy marazm. Już kilka razy naraziłam się na odmrozenie paluszków u stóp. Zapuściłam się zupełnie. Nie będę o tym tu pisać, bo kto ma się o tym dowiedzieć i tak wie.
Oglądaliśmy dziś obrączki ślubne w kilku miejscach. Ceny kosmiczne. W sumie są ok. 1/7 tego co w ogóle planowaliśmy wydać. Czy ja jestem dziwna chcąc mieć srebrną obrączkę?
Nie złotą, nie z białego złota. Taką zwykła srebrną. Ale takich nie ma. Przynajmniej nie tam gdzie my szukamy. Chyba odechciało mi się ślubnych dewagacji.
Czas w sumie spać. Niedługo święta a ja w rozsypce jestem.
Dlaczego chcę się wszystkim przypodobać?
Ja chyba nie chce, ale z drugiej strony za bardzo przejmuję się tym co inny myślą o mnie.
Obejrzałam Galerianki. Cóż. Nie chcę mieć córki.
Przynajmniej na razie. ;)
Mam w głowie kilka pomysłów, ale jestem chyba na tyle leniwa, że nie chce mi się ich realizować, a jak już zacznę okazuje się, że trochę szitowo jest.
Jestem głodna więc raczej długo nie popiszę. Ogólnie dopadł mnie jakiś zimowy marazm. Już kilka razy naraziłam się na odmrozenie paluszków u stóp. Zapuściłam się zupełnie. Nie będę o tym tu pisać, bo kto ma się o tym dowiedzieć i tak wie.
Oglądaliśmy dziś obrączki ślubne w kilku miejscach. Ceny kosmiczne. W sumie są ok. 1/7 tego co w ogóle planowaliśmy wydać. Czy ja jestem dziwna chcąc mieć srebrną obrączkę?
Nie złotą, nie z białego złota. Taką zwykła srebrną. Ale takich nie ma. Przynajmniej nie tam gdzie my szukamy. Chyba odechciało mi się ślubnych dewagacji.
Czas w sumie spać. Niedługo święta a ja w rozsypce jestem.
Dlaczego chcę się wszystkim przypodobać?
Ja chyba nie chce, ale z drugiej strony za bardzo przejmuję się tym co inny myślą o mnie.
Obejrzałam Galerianki. Cóż. Nie chcę mieć córki.
Przynajmniej na razie. ;)
niedziela, 13 grudnia 2009
sukienki ślubne.
Zaczynając od góry: podoba mi się w niej stanik, chociaż ma zbyt duży dekolt.

w drugiej podoba mi się kształt dołu, chociaz chyba to jeszcze nie to.

w tej idealny jest dekolt, tylko bez tego srebrnego badziewia pod piersiami.

I to jest moja sukienka marzenie - jeśli dać stanik z tej wyżej... :)

Nie jest piękna?
w sumie cały dzisiejszy dzień temat nr 1 to ślub, ślub, ślub...!
ale Tomek jest dzielny... ;)
w sumie zostało 10 miesięcy. :)

w drugiej podoba mi się kształt dołu, chociaz chyba to jeszcze nie to.

w tej idealny jest dekolt, tylko bez tego srebrnego badziewia pod piersiami.

I to jest moja sukienka marzenie - jeśli dać stanik z tej wyżej... :)

Nie jest piękna?
w sumie cały dzisiejszy dzień temat nr 1 to ślub, ślub, ślub...!
ale Tomek jest dzielny... ;)
w sumie zostało 10 miesięcy. :)
sobota, 12 grudnia 2009
szalone wycieczki.
przemarzłam dziś na kość.
Rozmawiałam właśnie z Tobą.
Nie wiem co napisać, Ty też nie...
Od dziś oficjalnie poszukuję inspiracji do sukni... :)
czyli nie jest źle...?
Rozmawiałam właśnie z Tobą.
Nie wiem co napisać, Ty też nie...
Od dziś oficjalnie poszukuję inspiracji do sukni... :)
czyli nie jest źle...?
piątek, 11 grudnia 2009
brak tytułu.
dziś nie wiem co się dzieje. może to się dzieje od dłuższego czasu, ale ja nie zauważałam?
denerwuję się strasznie. irytuję. wściekam. obrażam.
za co?
nie wiem. chyba za to, że jesteś tak blisko, a wszystko miało być inaczej.
że jest ciężej niż się spodziewałam.
że brakuje spontaniczności.
że wszystko jest odtąd dotąd. a gdzie podziało się to co jest poza tym?
za rutynę.
za to, że codziennie Cię ranię. a Ty nawet nie wiesz dlaczego.
czytając to pewnie dalej nie rozumiesz o co mi chodzi...
wiem, to moja wina. nie umiem wszystkiego nazwać tak prosto po imieniu. a może nie chcę, bo się boję?
w tym światku pogubiłam chyba marzenia...
"jedyne co mam to złudzenia..."
I Ciebie.
denerwuję się strasznie. irytuję. wściekam. obrażam.
za co?
nie wiem. chyba za to, że jesteś tak blisko, a wszystko miało być inaczej.
że jest ciężej niż się spodziewałam.
że brakuje spontaniczności.
że wszystko jest odtąd dotąd. a gdzie podziało się to co jest poza tym?
za rutynę.
za to, że codziennie Cię ranię. a Ty nawet nie wiesz dlaczego.
czytając to pewnie dalej nie rozumiesz o co mi chodzi...
wiem, to moja wina. nie umiem wszystkiego nazwać tak prosto po imieniu. a może nie chcę, bo się boję?
w tym światku pogubiłam chyba marzenia...
"jedyne co mam to złudzenia..."
I Ciebie.
czwartek, 10 grudnia 2009
Wczasowo.
Wiecie?
Czuję się jak na wczasach.
Siedzimy sobie w domku, czasem zdarzy nam się zaszaleć i pospacerować.
Robię to co chcę, bez jakiejś presji wielkiej. No dobra presja jest, ale po co o tym pisać...
Jako, że u myszy podział nastąpił to klatka z Funią i Furejką stoi zaraz obok mojego biurka.
Funia przychodzi na specjalną żywieniową półeczkę i je sobie, albo patrzy co robię, zwiesi czasem ogonek, tak że mogę go lekko złapać a wtedy ona ucieka... ;)
Często siada i nasłuchuje różnych dziwnych dźwięków z naszego świata.
Hmmm. Kocham Funię chyba najbardziej z naszym myszek...:)
Podjęłam dziś kolejną próbę filcowania na mokro.
To co się nie do końca sfilcowało zmolestuję igiełkami i będzie ok chyba... ;)
W ogóle jakoś twórczo u mnie ostatnio bardziej :)
Czuję się jak na wczasach.
Siedzimy sobie w domku, czasem zdarzy nam się zaszaleć i pospacerować.
Robię to co chcę, bez jakiejś presji wielkiej. No dobra presja jest, ale po co o tym pisać...
Jako, że u myszy podział nastąpił to klatka z Funią i Furejką stoi zaraz obok mojego biurka.
Funia przychodzi na specjalną żywieniową półeczkę i je sobie, albo patrzy co robię, zwiesi czasem ogonek, tak że mogę go lekko złapać a wtedy ona ucieka... ;)
Często siada i nasłuchuje różnych dziwnych dźwięków z naszego świata.
Hmmm. Kocham Funię chyba najbardziej z naszym myszek...:)
Podjęłam dziś kolejną próbę filcowania na mokro.
To co się nie do końca sfilcowało zmolestuję igiełkami i będzie ok chyba... ;)
W ogóle jakoś twórczo u mnie ostatnio bardziej :)
środa, 9 grudnia 2009
Zmęczenie.
Zmęczenie woła mnie do łóżka: Klaudyyyyna! Klaudynaaaa...
Klaaaaaaaaaudyyyyyyyyyynaaaaaaaaa.
Więc muszę mu ulec...
Dobranoc.
Powiem tylko że jestem już w połowie wróżki mojej :)
i to był miły, ale trochę szalony dzień.
Klaaaaaaaaaudyyyyyyyyyynaaaaaaaaa.
Więc muszę mu ulec...
Dobranoc.
Powiem tylko że jestem już w połowie wróżki mojej :)
i to był miły, ale trochę szalony dzień.
wtorek, 8 grudnia 2009
Rozczarowań moc.
Jakoś tak się dzieje, że żal mi dupę ściska.
Sama nie wiem czy chce mi się dziś o tym pisać czy już nawet nie bardzo...
Szkoda, że tylko dwie osoby zgłosiły się do mojego candy...
No trudno, widać było mało atrakcyjne...
Nie wiem, mam poczucie, że to co robię nie ma sensu, że moje prace się ludziom nie podobają, a znajomi się "zachwycają bo tak wypada"... Męczy mnie to i chyba tymczasowo porzucę Kargolcię, bo tylko smutek mi przynosi.
Może to tymczasowy dół, który jest wynikiem choroby, a może wcale nie, po prostu nie potrafiłam się do tego przyznać.
Kończę wreszcie projekt kartkowy. W sumie poza tymi wykonanymi dla mamy, będę chciała sama wysłać jakieś, ale czy tak się stanie, jeszcze się okaże.
Dostałam dziś wreszcie pierwszą z dwóch oczekiwanych przesyłek. Ucieszyłam się bardzo, bo lubię je dostawać :)
zwłaszcza jak nie wiem co jest w środku :D
Próbowałam też wybrać dziś sobie książkę w prezencie od rodziców Tomka, ale nie było nic takiego co wzbudziłoby mój bezgraniczny zachwyt...
Też się chyba rozczarowałam.
Trudny dzień.
Sama nie wiem czy chce mi się dziś o tym pisać czy już nawet nie bardzo...
Szkoda, że tylko dwie osoby zgłosiły się do mojego candy...
No trudno, widać było mało atrakcyjne...
Nie wiem, mam poczucie, że to co robię nie ma sensu, że moje prace się ludziom nie podobają, a znajomi się "zachwycają bo tak wypada"... Męczy mnie to i chyba tymczasowo porzucę Kargolcię, bo tylko smutek mi przynosi.
Może to tymczasowy dół, który jest wynikiem choroby, a może wcale nie, po prostu nie potrafiłam się do tego przyznać.
Kończę wreszcie projekt kartkowy. W sumie poza tymi wykonanymi dla mamy, będę chciała sama wysłać jakieś, ale czy tak się stanie, jeszcze się okaże.
Dostałam dziś wreszcie pierwszą z dwóch oczekiwanych przesyłek. Ucieszyłam się bardzo, bo lubię je dostawać :)
zwłaszcza jak nie wiem co jest w środku :D
Próbowałam też wybrać dziś sobie książkę w prezencie od rodziców Tomka, ale nie było nic takiego co wzbudziłoby mój bezgraniczny zachwyt...
Też się chyba rozczarowałam.
Trudny dzień.
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Pomikuśowo.
Mikołaj był:)
Przyniósł żelopisy, czekoladę, rózgę (z pączkami listków!) i plastelinę :D
Szukaliśmy dziś szewca. Kto dziś chodzi do szewca?
W końcu przypadkiem znaleźliśmy. pan był wielki po prostu...:)
Nie mam już siły pisać.
Choroba mnie złapała. Taka świńska. Ale ciiii... Nie mówcie nikomu;)
Przyniósł żelopisy, czekoladę, rózgę (z pączkami listków!) i plastelinę :D
Szukaliśmy dziś szewca. Kto dziś chodzi do szewca?
W końcu przypadkiem znaleźliśmy. pan był wielki po prostu...:)
Nie mam już siły pisać.
Choroba mnie złapała. Taka świńska. Ale ciiii... Nie mówcie nikomu;)
niedziela, 6 grudnia 2009
Niedziela.
Pomyślałam, że napiszę teraz, bo później może już nie być czasu.
Dziś wróci Tomek.
Cieszę się, bo było mi strasznie samotnie.
Mikołaj go dziś odwiedził. Ale, że Tomek zostawił w domu tylko sandały, to Mikołaj włożył do nich skarpetki i dopiero włożył jakieś drobiazgi.
Do Klaudyny Mikołaj nie przyszedł. Widać była niegrzeczna.
Po prawdzie była... Oj była.
Ale żeby się dziś zrehabilitować to posprzątała trochę w domku. Może Mikuś jeszcze tutaj trafi ;)
Tak sobie ostatnio rozmyślałam o Nicole. To jest imię żeńskie od Mikołaj :)
Fajnie co? Ale poprawna POLSKA formia to Nikolina ew. Nikola.
Nie lubię tego imienia. I nie są to jakieś osobiste wycieczki do konkretnej osoby. Tylko nie podoba mi się.
Za trzy tygodnie zostanę mamą chrzestną.
Mam mieszane uczucia co do tego. Bo myślę sobie że chrzestnych powinno się wybierać przede wszystkim wg. zaangażowania religijnego. To powinien być człowiek dużej wiary. Eh. A dopiero później jakieś sympatie, zobowiązania.
A ja dziś nie jestem człowiekiem dużej wiary. Małej, może nawet mniejszej niż mi się wydaje...
Łatwo wierzyć, kiedy wszystko jest dobre, przyjemne, jest wsparcie w tym z każdej strony.
A mieszkając w świecie niewierzących wszystko się jakoś gubi, umyka.
Może adwent, chrzest Natalii będzie dla mnie jakimś motorem?
Może...?
Bo ja bym chciała.
Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo krople rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemie.
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
Cz. Miłosz
Aha!
Zapomniałam dodać, że wygrał(a) Królik. niespodzianka niebawem - o ile Królik nie zaśnie na zimę ;)
Dziś wróci Tomek.
Cieszę się, bo było mi strasznie samotnie.
Mikołaj go dziś odwiedził. Ale, że Tomek zostawił w domu tylko sandały, to Mikołaj włożył do nich skarpetki i dopiero włożył jakieś drobiazgi.
Do Klaudyny Mikołaj nie przyszedł. Widać była niegrzeczna.
Po prawdzie była... Oj była.
Ale żeby się dziś zrehabilitować to posprzątała trochę w domku. Może Mikuś jeszcze tutaj trafi ;)
Tak sobie ostatnio rozmyślałam o Nicole. To jest imię żeńskie od Mikołaj :)
Fajnie co? Ale poprawna POLSKA formia to Nikolina ew. Nikola.
Nie lubię tego imienia. I nie są to jakieś osobiste wycieczki do konkretnej osoby. Tylko nie podoba mi się.
Za trzy tygodnie zostanę mamą chrzestną.
Mam mieszane uczucia co do tego. Bo myślę sobie że chrzestnych powinno się wybierać przede wszystkim wg. zaangażowania religijnego. To powinien być człowiek dużej wiary. Eh. A dopiero później jakieś sympatie, zobowiązania.
A ja dziś nie jestem człowiekiem dużej wiary. Małej, może nawet mniejszej niż mi się wydaje...
Łatwo wierzyć, kiedy wszystko jest dobre, przyjemne, jest wsparcie w tym z każdej strony.
A mieszkając w świecie niewierzących wszystko się jakoś gubi, umyka.
Może adwent, chrzest Natalii będzie dla mnie jakimś motorem?
Może...?
Bo ja bym chciała.
Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo krople rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemie.
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
Cz. Miłosz
Aha!
Zapomniałam dodać, że wygrał(a) Królik. niespodzianka niebawem - o ile Królik nie zaśnie na zimę ;)
sobota, 5 grudnia 2009
Marzenia.
Wpis dnia czwartego.
Taki w sumie dzień nieroba.
Nie jadłam, nie sprzątałam. Wycinałam te moje kartki świąteczne - mam już odciski na palcach.
Obejrzałam 4, 5 i 6 sezon SATCu.
Eh z jednej strony chciałabym żyć ich życiem, a z drugiej strony ono jest takie puste.
Cytując Stanforda:
To nasze hobby. Jedni zajmują się sztuką i rzemiosłem, a my oceniamy.
Ja zajmuję się rzemiosłem, ale też oceniam... Nie da się ukryć.
Ale miało być o marzeniach.
Mamy takie wielkie, a przynajmniej bardzo duże marzenie. Własna herbaciarnio-galeria.
Mamy nawet wybrane miejsce na nią, ja potrafię sobie nawet wyobrazić kolor ścian, układ stolików, wystrój...
Początkowo chciałam żeby to było coś na kształt pewnej herbaciarni w Cisnej, którą odwiedziliśmy kilka lat temu... (zabrzmiało to jakbyśmy byli co najmniej dziesięć lat po ślubie;) ), ale na dzień dzisiejszy myślę, że chciałabym stworzyć coś naszego. Ciekawe, czy czytając to za kilka lat przynajmniej troszkę będziemy bliżej celu?
M. zażartowała dziś, że jestem słomianą wdową.
Coś w tym jest.
Co prawda bardziej weekendową słomianą narzeczoną. Nie ma Cię już tyle godzin. W sumie to dla mnie taki czas milczenia. Odzywam się jedynie przez telefon.
Jestem chyba antypatyczna.
Odpycham od siebie przyjaciół. Zastanawiam się tak na prawdę dlaczego tych troje, których jeszcze mam pozostali przy mnie.
Dlaczego jesteś przy mnie, Tomku?
...
Dlaczego trwasz przy mnie, Marto?
...
Dlaczego pozostaję Twoją przyjaciółką, M...?
....
przecież nie zasługuję.
To nie jest tak, że siedzę teraz i się użalam nad sobą. Nie jest tak. Czasem udaje mi się pomyśleć tak obiektywnie o sobie.
Ach.
a przy okazji obiektywizmu - czas się wziąć za siebie, trochę mi się przytyło. Zawsze myślałam, że studenckie życie to chude czasy. I w sumie nasze życie nie jest w ogóle tłuste, ale moje bioderka jak najbardziej... ;)
Może zbieram ten tłuszyczk jak jeż na zimę?
I teraz zagadka biologiczna.
Czy myszy w warunkach naturalnych zasypiają na zimę?
Za prawidłową odpowiedź będzie nagroda :)
Dobra koniec marudzenia. Tak długo pisałam, że północ mnie zastała.
Jeszcze tylko jedna myśl.
Ciekawa jestem czy jak na filmach jest pokazane, że ktoś pisze na komputerze, literki wyświetlają się na ekranie, to piszą to aktorzy, czy raczej sekretarki - dublerki - szybko piszące? (obstawiam, że to kobiety, po wyglądzie ich dłoni ;) )
A może aktorki potrafią szybko pisać, a tylko ja tak wolno piszę?
Si ju lejter aligejter ;)
Taki w sumie dzień nieroba.
Nie jadłam, nie sprzątałam. Wycinałam te moje kartki świąteczne - mam już odciski na palcach.
Obejrzałam 4, 5 i 6 sezon SATCu.
Eh z jednej strony chciałabym żyć ich życiem, a z drugiej strony ono jest takie puste.
Cytując Stanforda:
To nasze hobby. Jedni zajmują się sztuką i rzemiosłem, a my oceniamy.
Ja zajmuję się rzemiosłem, ale też oceniam... Nie da się ukryć.
Ale miało być o marzeniach.
Mamy takie wielkie, a przynajmniej bardzo duże marzenie. Własna herbaciarnio-galeria.
Mamy nawet wybrane miejsce na nią, ja potrafię sobie nawet wyobrazić kolor ścian, układ stolików, wystrój...
Początkowo chciałam żeby to było coś na kształt pewnej herbaciarni w Cisnej, którą odwiedziliśmy kilka lat temu... (zabrzmiało to jakbyśmy byli co najmniej dziesięć lat po ślubie;) ), ale na dzień dzisiejszy myślę, że chciałabym stworzyć coś naszego. Ciekawe, czy czytając to za kilka lat przynajmniej troszkę będziemy bliżej celu?
M. zażartowała dziś, że jestem słomianą wdową.
Coś w tym jest.
Co prawda bardziej weekendową słomianą narzeczoną. Nie ma Cię już tyle godzin. W sumie to dla mnie taki czas milczenia. Odzywam się jedynie przez telefon.
Jestem chyba antypatyczna.
Odpycham od siebie przyjaciół. Zastanawiam się tak na prawdę dlaczego tych troje, których jeszcze mam pozostali przy mnie.
Dlaczego jesteś przy mnie, Tomku?
...
Dlaczego trwasz przy mnie, Marto?
...
Dlaczego pozostaję Twoją przyjaciółką, M...?
....
przecież nie zasługuję.
To nie jest tak, że siedzę teraz i się użalam nad sobą. Nie jest tak. Czasem udaje mi się pomyśleć tak obiektywnie o sobie.
Ach.
a przy okazji obiektywizmu - czas się wziąć za siebie, trochę mi się przytyło. Zawsze myślałam, że studenckie życie to chude czasy. I w sumie nasze życie nie jest w ogóle tłuste, ale moje bioderka jak najbardziej... ;)
Może zbieram ten tłuszyczk jak jeż na zimę?
I teraz zagadka biologiczna.
Czy myszy w warunkach naturalnych zasypiają na zimę?
Za prawidłową odpowiedź będzie nagroda :)
Dobra koniec marudzenia. Tak długo pisałam, że północ mnie zastała.
Jeszcze tylko jedna myśl.
Ciekawa jestem czy jak na filmach jest pokazane, że ktoś pisze na komputerze, literki wyświetlają się na ekranie, to piszą to aktorzy, czy raczej sekretarki - dublerki - szybko piszące? (obstawiam, że to kobiety, po wyglądzie ich dłoni ;) )
A może aktorki potrafią szybko pisać, a tylko ja tak wolno piszę?
Si ju lejter aligejter ;)
Dzień trzeci - piasny w dniu czwartym.
Pierwszego dnia zastanawiałam się, co będzie jak skończy się internet.
Tomek powiedział, żeby napisac na kartce.
I stało się.
Nie było wczoraj internetu...
Byliśmy w RCKiK.
było mi słabo już od samej myśli przebywania tam. Ale chciałabym oddać krew. Mimo, że nie mogę.
W sumie cały dzień upłyną na pobycie tam i oglądaniu Muminków.
W Mumminkach jest wiele sprzeczności.
Bo np. Muminek mówi, że dobrze, że w Dolinie Muminków nie ma prądu, ale Mała Mi Chciała coś tam podłączyć do centralnego ogrzewania w domu Muminków. Mama Muminka chciała wynająć samochód do przewiezienia do domu statku kosmitów i zrobienia z nego dobudówki do kuchni, albo pokoju gościnnego.
Są samochody i ogrzewanie centralne ale nie ma prądu.
Ale za to Mama Muminka umie zrobić szybko piec z kamieni na bezludnej wyspie i usmażyć na nim naleśniki.
Zdolan ta Mamusia Muminka.
Ciekawił mnie motyw Buki.
Nie pamiętałam po co ona przychodzi do Muminków, pamiętałam tylko, że jest zła. A wcale nie była, i w sumie mimo, że Bukę zapomniałam, to trzech postaci w tą postać zamieszanych już nie.
Chodiz o Topika i Topcię - rodzeństwo, które ukradło Buce rubin królewski i o Czarnoksiężnika, który szukał tego rubinu całe życie.
Tomek powiedział, żeby napisac na kartce.
I stało się.
Nie było wczoraj internetu...
Byliśmy w RCKiK.
było mi słabo już od samej myśli przebywania tam. Ale chciałabym oddać krew. Mimo, że nie mogę.
W sumie cały dzień upłyną na pobycie tam i oglądaniu Muminków.
W Mumminkach jest wiele sprzeczności.
Bo np. Muminek mówi, że dobrze, że w Dolinie Muminków nie ma prądu, ale Mała Mi Chciała coś tam podłączyć do centralnego ogrzewania w domu Muminków. Mama Muminka chciała wynająć samochód do przewiezienia do domu statku kosmitów i zrobienia z nego dobudówki do kuchni, albo pokoju gościnnego.
Są samochody i ogrzewanie centralne ale nie ma prądu.
Ale za to Mama Muminka umie zrobić szybko piec z kamieni na bezludnej wyspie i usmażyć na nim naleśniki.
Zdolan ta Mamusia Muminka.
Ciekawił mnie motyw Buki.
Nie pamiętałam po co ona przychodzi do Muminków, pamiętałam tylko, że jest zła. A wcale nie była, i w sumie mimo, że Bukę zapomniałam, to trzech postaci w tą postać zamieszanych już nie.
Chodiz o Topika i Topcię - rodzeństwo, które ukradło Buce rubin królewski i o Czarnoksiężnika, który szukał tego rubinu całe życie.
czwartek, 3 grudnia 2009
Dzien drugi.
Na razie starczyło mi ambicji do napisania. :)
Przyjemny dzień. A przynajmniej przyjemnie się zaczyna.
Rano nie mogłam się dobudzić. I tak przez godzinkę leżałam i przeciągałam, aż w końcu nie było odwrotu.
Pojechaliśmy na rozmowę o pracę.
Tzn. Tomek pojechał, a ja towarzysko.
Poszłam do Empiku pooglądać zagramaniczne gazetki craftowe (ile one kosztują...!) i poradniki. To ostatnio moje dwa ulubione działy ;).
Ale nie było nic nowego więc śmignęłam do Joko po papierki. I dostałam zniżkę - dla uczniów plastyka - może to znak? ;) Ucieszyłam się jak nie wiem co:)
Później był miły spacer do domku.
Z małymi zawirowaniami. I zakupami obiadowymi.
W niedzielę Mikołajki.
Tomek jedzie do Elbląga. Trochę smutaskowo.
Cóż za tandetnych słów ostatnio używam...
Przyjemny dzień. A przynajmniej przyjemnie się zaczyna.
Rano nie mogłam się dobudzić. I tak przez godzinkę leżałam i przeciągałam, aż w końcu nie było odwrotu.
Pojechaliśmy na rozmowę o pracę.
Tzn. Tomek pojechał, a ja towarzysko.
Poszłam do Empiku pooglądać zagramaniczne gazetki craftowe (ile one kosztują...!) i poradniki. To ostatnio moje dwa ulubione działy ;).
Ale nie było nic nowego więc śmignęłam do Joko po papierki. I dostałam zniżkę - dla uczniów plastyka - może to znak? ;) Ucieszyłam się jak nie wiem co:)
Później był miły spacer do domku.
Z małymi zawirowaniami. I zakupami obiadowymi.
W niedzielę Mikołajki.
Tomek jedzie do Elbląga. Trochę smutaskowo.
Cóż za tandetnych słów ostatnio używam...
środa, 2 grudnia 2009
Diariusz.
Co prawda wyjdzie w tym poście trochę mojej ignorancji, ale bywa.
Myślę sobie o panu Miłoszu. Czesławie. Nobliście naszym polskim z 1980. Ale za co dostał Nobla nie wiem. Szukałam pobieżnie, ale zaniechałam, bo bałam się, że zgubię myśl.
Już się dowiedziałam - za całokształt, który wtedy jeszcze nie był całokształtem...
Miłosz i ja (poniekąd) pochodzimy z tego samego miejsca. Znad okolic rzeki Niewiąż.
Nie związała nas za bardzo ze sobą.
Jest kilka jego utworów, które przywiązały mnie do niego, ale tymczasowo, dopóki nie ulecą z głowy.
I tak sobie myślę, swój człowiek. A napisał diariusz. Nie dziennik, nie pamiętnik. Tylko diariusz.
Diariusz to rodzaj pamiętnika lub dziennika, w którym opisane wydarzenia są uporządkowane w sposób chronologiczny. Podane w nim informacje opisują najważniejsze wydarzenia z życia codziennego danego człowieka, który je opisuje. Diariusze charakteryzują się tym, że nie jest w nich ważna literacka forma przekazu.
(z wikipedii oczywiście.)
Dla Miłosza nie jest ważna forma literacka?
Coś mi tu śmierdzi... ;)
Nie Tomku, to nie to co myślisz... :D
Ale Miłosz, natchnął mnie. Napiszę swój diariusz.
Od dziś. 3 grudnia 2009 aż do 3 grudnia 2010.
Inspiracją jest też Julie&Julia. Cudny film.
A więc czas start!
Dziś pogoda deszczowa. Ale wieczorem wyszliśmy na chwilkę, ja tylko w samym ciniutkim polarku i by ło naprawdę ciepło. Przyjemnie, nie mogę uwierzyć, że to jest grudzień.
Ostatnio mam manię śpiewania na ulicy. Nie robię tego w domu, wtedy kiedy mogłabym to spokojnie robić, ale idę sobie miastem i czasem nawet nie krępuję się śpiewać na głos. Co czasem doprowadza do furii Tomka. Ale przy tym tak dobrze się bawię.
Znów mam ochotę się wygłupiać i szaleć, tak po klaudynkowemu...
Może mrok za mną? Mam taką nadzieję.
Doszłam do wniosku, że będę mogła mieć chyba tylko jedno dziecko, bo nie umiem kochać tak samo...;)
Doświadczenie przeprowadzone na myszach. Ależ to okrutnie zabrzmiało.
Chodzi o to, że mam swoje faworytki.
Kocham moją Funię nad życie, martwi mnie każdy jej mały pisk. Co do szarej mam mieszane uczucia, bo to ona krzywdzi moją Funieczkę (nie wiedziałam, że tak polubię to imię... ;) ), ale z drugiej strony broni swojego domku, terytorium. Taka rozbita jestem miedzy dwoma skrajnymi uczuciami... ;)
Dobra kończę na dziś bo o czym jutro będę pisać...
jeszcze tylko Miłosz na dobry dzień:
SROCZOŚĆ
Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu
Który odnawia się kiedy obniża
Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniwersalia.
Montgeron, 1958
Myślę sobie o panu Miłoszu. Czesławie. Nobliście naszym polskim z 1980. Ale za co dostał Nobla nie wiem. Szukałam pobieżnie, ale zaniechałam, bo bałam się, że zgubię myśl.
Już się dowiedziałam - za całokształt, który wtedy jeszcze nie był całokształtem...
Miłosz i ja (poniekąd) pochodzimy z tego samego miejsca. Znad okolic rzeki Niewiąż.
Nie związała nas za bardzo ze sobą.
Jest kilka jego utworów, które przywiązały mnie do niego, ale tymczasowo, dopóki nie ulecą z głowy.
I tak sobie myślę, swój człowiek. A napisał diariusz. Nie dziennik, nie pamiętnik. Tylko diariusz.
Diariusz to rodzaj pamiętnika lub dziennika, w którym opisane wydarzenia są uporządkowane w sposób chronologiczny. Podane w nim informacje opisują najważniejsze wydarzenia z życia codziennego danego człowieka, który je opisuje. Diariusze charakteryzują się tym, że nie jest w nich ważna literacka forma przekazu.
(z wikipedii oczywiście.)
Dla Miłosza nie jest ważna forma literacka?
Coś mi tu śmierdzi... ;)
Nie Tomku, to nie to co myślisz... :D
Ale Miłosz, natchnął mnie. Napiszę swój diariusz.
Od dziś. 3 grudnia 2009 aż do 3 grudnia 2010.
Inspiracją jest też Julie&Julia. Cudny film.
A więc czas start!
Dziś pogoda deszczowa. Ale wieczorem wyszliśmy na chwilkę, ja tylko w samym ciniutkim polarku i by ło naprawdę ciepło. Przyjemnie, nie mogę uwierzyć, że to jest grudzień.
Ostatnio mam manię śpiewania na ulicy. Nie robię tego w domu, wtedy kiedy mogłabym to spokojnie robić, ale idę sobie miastem i czasem nawet nie krępuję się śpiewać na głos. Co czasem doprowadza do furii Tomka. Ale przy tym tak dobrze się bawię.
Znów mam ochotę się wygłupiać i szaleć, tak po klaudynkowemu...
Może mrok za mną? Mam taką nadzieję.
Doszłam do wniosku, że będę mogła mieć chyba tylko jedno dziecko, bo nie umiem kochać tak samo...;)
Doświadczenie przeprowadzone na myszach. Ależ to okrutnie zabrzmiało.
Chodzi o to, że mam swoje faworytki.
Kocham moją Funię nad życie, martwi mnie każdy jej mały pisk. Co do szarej mam mieszane uczucia, bo to ona krzywdzi moją Funieczkę (nie wiedziałam, że tak polubię to imię... ;) ), ale z drugiej strony broni swojego domku, terytorium. Taka rozbita jestem miedzy dwoma skrajnymi uczuciami... ;)
Dobra kończę na dziś bo o czym jutro będę pisać...
jeszcze tylko Miłosz na dobry dzień:
SROCZOŚĆ
Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu
Który odnawia się kiedy obniża
Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniwersalia.
Montgeron, 1958
niedziela, 8 listopada 2009
myśl.
Szybko.
Pojechaliśmy sobie dziś na spacer. W sumie mieliśmy jechać do Sowy, ale uprzedzam fakty.
Pojechaliśmy sobie dziś na spacer. Pojechaliśmy, bo musieliśmy dojechać na miejsce spacerowe. W międzyczasie na przystanku czekaliśmy na pewne staruszki, które spacerem szły do autobusu, ale kierowca zaczekał. Usiadły niedaleko nas, więc słyszałam ich rozmowę. O tym, że tu (czyli w Ol.) wszyscy się spieszą, szybko chodzą, szybko załatwiają sprawy. I coś w tym jest. Tu zawsze się biegnie do autobusu, wkurza w czasie stania w kolejce, jest za mało czasu na spacery.
Czy ja tez już jestem taka? Że się spieszę? Że biegnę próbując zdążyć za całym światem?
W moim światku się nie biegało. Wracało z kościoła po dwie godziny (normalnie ok. 15 minut). Codziennie spacerowało. Było dużo czasu...
Zaręczyny.
W tym samym autobusie dopadła mnie myśl, że na spacery jeździmy w te same miejsca. I dziś znów tam jechaliśmy. Jest dla mnie taka szczególna brama, nic ciekawego architektonicznie. Żadna Wysoka, czy secesyjna. Ale dla mnie specjalna. Staliśmy tam kiedyś w deszczu...
Jesteśmy zaręczeni miesiąc. Niby niewiele się zmieniło. Ale się zmieniło. Jest spokojnie. Błogo. Jak w gnieździe. Tego potrzebowałam od tak dawna... I w sumie więcej dziś mi nie potrzeba, no może tylko błękitnego nieba... ;)
Deszcz.
Nie pamiętam jaka była pogoda. Pamiętam niepokój. Radość. Poczucie szczęścia. Był październik.
Było ciepło, ale czy na tyle, że byłam tylko w koszulce? Czy może miałam jakąś bluzę? Nie pamiętam. Ale pamiętam rozdarcie między radością i pustką. Łzy tęsknoty i rozstania pomieszane z łzami samodzielności. Był wrzesień.
Było lato. Żułam gumę. Ale nie było zbyt ciepło, bo później wracałam do domu w grubych granatowych spodniach (chociaż mogło być ciepło, a ja chciałam się nimi pochwalić...) - nie pamiętam. Był lipiec.
Ale deszcz spod bramy pamiętam i chyba będę pamiętać. Deszcz był pełen nadziei i braku nadziei. Było ciepło mimo deszczu. Lubię moknąć. Był wrzesień.
Pojechaliśmy sobie dziś na spacer. W sumie mieliśmy jechać do Sowy, ale uprzedzam fakty.
Pojechaliśmy sobie dziś na spacer. Pojechaliśmy, bo musieliśmy dojechać na miejsce spacerowe. W międzyczasie na przystanku czekaliśmy na pewne staruszki, które spacerem szły do autobusu, ale kierowca zaczekał. Usiadły niedaleko nas, więc słyszałam ich rozmowę. O tym, że tu (czyli w Ol.) wszyscy się spieszą, szybko chodzą, szybko załatwiają sprawy. I coś w tym jest. Tu zawsze się biegnie do autobusu, wkurza w czasie stania w kolejce, jest za mało czasu na spacery.
Czy ja tez już jestem taka? Że się spieszę? Że biegnę próbując zdążyć za całym światem?
W moim światku się nie biegało. Wracało z kościoła po dwie godziny (normalnie ok. 15 minut). Codziennie spacerowało. Było dużo czasu...
Zaręczyny.
W tym samym autobusie dopadła mnie myśl, że na spacery jeździmy w te same miejsca. I dziś znów tam jechaliśmy. Jest dla mnie taka szczególna brama, nic ciekawego architektonicznie. Żadna Wysoka, czy secesyjna. Ale dla mnie specjalna. Staliśmy tam kiedyś w deszczu...
Jesteśmy zaręczeni miesiąc. Niby niewiele się zmieniło. Ale się zmieniło. Jest spokojnie. Błogo. Jak w gnieździe. Tego potrzebowałam od tak dawna... I w sumie więcej dziś mi nie potrzeba, no może tylko błękitnego nieba... ;)
Deszcz.
Nie pamiętam jaka była pogoda. Pamiętam niepokój. Radość. Poczucie szczęścia. Był październik.
Było ciepło, ale czy na tyle, że byłam tylko w koszulce? Czy może miałam jakąś bluzę? Nie pamiętam. Ale pamiętam rozdarcie między radością i pustką. Łzy tęsknoty i rozstania pomieszane z łzami samodzielności. Był wrzesień.
Było lato. Żułam gumę. Ale nie było zbyt ciepło, bo później wracałam do domu w grubych granatowych spodniach (chociaż mogło być ciepło, a ja chciałam się nimi pochwalić...) - nie pamiętam. Był lipiec.
Ale deszcz spod bramy pamiętam i chyba będę pamiętać. Deszcz był pełen nadziei i braku nadziei. Było ciepło mimo deszczu. Lubię moknąć. Był wrzesień.
piątek, 16 października 2009
Takie różne przemyślenia,
Wielu ludzi oczekuje ode mnie że jakaś tam w ich pojęciu będę. Ale ich oczekiwania nie koniecznie pokrywają się z moimi oczekiwaniami w stosunku do mnie. Jakoś mi dziwnie.
Staram się wprowadzać jakieś uporządkowanie w naszym małym pokoiku, ale się nie da. Tak zwyczajnie się nie da.
Zjemy obiad raz na jakiś czas, ale nie ma komu po nim posprzątać, więc naczynia stoją wspominając czasy swojej czystości.
Czasem się nad nimi zlituję i pozmywam. Dziś tak zrobiłam z naczyniami sprzed kilku dni, ale nie wszystkimi. Jeszcze część stoi. Nie wynika to chyba nawet z mojego lenistwa, tylko braku zainteresowania ich losem.
Chyba nawet sprawia mi przyjemność gotowanie. Czasem zaszaleję i zrobię coś dobrego... ;)
Dziś chcę upiec ciasto, ale brakuje kilku składników więc zaraz się wybiorę po zakupki.
Wczoraj Marchewkowy dzielnie zrobił ze mną jedną kartkę! Efekty później na Kargolci. Jedziemy jutro do Kozicz na urodziny, więc każde z nas zrobiło kartkę.
Czasem łapię się na tym, że traktuję Marchewkę jak synka, który chodzi do szkoły (czyt. pracy) po powrocie zjada obiadek, później, albo coś obejrzymy, albo coś porobimy (częściej obejrzymy, chociaż od kiedy skończył nam się House to nie bardzo mamy co oglądać...) A potem to już trzeba iść spać.
I tak dzień po dniu.
Najczęściej on wychodzi zanim się obudzę, a czasem nawet jak się przebudzę to nie pamiętam później tego.
Taki już mój los.
Ale i tak cieszę się, że jesteśmy tu razem. Nie zamieniłabym tego na nic...!
dobra. idę po te zakupy na ciasto.
Staram się wprowadzać jakieś uporządkowanie w naszym małym pokoiku, ale się nie da. Tak zwyczajnie się nie da.
Zjemy obiad raz na jakiś czas, ale nie ma komu po nim posprzątać, więc naczynia stoją wspominając czasy swojej czystości.
Czasem się nad nimi zlituję i pozmywam. Dziś tak zrobiłam z naczyniami sprzed kilku dni, ale nie wszystkimi. Jeszcze część stoi. Nie wynika to chyba nawet z mojego lenistwa, tylko braku zainteresowania ich losem.
Chyba nawet sprawia mi przyjemność gotowanie. Czasem zaszaleję i zrobię coś dobrego... ;)
Dziś chcę upiec ciasto, ale brakuje kilku składników więc zaraz się wybiorę po zakupki.
Wczoraj Marchewkowy dzielnie zrobił ze mną jedną kartkę! Efekty później na Kargolci. Jedziemy jutro do Kozicz na urodziny, więc każde z nas zrobiło kartkę.
Czasem łapię się na tym, że traktuję Marchewkę jak synka, który chodzi do szkoły (czyt. pracy) po powrocie zjada obiadek, później, albo coś obejrzymy, albo coś porobimy (częściej obejrzymy, chociaż od kiedy skończył nam się House to nie bardzo mamy co oglądać...) A potem to już trzeba iść spać.
I tak dzień po dniu.
Najczęściej on wychodzi zanim się obudzę, a czasem nawet jak się przebudzę to nie pamiętam później tego.
Taki już mój los.
Ale i tak cieszę się, że jesteśmy tu razem. Nie zamieniłabym tego na nic...!
dobra. idę po te zakupy na ciasto.
piątek, 9 października 2009
wtorek, 29 września 2009
Mój dom...
Nowy adres.
Nowe perspektywy.
Nowe zwierzaki.
No cóż.
Mamy te nasze myszy, a do tego domowe koty okazały się gratisem... Korzystają z każdej okazji "drzwi otwartych" ;)
Mam już plan zajęć i jak się okazało zaczynam naukę już w czwartek...
No cóż...
Czyli podejrzewam, że moja praca w zoologicznym dobiega końca. Mam w zasadzie całe dnie, od rana do wieczora. Jedynym plusem będzie dzień lub dwa wolne... :)
Co do naszego wspólnego życia.
Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Jestem szczęśliwa. Niezaprzeczalnie. Ale brakuje teraz czegoś w moim życiu...
Może beztroski? Może trochę niewinności?
Sama nie wiem.
Ale bez przesady. Nie będę narzekać...
Problemów i tak am niemało, więc nie ma potrzeby wymyślać kolejnych...
Nowe perspektywy.
Nowe zwierzaki.
No cóż.
Mamy te nasze myszy, a do tego domowe koty okazały się gratisem... Korzystają z każdej okazji "drzwi otwartych" ;)
Mam już plan zajęć i jak się okazało zaczynam naukę już w czwartek...
No cóż...
Czyli podejrzewam, że moja praca w zoologicznym dobiega końca. Mam w zasadzie całe dnie, od rana do wieczora. Jedynym plusem będzie dzień lub dwa wolne... :)
Co do naszego wspólnego życia.
Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Jestem szczęśliwa. Niezaprzeczalnie. Ale brakuje teraz czegoś w moim życiu...
Może beztroski? Może trochę niewinności?
Sama nie wiem.
Ale bez przesady. Nie będę narzekać...
Problemów i tak am niemało, więc nie ma potrzeby wymyślać kolejnych...
sobota, 19 września 2009
Nowatorsko-lokatorsko
Dziś mijają dwa tygodnie od przeprowadzki a On dalej ze mną mieszka! Niewiarygodne.
Zauważam coraz więcej swoich wad. Jestem wredna, kapryśna, leniwa. Jestem też egoistką.
Ale nie powiem, że z Nim też jest lekko. Jestem trochę zmęczona, ale już po dniu rozłąki strasznie tęskniłam.
Nowe wydarzenie - mam pracę. Jestem panią z zoologicznego. Co prawda na okresie próbnym, ale zawsze. ;)
I dziś spotkało mnie smutne zdarzenie - malutka fretka, jeszcze w sumie nie zdążyłam się do niej przywiązać, ale już jest ciężko chora. Pewnie zdechnie w nocy. Straszne to...
W ogóle ciężko jest mi się dostosować tam. Bo wszyscy mówią, że mam się uczyć tego czy tamtego, a ja mówię, że już to umiem, oni nie wierzą. Eh. Ale szef to szef.
Ale dostałam dziś dobrą wskazówkę, nie muszę już wymyślać zajęć sobie na siłę... ;)
I mam dwóch sojuszników w pracy.
W ogóle zrobiły się z nas nocne zwierzątka. Wracamy do domu ok 22-24, trochę jeszcze posiedzimy, coś porobimy, a potem śpimy do 10...
W ogóle ambitny plan dnia:
10 - pobudka
10 - 14 prace ręczne lub tym podobne
14 - 15 obiad (lub tym podobne)
i chwilę po 15 mam już autobus do pracy.
Wracam na tyle późno, że albo obejrzymy Dr.House, albo i nie i idziemy spać...
I teraz zrobię to samo... ;)
Zauważam coraz więcej swoich wad. Jestem wredna, kapryśna, leniwa. Jestem też egoistką.
Ale nie powiem, że z Nim też jest lekko. Jestem trochę zmęczona, ale już po dniu rozłąki strasznie tęskniłam.
Nowe wydarzenie - mam pracę. Jestem panią z zoologicznego. Co prawda na okresie próbnym, ale zawsze. ;)
I dziś spotkało mnie smutne zdarzenie - malutka fretka, jeszcze w sumie nie zdążyłam się do niej przywiązać, ale już jest ciężko chora. Pewnie zdechnie w nocy. Straszne to...
W ogóle ciężko jest mi się dostosować tam. Bo wszyscy mówią, że mam się uczyć tego czy tamtego, a ja mówię, że już to umiem, oni nie wierzą. Eh. Ale szef to szef.
Ale dostałam dziś dobrą wskazówkę, nie muszę już wymyślać zajęć sobie na siłę... ;)
I mam dwóch sojuszników w pracy.
W ogóle zrobiły się z nas nocne zwierzątka. Wracamy do domu ok 22-24, trochę jeszcze posiedzimy, coś porobimy, a potem śpimy do 10...
W ogóle ambitny plan dnia:
10 - pobudka
10 - 14 prace ręczne lub tym podobne
14 - 15 obiad (lub tym podobne)
i chwilę po 15 mam już autobus do pracy.
Wracam na tyle późno, że albo obejrzymy Dr.House, albo i nie i idziemy spać...
I teraz zrobię to samo... ;)
wtorek, 1 września 2009
Kampania wrześniowa...
Dziś wróciłam z Warszawy/Kulki... i okazało się, że mam jutro egzamin z Młodej Polski.
Więc trafiłam na coś ślicznego w tej całej dekadenckiej nędzy:
A kiedy będziesz moją żoną...
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Rozwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady
i róże śliczne, i powoje
całować będą włosy twoje.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.
Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.
Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy,
kędy drzwi miłość nam otworzy.
Więc trafiłam na coś ślicznego w tej całej dekadenckiej nędzy:
A kiedy będziesz moją żoną...
A kiedy będziesz moją żoną,
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Rozwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady
i róże śliczne, i powoje
całować będą włosy twoje.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.
Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.
Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy,
kędy drzwi miłość nam otworzy.
K. Przerwa - Tetmajer
sobota, 22 sierpnia 2009
Kolonijnie part. 2
Taki jakoś dziwnie wesoły dzień... :)
Dużo śmiechu. Dużo śmiechu w duszy... :)
Wygłupiamy się z Marchewką na maksa. Tańczymy szalone polki, czasem i tańce - przytualńce. ;)
Na razie tylko ja je inicjuję, ale może z czasem i on zacznie szaleć. :)
Mam wrażenie, że przez to, że jesteśmy ciągle ze sobą, staliśmy się bardziej otwarci... :)
Dziś był na tyle kochany, że nie obudził mnie nawet na zaprawę... :) Więc pospałam pół godzinki dłużej. W ogóle mam chyba spore braki w śnie, a może to pogoda, ale przysypiam cały dzień, gdzie popadnie...
Ale jest i druga strona medalu. Irytują mnie jego codzienne zabawy gwizdkiem podczas zbiórek dzieci, dmucha sobie w niego, gwiżdże sobie po cichutku, co doprowadza mnie do pasji, zwłaszcza kiedy chcę coś powiedzieć...
I wkurza mnie drugi dzień piosenką "Zośka". Już mi się na tyle wkręciła, że sama ją podśpiewuję i zajęła 117 miejsce w moim świętym śpiewniku...
W sumie ma całkiem niezły tekst. :)
Pewne ślubne dewagacje...
jeśli kiedyś stanie się tak, że mój PM i ja zadecydujemy, że ten ślub to już tak na bank, to liczba naszych gości topnieje w oczach.
W zasadzie liczba przyjaciół, którzy kiedyś byli wokół mnie, a teraz przez moje dziecinne a często i chamskie zachowanie oddalili się na tyle, że już sama nie wiem kto mianuje się moim przyjacielem, a kto już tylko kolegą...
W sumie dzięki tej izolacji od świata sama mam czas na przewartościowanie swojego życia, określenie nowych priorytetów, sprecyzowanie starych...
Moje nowe postanowienie - ukończyć kurs żeglarza jachtowego... Nie wiem na ile mi się to uda, przy mojej wodnej fobii, ale próbować zawsze warto...
Bo mam taką wizję przyszłości, że weźmiemy w czarter jakiś jachcik, razem z naszymi maluchami (tymi, które dopiero się urodzą... ;) ) i kilka dni będziemy sobie żeglować od portu do portu...
ach ja...
Dużo śmiechu. Dużo śmiechu w duszy... :)
Wygłupiamy się z Marchewką na maksa. Tańczymy szalone polki, czasem i tańce - przytualńce. ;)
Na razie tylko ja je inicjuję, ale może z czasem i on zacznie szaleć. :)
Mam wrażenie, że przez to, że jesteśmy ciągle ze sobą, staliśmy się bardziej otwarci... :)
Dziś był na tyle kochany, że nie obudził mnie nawet na zaprawę... :) Więc pospałam pół godzinki dłużej. W ogóle mam chyba spore braki w śnie, a może to pogoda, ale przysypiam cały dzień, gdzie popadnie...
Ale jest i druga strona medalu. Irytują mnie jego codzienne zabawy gwizdkiem podczas zbiórek dzieci, dmucha sobie w niego, gwiżdże sobie po cichutku, co doprowadza mnie do pasji, zwłaszcza kiedy chcę coś powiedzieć...
I wkurza mnie drugi dzień piosenką "Zośka". Już mi się na tyle wkręciła, że sama ją podśpiewuję i zajęła 117 miejsce w moim świętym śpiewniku...
W sumie ma całkiem niezły tekst. :)
Pewne ślubne dewagacje...
jeśli kiedyś stanie się tak, że mój PM i ja zadecydujemy, że ten ślub to już tak na bank, to liczba naszych gości topnieje w oczach.
W zasadzie liczba przyjaciół, którzy kiedyś byli wokół mnie, a teraz przez moje dziecinne a często i chamskie zachowanie oddalili się na tyle, że już sama nie wiem kto mianuje się moim przyjacielem, a kto już tylko kolegą...
W sumie dzięki tej izolacji od świata sama mam czas na przewartościowanie swojego życia, określenie nowych priorytetów, sprecyzowanie starych...
Moje nowe postanowienie - ukończyć kurs żeglarza jachtowego... Nie wiem na ile mi się to uda, przy mojej wodnej fobii, ale próbować zawsze warto...
Bo mam taką wizję przyszłości, że weźmiemy w czarter jakiś jachcik, razem z naszymi maluchami (tymi, które dopiero się urodzą... ;) ) i kilka dni będziemy sobie żeglować od portu do portu...
ach ja...
Kolonijnie
Od trzech dni śpię w tym podłym namiocie, zniosłam degradację dużo lepiej niż myślałam... :)
I w sumie nie jest nawet tak zimno.
Niestety po tylu turnusach już nie bardzo się nawet staram poznać imiona dzieci... Znam na razie tylko te, które są niegrzeczne... W sumie mam w grupie 20 osób - 5 chłopców i 15 dziewczynek, które zlewają mi się w zasadzie w jedną masę.
Odzyskałam dziś głos, co cieszy mnie niezmiernie... :)
Wreszcie mogę zabrać głos w różnych kwestiach...
W ciągu tych kilku dni miałam kilka ścięć z wychowawcą, z którym przyszło mi pracować... Złości i irytuje mnie ten człowiek niemiłosiernie...
Eh... Żyję w ciągłym stresie. PM się domyśli o co chodzi...
Kupujemy jednak trzy myszki - każdą inną :)
shs black tan, shs chocolate tan i shs dove tan... :)
Strasznie się ciesze... :)
Nie rozmawiam z M.K. od kilku dni zupełnie, wczoraj sytuacja mnie zmusiła... bywa.
Muszę kończyć, bo czas zająć się dziećmi. ;/
a i kupiłam sobie ślicznego polarka.
I w sumie nie jest nawet tak zimno.
Niestety po tylu turnusach już nie bardzo się nawet staram poznać imiona dzieci... Znam na razie tylko te, które są niegrzeczne... W sumie mam w grupie 20 osób - 5 chłopców i 15 dziewczynek, które zlewają mi się w zasadzie w jedną masę.
Odzyskałam dziś głos, co cieszy mnie niezmiernie... :)
Wreszcie mogę zabrać głos w różnych kwestiach...
W ciągu tych kilku dni miałam kilka ścięć z wychowawcą, z którym przyszło mi pracować... Złości i irytuje mnie ten człowiek niemiłosiernie...
Eh... Żyję w ciągłym stresie. PM się domyśli o co chodzi...
Kupujemy jednak trzy myszki - każdą inną :)
shs black tan, shs chocolate tan i shs dove tan... :)
Strasznie się ciesze... :)
Nie rozmawiam z M.K. od kilku dni zupełnie, wczoraj sytuacja mnie zmusiła... bywa.
Muszę kończyć, bo czas zająć się dziećmi. ;/
a i kupiłam sobie ślicznego polarka.
środa, 19 sierpnia 2009
wtorek, 4 sierpnia 2009
Tęskniacz...
Na szarej ulicy wieczorem,
Można spotkać tęskniacza.
Cichy, szary, samotny
Włóczy się wieczorami
Chowa się przed ludźmi
w ciemne zakamarki.
Tęskniacza zobaczyć mogą
tylko ci co tęsknią
Przychodzi siada obok
bo on zawsze tęskni,
Szary, cichy, samotny
tęskniacz tęskni za tęsknotą...
Można spotkać tęskniacza.
Cichy, szary, samotny
Włóczy się wieczorami
Chowa się przed ludźmi
w ciemne zakamarki.
Tęskniacza zobaczyć mogą
tylko ci co tęsknią
Przychodzi siada obok
bo on zawsze tęskni,
Szary, cichy, samotny
tęskniacz tęskni za tęsknotą...
autor: Indygo
Spotkałam takiego tęskniacza... Ale nie tęsknię za tęsknotą... Tęsknię za T. i mimo, że zawsze tęskniłam, to ta dzisiejsza tęsknota jest inna. Taka nieznośna. :(
niedziela, 2 sierpnia 2009
Elbląg - Sztutowo
czwartek, 30 lipca 2009
wreszcie urlopowo.
Siedzę sobie na bryzie, wieje wiaterek, jest przyjemnie ciepło.
PMT ciężko pracuje z Sękusiem.
Zaczynam się oswajać z widokiem wody i łódek. Już chyba sam fakt przebywania w ich okolicy nie jest tak bardzo przerażający...
paznokcie mam w kolorach tęczy, jednak to co wydawało mi się urocze kilka miesięcy temu, dziś już trochę zastanawia. Może to po prostu złe dobranie kolorów?
W tym roku jestem nadzwyczaj opalona. Całkiem fajne uczucie, ale PMT stwierdził, że wyglądam jak murzynka, bo od zewnątrz mam bardzo opalone dłonie, ale od środka są jaśniutkie ( w końcu nieskalane praca, nie? ;) )
Wczoraj padło między nami pewne wyznanie, które mnie okropnie zestresowało. Ale przy tym uspokoiło. Coraz częściej myślę sobie, że PTM jest dla mnie taką opoką, której zawsze brakowało w moim życiu. Tylko niestety ja wprowadzam wielkie zamieszanie w jego życiu...
Co do naszej nowej pasji. Nawiązaliśmy kontakt z bardzo przyjacielską i pomocną Ingą z Małego Zamyszania, która jest wręcz swego rodzaju mysią mentorką... ;)
Wczoraj w Gdańsku udało nam się kupić transporterek i poidełko dla naszych mysiaczków... :)
jak ja bym chciała już wrzesień...!
i z ostatniej chwili - kupiliśmy klatkę mysiakom...:D
PMT ciężko pracuje z Sękusiem.
Zaczynam się oswajać z widokiem wody i łódek. Już chyba sam fakt przebywania w ich okolicy nie jest tak bardzo przerażający...
paznokcie mam w kolorach tęczy, jednak to co wydawało mi się urocze kilka miesięcy temu, dziś już trochę zastanawia. Może to po prostu złe dobranie kolorów?
W tym roku jestem nadzwyczaj opalona. Całkiem fajne uczucie, ale PMT stwierdził, że wyglądam jak murzynka, bo od zewnątrz mam bardzo opalone dłonie, ale od środka są jaśniutkie ( w końcu nieskalane praca, nie? ;) )
Wczoraj padło między nami pewne wyznanie, które mnie okropnie zestresowało. Ale przy tym uspokoiło. Coraz częściej myślę sobie, że PTM jest dla mnie taką opoką, której zawsze brakowało w moim życiu. Tylko niestety ja wprowadzam wielkie zamieszanie w jego życiu...
Co do naszej nowej pasji. Nawiązaliśmy kontakt z bardzo przyjacielską i pomocną Ingą z Małego Zamyszania, która jest wręcz swego rodzaju mysią mentorką... ;)
Wczoraj w Gdańsku udało nam się kupić transporterek i poidełko dla naszych mysiaczków... :)
jak ja bym chciała już wrzesień...!
i z ostatniej chwili - kupiliśmy klatkę mysiakom...:D
wtorek, 28 lipca 2009
Wakacyjnie
Dużo się działo. Chyba w sumie nie chce mi się tego opisywać...
Poplątałam sobie w życiu, popsułam kilka spraw. Ale może tak właśnie miało być?
Obecnie wykorzystuję 9 dniowy urlop od pracy jakże satysfakcjonującej.
Siedzę u PMT, jutro wybywamy na Jarmark Dominikański... :)
A i mam już całe 21 lat...! Jak ten czas leci...
Piję właśnie pyszną truskawkóweczkę. Mocne toto, ale wchodzi jak woda... ;)
Udało nam się dziś na szmatach upolować fajną kurteczkę turystyczną za ogromne pieniądze... bo aż całe 10,60 zł... :D
aha! no i najważniejsze! Zarezerwowaliśmy sobie u Mysiadłów rasowe myszki dwie: czekoladowe lub czarne. Dla wtajemniczonych rasy: shs tan ;) urodziły się w moje urodziny, więc to jakieś przeznaczenie ;) Imiona tez pewnie będą ciekawe, bo z miotu G2.
Jeśli wszystko pójdzie tak jak trzeba, bo w przyszłym miesiącu zamieszkają z nami :)
to chyba będzie nasza nowa pasja. I już się nie możemy doczekać.
Niech ten miesiąc szybciej mija, zwłaszcza, że to będzie miesiąc pracy z trociniakami... ;)
Poplątałam sobie w życiu, popsułam kilka spraw. Ale może tak właśnie miało być?
Obecnie wykorzystuję 9 dniowy urlop od pracy jakże satysfakcjonującej.
Siedzę u PMT, jutro wybywamy na Jarmark Dominikański... :)
A i mam już całe 21 lat...! Jak ten czas leci...
Piję właśnie pyszną truskawkóweczkę. Mocne toto, ale wchodzi jak woda... ;)
Udało nam się dziś na szmatach upolować fajną kurteczkę turystyczną za ogromne pieniądze... bo aż całe 10,60 zł... :D
aha! no i najważniejsze! Zarezerwowaliśmy sobie u Mysiadłów rasowe myszki dwie: czekoladowe lub czarne. Dla wtajemniczonych rasy: shs tan ;) urodziły się w moje urodziny, więc to jakieś przeznaczenie ;) Imiona tez pewnie będą ciekawe, bo z miotu G2.
Jeśli wszystko pójdzie tak jak trzeba, bo w przyszłym miesiącu zamieszkają z nami :)
to chyba będzie nasza nowa pasja. I już się nie możemy doczekać.
Niech ten miesiąc szybciej mija, zwłaszcza, że to będzie miesiąc pracy z trociniakami... ;)
poniedziałek, 15 czerwca 2009
eh.
Zły czas, ale i czas wyzwolenia.
Zjadłam pół kilograma czereśni. Słodkie były...:)
Czeka na mnie jeszcze kilogram arbuza, i trochę truskawek.
Poważnie uzupełniam potas, wapń, magnez i witaminki C, P i grupę B:)
Bo już mi kilku składników brakuje.
Co ja mam więcej powiedzieć...?
Jeszcze kilka dni i z T. się zobaczymy...:) a potem jeszcze kilka dni i wyjeżdżamy. Więc jeszcze więcej uśmiechu:))))
Są też problemy i widmo ich konsekwencji. Ale po co pisać i czytać o smutkach...?
Zjadłam pół kilograma czereśni. Słodkie były...:)
Czeka na mnie jeszcze kilogram arbuza, i trochę truskawek.
Poważnie uzupełniam potas, wapń, magnez i witaminki C, P i grupę B:)
Bo już mi kilku składników brakuje.
Co ja mam więcej powiedzieć...?
Jeszcze kilka dni i z T. się zobaczymy...:) a potem jeszcze kilka dni i wyjeżdżamy. Więc jeszcze więcej uśmiechu:))))
Są też problemy i widmo ich konsekwencji. Ale po co pisać i czytać o smutkach...?
piątek, 12 czerwca 2009
Elbląg/Olsztyn/Ostróda
Ach... Dobrze, że mój PM T. pomyślał i ustawił dwa budziki... ;) bo na swój nie zareagował, albo on nie dzwonił. Natomiast mój ma wredny dzwonek, wiec nie dało się spać...
Łzy przy pożegnaniu, jakbyśmy się rozstawali na najbliższy miesiąc... ;) a być może znów się przytulę jutro... :) ale nie wyprzedzajmy faktów...!
Olsztyn, jak Olsztyn, nieprzyjazny dla podróżniczki Klaudyny.
Zaliczyłam scs, wygrałam 10 zł w chipsach..., a dokładniej znalazłam je w paczce:)
Więc zaszalałam i za połowę doładowałam konto a za drugą wróciłam busem do domku.
Miły gest dresa, po którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, ustąpił mi miejsca, i to tak jakoś zgrabnie, bez wymuszania... ;)
Powędrowałam dziś do hufca, bardzo niechętnie, ale cóż. Sprzątnęłyśmy salę. Złapałam bulwersa, ale już mi chyba minął...
I zaraz zjem smażonego kalafiorka... :) mniam! :)
i do tego tego zdjęcie które poretuszowałam równo... mam nadzieję, że nie widać za bardzo... ;)
tak je bardzo lubię... :)
Łzy przy pożegnaniu, jakbyśmy się rozstawali na najbliższy miesiąc... ;) a być może znów się przytulę jutro... :) ale nie wyprzedzajmy faktów...!
Olsztyn, jak Olsztyn, nieprzyjazny dla podróżniczki Klaudyny.
Zaliczyłam scs, wygrałam 10 zł w chipsach..., a dokładniej znalazłam je w paczce:)
Więc zaszalałam i za połowę doładowałam konto a za drugą wróciłam busem do domku.
Miły gest dresa, po którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, ustąpił mi miejsca, i to tak jakoś zgrabnie, bez wymuszania... ;)
Powędrowałam dziś do hufca, bardzo niechętnie, ale cóż. Sprzątnęłyśmy salę. Złapałam bulwersa, ale już mi chyba minął...
I zaraz zjem smażonego kalafiorka... :) mniam! :)
i do tego tego zdjęcie które poretuszowałam równo... mam nadzieję, że nie widać za bardzo... ;)
tak je bardzo lubię... :)
czwartek, 11 czerwca 2009
Elbląg dzień 2.
Mimo, że mało aktywny to i tak ciężka głowa i mało myśli...
W zasadzie nie robiliśmy nic oprócz rozgrywek w simsy 3 ;) już nawet córkę mamy, a drugie dziecko w drodze... :)
tak się dziś zaczęłam zastanawiać, czy to nie jest moja ostatnia wizyta tutaj przed wyprowadzką...
Bo tak naprawdę zostało niewiele dni, a większość z nich i tak spędzimy na emigracji krajowej (o ile w ogóle można tak powiedzieć...)... A resztę snując się gdzieś po kątach naszych okolic.
Co do przeprowadzki... Już chyba oboje mamy poczucie, że dom, który wybraliśmy naprawdę stanie się naszym domem. Wymarzonym domem Klaudyny... ;)
Już nawet opracowałam teorię, że wejdziemy w jego posiadanie przez zasiedzenie... :)
ale nie uprzedzajmy faktów, bo co jeśli jakiś zły ludź zarządzi inaczej niz my chcemy...?
W zasadzie nie robiliśmy nic oprócz rozgrywek w simsy 3 ;) już nawet córkę mamy, a drugie dziecko w drodze... :)
tak się dziś zaczęłam zastanawiać, czy to nie jest moja ostatnia wizyta tutaj przed wyprowadzką...
Bo tak naprawdę zostało niewiele dni, a większość z nich i tak spędzimy na emigracji krajowej (o ile w ogóle można tak powiedzieć...)... A resztę snując się gdzieś po kątach naszych okolic.
Co do przeprowadzki... Już chyba oboje mamy poczucie, że dom, który wybraliśmy naprawdę stanie się naszym domem. Wymarzonym domem Klaudyny... ;)
Już nawet opracowałam teorię, że wejdziemy w jego posiadanie przez zasiedzenie... :)
ale nie uprzedzajmy faktów, bo co jeśli jakiś zły ludź zarządzi inaczej niz my chcemy...?
środa, 10 czerwca 2009
Elbląg dzień 1.
Całkiem przyjemniaszczy dzień :)
udało się sprawnie załatwić to co trzeba było, PM T. został przewodnikiem, może mnie dogoni... :)
Ci, którzy chcieli pokazali, że jestem tu miło widziana, Ci którzy nie chcieli nie pokazali... :)
Lody z okazji uczczenia dzisiejszego sukcesu o smaku czekolady z chilli nie należą do moich ulubionych, więc T został przymuszony do ich spożycia... :)
Poznałam miłą Kasię, spotkaliśmy Madzię, która wywołała u mnie przypływ sympatii :)
Tylko ból zęba przyprawia mnie o mdłości...
Teraz kot śpi na łóżku, a T. się kąpie.
Co do kota mam mieszane odczucia...
Chyba przez to, że jest nieprzewidywalna to trochę się jej boję...
Bo zabrałam mu możliwość spania z Panem i zajęłam jej miejsce. Więc patrzy na mnie wielkimi zielonymi oczami...
Ja chyba już nie ufam istotom o zielonych oczach...
udało się sprawnie załatwić to co trzeba było, PM T. został przewodnikiem, może mnie dogoni... :)
Ci, którzy chcieli pokazali, że jestem tu miło widziana, Ci którzy nie chcieli nie pokazali... :)
Lody z okazji uczczenia dzisiejszego sukcesu o smaku czekolady z chilli nie należą do moich ulubionych, więc T został przymuszony do ich spożycia... :)
Poznałam miłą Kasię, spotkaliśmy Madzię, która wywołała u mnie przypływ sympatii :)
Tylko ból zęba przyprawia mnie o mdłości...
Teraz kot śpi na łóżku, a T. się kąpie.
Co do kota mam mieszane odczucia...
Chyba przez to, że jest nieprzewidywalna to trochę się jej boję...
Bo zabrałam mu możliwość spania z Panem i zajęłam jej miejsce. Więc patrzy na mnie wielkimi zielonymi oczami...
Ja chyba już nie ufam istotom o zielonych oczach...
wtorek, 9 czerwca 2009
niedziela, 7 czerwca 2009
Lednica i przyległości...
No to się wybraliśmy. Ale właśnie stwierdziłam, że nie mam siły nic pisać.
Było fajniej niż można sądzić, ale gdzieś mi się zgubił klimat...
Rozmowa z cudownym ks. Markiem natchnęła mnie do wielu przemyśleń i poważnej rozmowy z T.
ale na nią przyjdzie jeszcze czas... :)
Wtedy kiedy oboje do niej dorośniemy. Oby nie za późno. :)
Nie lubię jeździć z ładnymi dziewczynami tak jak Łasic, bo wyrywają fajnych chłopaków, a mnie porzucają... ;)
I moja samoocena przy niej spada.
Ale może to będzie motywacja do niejedzenia słodyczy i trochę schudnięcia? :)
Natomiast wśród wędrowników rozłam się szykuje, ale nie wyprzedzajmy faktów wszystko wyjdzie w niedzielę. :)
Krótka wizyta w Toruniu to sama przyjemność:)
Fajnie mieć miejsce, do którego można wpaść i się poczuć swojsko... :)
A Gaja jest już coraz sprytniejsza :) Wspaniały Maluch z niej...! :)
Czas płynie...
Było fajniej niż można sądzić, ale gdzieś mi się zgubił klimat...
Rozmowa z cudownym ks. Markiem natchnęła mnie do wielu przemyśleń i poważnej rozmowy z T.
ale na nią przyjdzie jeszcze czas... :)
Wtedy kiedy oboje do niej dorośniemy. Oby nie za późno. :)
Nie lubię jeździć z ładnymi dziewczynami tak jak Łasic, bo wyrywają fajnych chłopaków, a mnie porzucają... ;)
I moja samoocena przy niej spada.
Ale może to będzie motywacja do niejedzenia słodyczy i trochę schudnięcia? :)
Natomiast wśród wędrowników rozłam się szykuje, ale nie wyprzedzajmy faktów wszystko wyjdzie w niedzielę. :)
Krótka wizyta w Toruniu to sama przyjemność:)
Fajnie mieć miejsce, do którego można wpaść i się poczuć swojsko... :)
A Gaja jest już coraz sprytniejsza :) Wspaniały Maluch z niej...! :)
Czas płynie...
czwartek, 4 czerwca 2009
Myśleć powoli czasem trzeba
mimo, że na studiach dupa, reszta zaczyna się układać... :)
kończą się burze i zaczyna wychodzić słońce...
Ten najważniejszy powierzył mi dziś część tajemnicy, która powoduje, że trzęsą mi się ręce (ale z radości...) i chcę wiedzieć więcej, ale On nic nie zdradzi, dopóki nie przyjdzie czas...
Chciałabym wszystkim o tym opowiedzieć, ale skoro to tajemnica, to tajemnicą musi pozostać... :)
Ciekawe kto wymyślił tajemnicę...?
jutro jadę na Lednicę, jako służba. Ciekawe ile się przysłużę...
kończą się burze i zaczyna wychodzić słońce...
Ten najważniejszy powierzył mi dziś część tajemnicy, która powoduje, że trzęsą mi się ręce (ale z radości...) i chcę wiedzieć więcej, ale On nic nie zdradzi, dopóki nie przyjdzie czas...
Chciałabym wszystkim o tym opowiedzieć, ale skoro to tajemnica, to tajemnicą musi pozostać... :)
Ciekawe kto wymyślił tajemnicę...?
jutro jadę na Lednicę, jako służba. Ciekawe ile się przysłużę...
środa, 3 czerwca 2009
marnie tak
mijają dni na niczym w zasadzie... Zaraz koniec roku, więc będzie po wszystkim i nowy etap w życiu, ale nie rozpoczyna się on zbyt kolorowo. Ale cóż. Za błędy się płaci... Czasem słono.
Ciekawe skąd się wzięło stwierdzenie, że płaci się za coś SŁONO? :)
W zasadzie nie wiem co więcej pisać, wyjęłam pierścionek taki malutki i skromniutki, w szampańskim kolorze, od mamy i tak ładnie błyszczy mi na palcu... :)
Z jednej strony marnie, ale z drugiej rozmyślając uśmiecham się do siebie wewnętrznie... :)
A wczoraj była u mnie powódź...
Filmiki można takie obejrzeć:
Kąpiące się dzieci na parkingu...
Relacja TVNu i relacja Onetu ogólnie niezła impreza... ;)
Ciekawe skąd się wzięło stwierdzenie, że płaci się za coś SŁONO? :)
W zasadzie nie wiem co więcej pisać, wyjęłam pierścionek taki malutki i skromniutki, w szampańskim kolorze, od mamy i tak ładnie błyszczy mi na palcu... :)
Z jednej strony marnie, ale z drugiej rozmyślając uśmiecham się do siebie wewnętrznie... :)
A wczoraj była u mnie powódź...
Filmiki można takie obejrzeć:
Kąpiące się dzieci na parkingu...
Relacja TVNu i relacja Onetu ogólnie niezła impreza... ;)
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Cd. Tygodnika.
W zasadzie już się zdystansowałam do tego co się działo od wtorku... :)
Byłam na wycieczce jako animator. Wycieczka na trasie Częstochowa - Zakopane - Kraków. Nie powiem, było męcząco, zwłaszcza, że chodziłam ostatnio więcej niż zwykle... ;)
Ale w sumie wspominam dość przyjemnie.
Wtorek - Częstochowa. Byłam już kilka razy na Jasnej Górze, ale za każdym razem udaje mi się zobaczyć coś innego... :)
Ogólnie pierwszy dzień bulwersu... ;)
Środa - Dolina Kościeliska. Zaraz po wejściu do doliny lunęło. W schronisku zjadłam placki ziemniaczane :) morale mi wzrosły! W schronisku młodzian z liceum z Ząbkowic Śląskich ofiarował nam bandaż elastyczny, bo my oczywiście wyszliśmy bez apteczki... (bulwers wzrósł). W drodze powrotnej deszcz lał nieustannie.
Wróciliśmy do schroniska, ciepło się ubrałam, zjadłam pyszny rosołek i zaraz trzeba było jechać do p. Adama Gąsiennicy, który opowiadał ponoć zabawnie, ale to nie mój typ humoru. I zapamiętałam go inaczej... ;)
Czwartek - wycieczka do Zakopanego. Ciekawy dzień, ale za dużo czasu wolnego...
zeżarłam dużo oscypków...! Po południu było ognisko, ale deszcz wygrał i się skończyło... :)
Piątek - wyjazd do domu, a po drodze Kraków. No cóż. Odwiedziłam Wieszczów romantycznych, Królów w przerdzewiałych trumienkach (ach to morowe powietrze... ;)), dotknęłam prawą ręką serca dzwonu Zygmunta ( na zamążpójście... ;)) i tu skończyła się moja wycieczka, bo naiwnie zaproponowałam, że zabiorę dzieciaka do autokaru z gorączką. I musiałam już z nim zostać. Wyskoczyłam jeszcze do Jubilata po cukierki. A przy okazji kupiłam tacie cygarka waniliowe i "kapuczino". Pani mnie wylegitymowała :) śmiesznie :).
i to by było na tyle z mojej ambitnej wycieczki.
W weekend nasłuchałam się jaka to ja jestem... więc nie warto pisać.
A przy okazji najlepszego z okazji dnia dziecka! :)
Byłam na wycieczce jako animator. Wycieczka na trasie Częstochowa - Zakopane - Kraków. Nie powiem, było męcząco, zwłaszcza, że chodziłam ostatnio więcej niż zwykle... ;)
Ale w sumie wspominam dość przyjemnie.
Wtorek - Częstochowa. Byłam już kilka razy na Jasnej Górze, ale za każdym razem udaje mi się zobaczyć coś innego... :)
Ogólnie pierwszy dzień bulwersu... ;)
Środa - Dolina Kościeliska. Zaraz po wejściu do doliny lunęło. W schronisku zjadłam placki ziemniaczane :) morale mi wzrosły! W schronisku młodzian z liceum z Ząbkowic Śląskich ofiarował nam bandaż elastyczny, bo my oczywiście wyszliśmy bez apteczki... (bulwers wzrósł). W drodze powrotnej deszcz lał nieustannie.
Wróciliśmy do schroniska, ciepło się ubrałam, zjadłam pyszny rosołek i zaraz trzeba było jechać do p. Adama Gąsiennicy, który opowiadał ponoć zabawnie, ale to nie mój typ humoru. I zapamiętałam go inaczej... ;)
Czwartek - wycieczka do Zakopanego. Ciekawy dzień, ale za dużo czasu wolnego...
zeżarłam dużo oscypków...! Po południu było ognisko, ale deszcz wygrał i się skończyło... :)
Piątek - wyjazd do domu, a po drodze Kraków. No cóż. Odwiedziłam Wieszczów romantycznych, Królów w przerdzewiałych trumienkach (ach to morowe powietrze... ;)), dotknęłam prawą ręką serca dzwonu Zygmunta ( na zamążpójście... ;)) i tu skończyła się moja wycieczka, bo naiwnie zaproponowałam, że zabiorę dzieciaka do autokaru z gorączką. I musiałam już z nim zostać. Wyskoczyłam jeszcze do Jubilata po cukierki. A przy okazji kupiłam tacie cygarka waniliowe i "kapuczino". Pani mnie wylegitymowała :) śmiesznie :).
i to by było na tyle z mojej ambitnej wycieczki.
W weekend nasłuchałam się jaka to ja jestem... więc nie warto pisać.
A przy okazji najlepszego z okazji dnia dziecka! :)
sobota, 30 maja 2009
tygodnik...
ach.. rozszalałam się.
W czwartek byłam na KSI, jednak będę ciągnąć tego phma...
W piątek wieczorem byliśmy z T. na łowieniu nietoperzy. :)
zdjęcia tu.
W sobotę byliśmy na zbiórce wyborczej. Startowałam na delegata. Ale przegrałam. Już bez emocji... ;)
W sobotę byliśmy też na urodzinach A. (przyjaciela T. - mam nadzieję, że w przyszłości i mojego...).
Myślałam, że będzie traumatycznie, ale było całkiem przyjemnie. Tylko wyszedł na jaw (mój jaw ;) ) egoizm. Postaram się z tym jeszcze bardziej walczyć... Przekonałam się do Sprajta, polubiłam nowego Tomka - fotoedytora, przełamaliśmy kolejną barierę z T. Zdążyłam się zezłościć w niedzielę.
Niedziela miała być dla nas... Ale wyszło inaczej... Kobiety (w postaci mnie, Agi i Tomka - fotoedytora) grillowały, a mężczyźni pracowali... ;) Mam nadzieję, że Tomek się nie obrazi... ;)
Popołudnie z fochem było dla nas... I noc. Bo...
W poniedziałek z samego rana pojechałam z Elbląga do Olsztyna. Wracając do domu nie zdążyłam na pociąg, bo jakaś staruszka dostała zawału w autobusie, którym wracałyśmy i na karetkę czekaliśmy 10 minut, mimo, że staliśmy na przystanku "Szpital Wojewódzki"...
Ale nic. Po południu dostałam propozycję pracy - animatorki na wycieczce Częstochowa - Zakopane - Kraków. I jak mogłam odmówić...? ;)
Resztę opiszę jutro, bo się już trochę zmęczyłam... ;)
W czwartek byłam na KSI, jednak będę ciągnąć tego phma...
W piątek wieczorem byliśmy z T. na łowieniu nietoperzy. :)
zdjęcia tu.
W sobotę byliśmy na zbiórce wyborczej. Startowałam na delegata. Ale przegrałam. Już bez emocji... ;)
W sobotę byliśmy też na urodzinach A. (przyjaciela T. - mam nadzieję, że w przyszłości i mojego...).
Myślałam, że będzie traumatycznie, ale było całkiem przyjemnie. Tylko wyszedł na jaw (mój jaw ;) ) egoizm. Postaram się z tym jeszcze bardziej walczyć... Przekonałam się do Sprajta, polubiłam nowego Tomka - fotoedytora, przełamaliśmy kolejną barierę z T. Zdążyłam się zezłościć w niedzielę.
Niedziela miała być dla nas... Ale wyszło inaczej... Kobiety (w postaci mnie, Agi i Tomka - fotoedytora) grillowały, a mężczyźni pracowali... ;) Mam nadzieję, że Tomek się nie obrazi... ;)
Popołudnie z fochem było dla nas... I noc. Bo...
W poniedziałek z samego rana pojechałam z Elbląga do Olsztyna. Wracając do domu nie zdążyłam na pociąg, bo jakaś staruszka dostała zawału w autobusie, którym wracałyśmy i na karetkę czekaliśmy 10 minut, mimo, że staliśmy na przystanku "Szpital Wojewódzki"...
Ale nic. Po południu dostałam propozycję pracy - animatorki na wycieczce Częstochowa - Zakopane - Kraków. I jak mogłam odmówić...? ;)
Resztę opiszę jutro, bo się już trochę zmęczyłam... ;)
wtorek, 19 maja 2009
Zapach czekolady.
W zasadzie nie ma o czym pisac.
Niemiły szkolny incydent. Zmarnowanych wiele godzin.
A! przepraszam. Karmiłam dziś owce! Cudna sprawa. Pomijając fakt, że biły się o koniczynkę z ręki.
a z tematu...
czekolada wedla pachnie pięknie...
nie wiem czy wynikało to z czekoladowego głodu, czy z jej jakości, ale coś pięknego.
Nawet cudowna milka nie ma takiego zapachu...
ach...
a jak opiszesz smak brukselki?
ja dziś jadłam jedną w zupie własnego i hortexu autorstwa. smakowała brukselkowo... ;)
Niemiły szkolny incydent. Zmarnowanych wiele godzin.
A! przepraszam. Karmiłam dziś owce! Cudna sprawa. Pomijając fakt, że biły się o koniczynkę z ręki.
a z tematu...
czekolada wedla pachnie pięknie...
nie wiem czy wynikało to z czekoladowego głodu, czy z jej jakości, ale coś pięknego.
Nawet cudowna milka nie ma takiego zapachu...
ach...
a jak opiszesz smak brukselki?
ja dziś jadłam jedną w zupie własnego i hortexu autorstwa. smakowała brukselkowo... ;)
Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie
Tak żyłem
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie
Tak żyłem
"Beniowski"
a skad z samego rana wziął mi się grób agamnemona - nie wiem... ;) pewnie z niewyspania...
niedziela, 17 maja 2009
bierzmowanie
taa.
niedziela. niedzielnie. niedzielą. niedzieli.
było dziś bierzmowanie Moniki. całkiem spoko. w sumie szybka akcja i po sprawie.
dawno nie pisałam, bo masa złych myśli w głowie.
Śniło mi się dziś, że zostałam zabita. Chociaz to może duże słowa.
Jechała autobusem 11 z babcią, ale nie było mi po drodze do domu. Więc wysiadłam przy światłach. Padał deszcz. Więc postanowiłam przejść na drugą stronę ulicy, żeby wrócić do domu 5, przechodząc (a w sumie przebiegając) przez ulicę, uderzył we mnie samochód - taki dostawczy pocztowy - żółty. Nawet pamiętam twarz kierowcy. Przerażona perspektywą uderzenia go we mnie chciałam się cofnąć, ale nawet nie było gdzie. Poczułam uderzenie i potworny ból. Tak mocny, że się obudziłam.
W związku z myślami, sen trochę mnie zmroził...
niedziela. niedzielnie. niedzielą. niedzieli.
było dziś bierzmowanie Moniki. całkiem spoko. w sumie szybka akcja i po sprawie.
dawno nie pisałam, bo masa złych myśli w głowie.
Śniło mi się dziś, że zostałam zabita. Chociaz to może duże słowa.
Jechała autobusem 11 z babcią, ale nie było mi po drodze do domu. Więc wysiadłam przy światłach. Padał deszcz. Więc postanowiłam przejść na drugą stronę ulicy, żeby wrócić do domu 5, przechodząc (a w sumie przebiegając) przez ulicę, uderzył we mnie samochód - taki dostawczy pocztowy - żółty. Nawet pamiętam twarz kierowcy. Przerażona perspektywą uderzenia go we mnie chciałam się cofnąć, ale nawet nie było gdzie. Poczułam uderzenie i potworny ból. Tak mocny, że się obudziłam.
W związku z myślami, sen trochę mnie zmroził...
czwartek, 14 maja 2009
kilka słów o wczoraj.
rosyjski szybciutko minął, ale myślę, że to dlatego, że ukradli pociąg i będziemy się trochę spóźniać... ;)
po rosyjskim godzina przerwy, podczas której nie wiem co robiłyśmy.
Teatr, jak to teatr. trochę nudno. Zauważyłam, że zupełnie się wyłączam, nawet nie wiedząc kiedy... Więc i to minęło dość szybko.
Za to na analizę spóźniłyśmy się ponad 20 minut, bo byłyśmy u A. porozmawiać o pracach, zgubiła się moja pierwsza strona. ;)
Później wycieczka teoretycznie na Pieczewo, ale zobaczyłyśmy Lidla, więc wysiadłyśmy... ;)
Dzień całkiem spoko. Bardzo emocjonalnie reaguję niestety na brak T. bo dawno się nie widzieliśmy. i jestem niesprawiedliwa. ;(
Pozszywam dziś te lecące gęsi, to może i zdążę wrzucić na tamtego bloga zdjęcia.
Będę dziś bawić się w nianię... ;)
po rosyjskim godzina przerwy, podczas której nie wiem co robiłyśmy.
Teatr, jak to teatr. trochę nudno. Zauważyłam, że zupełnie się wyłączam, nawet nie wiedząc kiedy... Więc i to minęło dość szybko.
Za to na analizę spóźniłyśmy się ponad 20 minut, bo byłyśmy u A. porozmawiać o pracach, zgubiła się moja pierwsza strona. ;)
Później wycieczka teoretycznie na Pieczewo, ale zobaczyłyśmy Lidla, więc wysiadłyśmy... ;)
Dzień całkiem spoko. Bardzo emocjonalnie reaguję niestety na brak T. bo dawno się nie widzieliśmy. i jestem niesprawiedliwa. ;(
Pozszywam dziś te lecące gęsi, to może i zdążę wrzucić na tamtego bloga zdjęcia.
Będę dziś bawić się w nianię... ;)
wtorek, 12 maja 2009
krótko.
Dzień Cygana z akordeonem.
Dzień Świra.
Panna z mokrą głową ma na imię Irenka.
jutro uzupełnię.... ;)
Dzień Świra.
Panna z mokrą głową ma na imię Irenka.
jutro uzupełnię.... ;)
poniedziałek, 11 maja 2009
taaa
co za marny dzień. wszystko chyba przez złe samopoczucie...
ale dziś doszliśmy do wspaniałego porozumienia!
będzie tylko jedno wesele! co prawda dłuższe, ale i niewysokim kosztem... dobrze mi z tym.
czuję się szczęśliwa, bo wreszcie normalnie rozmawiamy, dochodzę też do sensownych wniosków.
Ci z którymi chcę świętować są wyjątkowi, a wyjątkowych ludzi niema zbyt wielu.
ach... chciałabym już Mu ślubować...
kocham zuchy - świruchy...!
brzuszek chodzi i boli cały czas. ale ponoć będzie lepiej...
i sprostowanie:
zdanie brzmieć powinno:
Marysia zapytała czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, jednak okazało się że zabrakło chleba, dlatego postanowiła pójść do sklepu, więc żeby zaoszczędzić czas, postanowiła pojechać rowerem, ale okazało się, że opona jest przebita, więc Marysia poszła do kolegi, od którego chciała pożyczyć pompkę, ale on nie chciał jej pożyczyć Marysi, ponieważ był w niej zakochany i nie chciał, żeby ta robiła kanapki Michałowi, w wyniku tego Michał umarł z głodu, Marysia z rozpaczy umarła zaraz po nim, a kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też umarł.
ale dziś doszliśmy do wspaniałego porozumienia!
będzie tylko jedno wesele! co prawda dłuższe, ale i niewysokim kosztem... dobrze mi z tym.
czuję się szczęśliwa, bo wreszcie normalnie rozmawiamy, dochodzę też do sensownych wniosków.
Ci z którymi chcę świętować są wyjątkowi, a wyjątkowych ludzi niema zbyt wielu.
ach... chciałabym już Mu ślubować...
kocham zuchy - świruchy...!
brzuszek chodzi i boli cały czas. ale ponoć będzie lepiej...
i sprostowanie:
zdanie brzmieć powinno:
Marysia zapytała czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, jednak okazało się że zabrakło chleba, dlatego postanowiła pójść do sklepu, więc żeby zaoszczędzić czas, postanowiła pojechać rowerem, ale okazało się, że opona jest przebita, więc Marysia poszła do kolegi, od którego chciała pożyczyć pompkę, ale on nie chciał jej pożyczyć Marysi, ponieważ był w niej zakochany i nie chciał, żeby ta robiła kanapki Michałowi, w wyniku tego Michał umarł z głodu, Marysia z rozpaczy umarła zaraz po nim, a kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też umarł.
niedziela, 10 maja 2009
Niedzielnik.
Dzień raczej smętny...
Połowa przespana, połowa przeleżana.
Z ważnych wydarzeń, zostałam zaplasterkowana.
o.
Połowa przespana, połowa przeleżana.
Z ważnych wydarzeń, zostałam zaplasterkowana.
o.
sobota, 9 maja 2009
Rady.
zmęczona jakaś jestem.
niby irytacja, ale w sumie i zadowolenie.
zaczynam wychodzić na prostą z zaległościami...
za to tak obok mnie jakoś pusto... i smutno.
czekam i czekam, a Go ciągle nie ma...

niby irytacja, ale w sumie i zadowolenie.
zaczynam wychodzić na prostą z zaległościami...
za to tak obok mnie jakoś pusto... i smutno.
czekam i czekam, a Go ciągle nie ma...

"Boję się nieba w Twoich oczach...
Drżysz jeszcze oczy zamglone
Zrobisz wszystko o co poproszę
Muszę wierzyć przecież mnie kochasz
Krótka chwila i wracasz na morze..."
ale może już niedługo...
czwartek, 7 maja 2009
Znikomek
"W cienistym istnień bezładzie Znikomek błąka się skocznie.
Jedno ma oko błękitne, a drugie — piwne, więc raczej
Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem — inaczej —
I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty — zaocznie?"
Jedno ma oko błękitne, a drugie — piwne, więc raczej
Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem — inaczej —
I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty — zaocznie?"
B. Leśmian
Na razie tyle. Przyjemny dzień :)
i oczekiwanie...
i oczekiwanie...
środa, 6 maja 2009
środa
Ha!
dostałam z rosyjskiego 5! :D pełna radość... :)
lubię wymyślać trasy powrotu i ogólnego przemieszczania się po Olsztynie. Ale dziś mnie lekko poniosło, tzn. zbyt słabo się jednak orientuję w pewnych miejscach. Dlatego Natasza została zmuszona przeleźć przez mur ku jej wielkiej rozpaczy... ;) a mi i Aśce weszło chyba w krew przełażenie przez płoty... ;) korzystamy z okazji i młodości.
później głupawka na nowoodkrytym placu zabaw! jak znajdę kabel do telefonu to wrzucę zdjęcie Klaudyny - pająka.
a inne spawy?
no cóż. Ciężko. Bardzo dużo poważnych rozmów.
Ustaliliśmy dziś coś, na czym bardzo mi zależy...
Moim problemem jest chyba to, że nie umiem mówić o swoich problemach... :(
I powstaje wiele niedomówień... Mam nadzieję, że się skończą.
Szyję poduszkę z książki. Ciekawe czy mi pójdzie. Bo są tylko opisy.
Ale dam radę! W końcu jestem zdolnym człowiekiem.
Dziś DWIE WAŻNE OSOBY przypomniały mi, że jestem dla nich ważna. Miłe to i cieplej mi na serduszku... :)
dostałam z rosyjskiego 5! :D pełna radość... :)
lubię wymyślać trasy powrotu i ogólnego przemieszczania się po Olsztynie. Ale dziś mnie lekko poniosło, tzn. zbyt słabo się jednak orientuję w pewnych miejscach. Dlatego Natasza została zmuszona przeleźć przez mur ku jej wielkiej rozpaczy... ;) a mi i Aśce weszło chyba w krew przełażenie przez płoty... ;) korzystamy z okazji i młodości.
później głupawka na nowoodkrytym placu zabaw! jak znajdę kabel do telefonu to wrzucę zdjęcie Klaudyny - pająka.
a inne spawy?
no cóż. Ciężko. Bardzo dużo poważnych rozmów.
Ustaliliśmy dziś coś, na czym bardzo mi zależy...
Moim problemem jest chyba to, że nie umiem mówić o swoich problemach... :(
I powstaje wiele niedomówień... Mam nadzieję, że się skończą.
Szyję poduszkę z książki. Ciekawe czy mi pójdzie. Bo są tylko opisy.
Ale dam radę! W końcu jestem zdolnym człowiekiem.
Dziś DWIE WAŻNE OSOBY przypomniały mi, że jestem dla nich ważna. Miłe to i cieplej mi na serduszku... :)
wtorek, 5 maja 2009
:)
humor z rana dobry jak śmietana! ;)
mimo niewyspania jakoś mi radośnie i lekko! :D
popołudnie jakieś smętne.
wieczór w miłym towarzystwie. :)
mimo, że początkowo myślałam, że będzie ochrzan po całej linii...! a skończyło się tak pozytywnie... :)
trochę plot, trochę rad, trochę żali. Potrzebne mi to było. Bo mimo wspaniałego człowieka u boku, brak mi kobiety do pogadania.
A tej kobiety zupełnie nie doceniałam ostatnio...!
więc :* dla Niej, mimo, że nie przeczyta tego... Zawdzięczam jej bardzo wiele, więcej niż mi się nawet teraz wydaje...
i ogłaszam pełną mobilizację sił! Będę działać teraz, żeby później móc się lenić...! o!
mimo niewyspania jakoś mi radośnie i lekko! :D
popołudnie jakieś smętne.
wieczór w miłym towarzystwie. :)
mimo, że początkowo myślałam, że będzie ochrzan po całej linii...! a skończyło się tak pozytywnie... :)
trochę plot, trochę rad, trochę żali. Potrzebne mi to było. Bo mimo wspaniałego człowieka u boku, brak mi kobiety do pogadania.
A tej kobiety zupełnie nie doceniałam ostatnio...!
więc :* dla Niej, mimo, że nie przeczyta tego... Zawdzięczam jej bardzo wiele, więcej niż mi się nawet teraz wydaje...
i ogłaszam pełną mobilizację sił! Będę działać teraz, żeby później móc się lenić...! o!
poniedziałek, 4 maja 2009
marudnie.
Mimo, że byłam w szkole, to jakbym nie była, nędzna wycieczka po Olsztynie.
Później trochę mniej nędznie po Ostródzie.
Jako, że marudzę, to nie będę chyba pisać więcej.
Ktoś obiecał mi list.
Jutro trudna wizyta. I ważna decyzja. Eh......
Później trochę mniej nędznie po Ostródzie.
Jako, że marudzę, to nie będę chyba pisać więcej.
Ktoś obiecał mi list.
Jutro trudna wizyta. I ważna decyzja. Eh......
niedziela, 3 maja 2009
patriotycznie
Lubię takie konkretne dni. :)
Tęskno mi chyba za Kościołem, w ogóle za patriotyzmem, żyję sobie ostatnio sama dla siebie i jeszcze dla Tego Kogoś, ale wszystko jest takie zamknięte w moich czterech ścianach.
Mam dorosłych znajomych, albo bardzo młodych. A gdzie mój przedział wiekowy?
eh. Już więcej pisać nie będę dziś.
w domu - dalej tragicznie...
Tęskno mi chyba za Kościołem, w ogóle za patriotyzmem, żyję sobie ostatnio sama dla siebie i jeszcze dla Tego Kogoś, ale wszystko jest takie zamknięte w moich czterech ścianach.
Mam dorosłych znajomych, albo bardzo młodych. A gdzie mój przedział wiekowy?
eh. Już więcej pisać nie będę dziś.
w domu - dalej tragicznie...
sobota, 2 maja 2009
flagowo - szyciowo
Dziś pełna mobilizacja.
Ustawiłam wczoraj budzik na 6.37 i drzemkę co 7 minut, żeby zdążyć wziąć prysznic i się rozbudzić... :)
Jednak z każdym dźwiękiem kończącej się drzemki rozważałam wstanę - nie wstanę, co za różnica czy będę czy nie będę... ;)
ale zwalczyłam lenia i wstałam. Szybki prysznic, długie poszukiwania munduru, i poszłam na obchody święta flagi państwowej. Jak zwykle opóźnienie, więc i irytacja. No ale nic, postaliśmy na słoneczku, posłuchaliśmy średnio atrakcyjnego występu chórku szkolnego i super występu orkiestry dętej z Iławy, pomijając wytęp PinUp Girl's, tańczących do muzyki w/w orkiestry... ;)
choć męskiej części na pewno się podobało!
Później nagraliśmy z 51' Gaudeamus Igitur bo potrzebują jej do zadań na Grunwald.
A w domu przymuszona do robienia porządków, wyjęłam satynkę na sukienkę i Burdy w poszukiwaniu czegoś ciekawego, nic nie znalazłam, ale już szyciowo zmotywowana usiadłam do maszyny i skończyłam poduszkę - do zobaczenia na sąsiednim blogu... ;)
Mój dzielny Rycerz popedałował dziś do Sztutowa (o ile się nie mylę, bo koncepcję zmieniał wiele razy... ;)). Ciekawe jak się czuje po tej wyprawie? ;)
Ja opaliłam się trochę mundurowo - od spódnicy do getr i ręce do łokcia. ;) taki już mój los. ;)
w domu dalej beznadziejnie... ;(
Ustawiłam wczoraj budzik na 6.37 i drzemkę co 7 minut, żeby zdążyć wziąć prysznic i się rozbudzić... :)
Jednak z każdym dźwiękiem kończącej się drzemki rozważałam wstanę - nie wstanę, co za różnica czy będę czy nie będę... ;)
ale zwalczyłam lenia i wstałam. Szybki prysznic, długie poszukiwania munduru, i poszłam na obchody święta flagi państwowej. Jak zwykle opóźnienie, więc i irytacja. No ale nic, postaliśmy na słoneczku, posłuchaliśmy średnio atrakcyjnego występu chórku szkolnego i super występu orkiestry dętej z Iławy, pomijając wytęp PinUp Girl's, tańczących do muzyki w/w orkiestry... ;)
choć męskiej części na pewno się podobało!
Później nagraliśmy z 51' Gaudeamus Igitur bo potrzebują jej do zadań na Grunwald.
A w domu przymuszona do robienia porządków, wyjęłam satynkę na sukienkę i Burdy w poszukiwaniu czegoś ciekawego, nic nie znalazłam, ale już szyciowo zmotywowana usiadłam do maszyny i skończyłam poduszkę - do zobaczenia na sąsiednim blogu... ;)
Mój dzielny Rycerz popedałował dziś do Sztutowa (o ile się nie mylę, bo koncepcję zmieniał wiele razy... ;)). Ciekawe jak się czuje po tej wyprawie? ;)
Ja opaliłam się trochę mundurowo - od spódnicy do getr i ręce do łokcia. ;) taki już mój los. ;)
w domu dalej beznadziejnie... ;(
piątek, 1 maja 2009
jakoś tak
dziwne dwa dni (dziś i wczoraj) upłynęły głównie pod znakiem Tomka.
Podjęliśmy ważną decyzję. Byliśmy na 18 Uli. Całkiem przyjemnie, ale męcząca była podróż do domu.
W zasadzie nie potrafię nic więcej napisać.
Jakaś taka zmęczona jestem. Chyba za dużo się dzieje.
Muszę dziś zrobić trzy specjalne prace. Tak, żeby na jutro były gotowe.
Muszę też skontaktować się z firmami robiącymi hafty na koszulkach, bo przyszło nam do głowy, że chcemy mieć takie ładne haftowane.
Jutro święto flagi państwowej, idę na imprezę z tej okazji - ale bez szaleństw. Będzie bity rekord w rozwijaniu flagi. 150 metrów. A na PORE Maczek powiedział, że to będzie 1,5 kilometra tej flagi... więc nawet nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. ;)
a w domu ruina. ;(
Podjęliśmy ważną decyzję. Byliśmy na 18 Uli. Całkiem przyjemnie, ale męcząca była podróż do domu.
W zasadzie nie potrafię nic więcej napisać.
Jakaś taka zmęczona jestem. Chyba za dużo się dzieje.
Muszę dziś zrobić trzy specjalne prace. Tak, żeby na jutro były gotowe.
Muszę też skontaktować się z firmami robiącymi hafty na koszulkach, bo przyszło nam do głowy, że chcemy mieć takie ładne haftowane.
Jutro święto flagi państwowej, idę na imprezę z tej okazji - ale bez szaleństw. Będzie bity rekord w rozwijaniu flagi. 150 metrów. A na PORE Maczek powiedział, że to będzie 1,5 kilometra tej flagi... więc nawet nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. ;)
a w domu ruina. ;(
wtorek, 28 kwietnia 2009
motylkowo
jakoś tak.
po pierwsze lód w brzuchu się stopił. i dobrze:)
dziś już tylko wszechogarniajaca radość na samą myśl :)
zaliczyłam koło z gramatyki!:)
pewien wniosek - biedronki są mądrzejsze niż motyle, więc kolejny raz zwyciężył intelekt nad wyglądem! :)
uratowałam pięknego, ale niezaradnego motyla z autobusu. Z obawą, że mnie ugryzie... ;)
(w końcu nigdy nie byłam dobra z biologi...)
i pytanie przy okazji: czy motyle mają serce?
proste zdanie złożone, stworzone na potrzeby nauki:
Marysia zapytała, czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, ale okazało się, że nie ma chleba, więc postanowiła pójść do sklepu, aby oszczędzić czasu, chciała wziąć rower, ale była przebita opona, poszła do kolegi, który miał pompkę do roweru, jednak nie chciał jej pożyczyć Marysi, bo nie chciał, żeby robiła kanapki Michałowi, ponieważ był w niej zakochany, w wyniku czego Michał zmarł z głodu, Marysia z żalu, a zakochany kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też zmarł.
prawie jak Sienkiewicz. pomijamy stylistykę, bo chodziło o wielokrotne złożenie... ;)
po pierwsze lód w brzuchu się stopił. i dobrze:)
dziś już tylko wszechogarniajaca radość na samą myśl :)
zaliczyłam koło z gramatyki!:)
pewien wniosek - biedronki są mądrzejsze niż motyle, więc kolejny raz zwyciężył intelekt nad wyglądem! :)
uratowałam pięknego, ale niezaradnego motyla z autobusu. Z obawą, że mnie ugryzie... ;)
(w końcu nigdy nie byłam dobra z biologi...)
i pytanie przy okazji: czy motyle mają serce?
proste zdanie złożone, stworzone na potrzeby nauki:
Marysia zapytała, czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, ale okazało się, że nie ma chleba, więc postanowiła pójść do sklepu, aby oszczędzić czasu, chciała wziąć rower, ale była przebita opona, poszła do kolegi, który miał pompkę do roweru, jednak nie chciał jej pożyczyć Marysi, bo nie chciał, żeby robiła kanapki Michałowi, ponieważ był w niej zakochany, w wyniku czego Michał zmarł z głodu, Marysia z żalu, a zakochany kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też zmarł.
prawie jak Sienkiewicz. pomijamy stylistykę, bo chodziło o wielokrotne złożenie... ;)
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
rozmemłany dzień
Rano szkoła, na krótką chwilkę, jak zwykle w poniedziałek, dłużej się jechało niż siedziało na wykładzie...
roszczeniowy humor minął. mam nadzieję, że już na zawsze.
zostałam wystawiona i wrobiona przez pewną osobę dziś, ale co mi da, że będę się złościć.
zawitała we mnie nadzieja, bo T. chyba przyjedzie w piątek, a może i w czwartek.
Próbowałam dziś pikowania, ale zupełnie mi nie wychodzi. W ogóle moje szycie to jakiś jeden wielki żal... ;/ brak mi motywacji, bo zawiodła mnie osoba, która była dla mnie autorytetem w tej dziedzinie. :(
ale zmieniłam nitkę to przynajmniej maszyna przestała pętelkować.
po zbiórce zuchowej lepiej, tak przyjemnie. :)
ja to chyba kocham te dzieci. Tyle optymizmu w małych ludziach... :)
Z Kimś Ważnym krążymy koło trudnego tematu. Takie uczucie zimna w brzuchu. Czy to stres...?
roszczeniowy humor minął. mam nadzieję, że już na zawsze.
zostałam wystawiona i wrobiona przez pewną osobę dziś, ale co mi da, że będę się złościć.
zawitała we mnie nadzieja, bo T. chyba przyjedzie w piątek, a może i w czwartek.
Próbowałam dziś pikowania, ale zupełnie mi nie wychodzi. W ogóle moje szycie to jakiś jeden wielki żal... ;/ brak mi motywacji, bo zawiodła mnie osoba, która była dla mnie autorytetem w tej dziedzinie. :(
ale zmieniłam nitkę to przynajmniej maszyna przestała pętelkować.
po zbiórce zuchowej lepiej, tak przyjemnie. :)
ja to chyba kocham te dzieci. Tyle optymizmu w małych ludziach... :)
Z Kimś Ważnym krążymy koło trudnego tematu. Takie uczucie zimna w brzuchu. Czy to stres...?
niedziela, 26 kwietnia 2009
porajdowo.
Bardzo przyjemny weekend! :)
czas z przemiłymi ludźmi, głupotki w głowach. I nie wygraliśmy bo nie chcieliśmy! :)
i był gumisiowo - piernikowy tort, śpiewanie do ciemnej nocy, zakurzone skarpetki w świetle kościelnych witraży, wyłączone mikrofony, zupki chińskie (te z Radomia) z herbatką, były też tęsknotki, kilka łez, kultywowanie tradycji, dzielny kowal, szaleństwa na sianie, kornik, bażancie jajka, ksiądz, który dzięki nam odmłodniał i to wszystko o czym zapomniałam teraz ze zmęczenia.
Ula ma już 18 lat i jeden dzień, a przede mną impreza osiemnastkowa. a w sumie dwie, ale nie wyprzedzajmy faktów.
i będziemy drużyną artystyczną!
" my mówimy że, wy mówicie nada" ;)
czas z przemiłymi ludźmi, głupotki w głowach. I nie wygraliśmy bo nie chcieliśmy! :)
i był gumisiowo - piernikowy tort, śpiewanie do ciemnej nocy, zakurzone skarpetki w świetle kościelnych witraży, wyłączone mikrofony, zupki chińskie (te z Radomia) z herbatką, były też tęsknotki, kilka łez, kultywowanie tradycji, dzielny kowal, szaleństwa na sianie, kornik, bażancie jajka, ksiądz, który dzięki nam odmłodniał i to wszystko o czym zapomniałam teraz ze zmęczenia.
Ula ma już 18 lat i jeden dzień, a przede mną impreza osiemnastkowa. a w sumie dwie, ale nie wyprzedzajmy faktów.
i będziemy drużyną artystyczną!
" my mówimy że, wy mówicie nada" ;)
czwartek, 23 kwietnia 2009
czwartek
jakoś mi dzień minął na niczym. Poprawiłam co trzeba było poprawić, zrobiłam malutkie zakupki, byłam na chwilkę w hufcu, wymyśliłam ciasto - tort dla U., skończyłam pisać wstęp pracy i go nawet wysłałam, ugotowałam sobie obiad, rozwiesiłam pranie, wystawiłam zaległe komentarze na allegro, poszyłam trochę, ale maszyna mi pentelkuje i nie wiem co zrobić. Muszę się jeszcze spakować, upiec to wspomniane ciasto i zrobić kilka innych pierdół.
Dziś dzień pod znakiem głodu. Co chwila jem i ciągle jestem głodna. Przez pisanie pracy tak na prawdę nie mam chyba natchnienia dziś na pisanie.
Jutro PORE. Zamierzam leżeć na słonku i spalić pyszczek, bo marzą mi się piegi... :)
Eh. Zapomniałam o zadaniach przedrajdowych... coś ostatnio roztargniona jestem.
Dziś dzień pod znakiem głodu. Co chwila jem i ciągle jestem głodna. Przez pisanie pracy tak na prawdę nie mam chyba natchnienia dziś na pisanie.
Jutro PORE. Zamierzam leżeć na słonku i spalić pyszczek, bo marzą mi się piegi... :)
Eh. Zapomniałam o zadaniach przedrajdowych... coś ostatnio roztargniona jestem.
środa, 22 kwietnia 2009
Dzien urodzinowy.
Zakochanie
Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza,
trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska)
Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza,
trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska)
Tak mi jakoś chyba właśnie. Sama nie wiem. Z jednej strony tyle emocji, godziny rozmów, wymiany myśli i poglądów. Ale z drugiej taka pustka. Kochanowskiego "pełno nas a jakoby nikogo nie było" sprawdza się doskonale...
Marznę strasznie mimo wiosny za oknem. Byłam dziś z K.G. w cerkwi olsztyńskiej, pooglądałyśmy ikonostas przez szybki w drzwiach. Później spacer do maca. Więc postanowienie nie odwiedzenia go w tym tygodniu padło. Ale skończyło się tylko na lodzie... ;)
Ogólnie śmieszny dzień. Rosyjski szybko minął. Nawet nie było tak źle. Obiecuję sobie tylko, że muszę nauczyć się literek od nowa, bo za wolno czytam... :( Wróciłyśmy okejką. Nawet nie było tak źle, pomijając fakt gorąca strasznego.
W domu mama ma urodziny. Kwiaty. Ja lubię dostawać kwiaty. Przyjemne uczucie. :) taka myśl, że ten kwiatek rósł specjalnie dla ciebie. Wszystkie płatki nabierały najpiękniejszych barw, po to aby cieszyć twoje oczy, roztaczać zapach przywodzący na myśl wiosnę, lato... :)
Nie lubię róż. A raczej ich zapachu. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że róże są pospolite. Myślę, że raczej po prostu popularne. Bo mimo zapachu wywołują we mnie podziw. Za swój perfekcyjny kształt... Miękkość płatków...
Za to ulubionymi kwiatkami są konwalie. Co prawda ich zapach też jest troszkę męczący, ale ponieważ kwitną niecały miesiąc, są na tyle wyjątkowe, że nie mogę ich nie kochać... :) i ich słodki, niewinny wygląd... "Konwalie są takie ulotne".
Dzisiejszy dzień, to też dzień szczerości. Pogadałam chwilkę z mamą. I jakoś mi spokojnie. Nie ma nic przeciwko wyprowadzce, tylko się o mnie martwi. O to jak sobie poradzimy.
Ale ja wiem, że będzie dobrze!
Marznę strasznie mimo wiosny za oknem. Byłam dziś z K.G. w cerkwi olsztyńskiej, pooglądałyśmy ikonostas przez szybki w drzwiach. Później spacer do maca. Więc postanowienie nie odwiedzenia go w tym tygodniu padło. Ale skończyło się tylko na lodzie... ;)
Ogólnie śmieszny dzień. Rosyjski szybko minął. Nawet nie było tak źle. Obiecuję sobie tylko, że muszę nauczyć się literek od nowa, bo za wolno czytam... :( Wróciłyśmy okejką. Nawet nie było tak źle, pomijając fakt gorąca strasznego.
W domu mama ma urodziny. Kwiaty. Ja lubię dostawać kwiaty. Przyjemne uczucie. :) taka myśl, że ten kwiatek rósł specjalnie dla ciebie. Wszystkie płatki nabierały najpiękniejszych barw, po to aby cieszyć twoje oczy, roztaczać zapach przywodzący na myśl wiosnę, lato... :)
Nie lubię róż. A raczej ich zapachu. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że róże są pospolite. Myślę, że raczej po prostu popularne. Bo mimo zapachu wywołują we mnie podziw. Za swój perfekcyjny kształt... Miękkość płatków...
Za to ulubionymi kwiatkami są konwalie. Co prawda ich zapach też jest troszkę męczący, ale ponieważ kwitną niecały miesiąc, są na tyle wyjątkowe, że nie mogę ich nie kochać... :) i ich słodki, niewinny wygląd... "Konwalie są takie ulotne".
Dzisiejszy dzień, to też dzień szczerości. Pogadałam chwilkę z mamą. I jakoś mi spokojnie. Nie ma nic przeciwko wyprowadzce, tylko się o mnie martwi. O to jak sobie poradzimy.
Ale ja wiem, że będzie dobrze!
wtorek, 21 kwietnia 2009
wtorek.
jakiś marny ten dzisiejszy dzień. niby dużo a mało się wydarzyło.
Lubię być miła. W sensie dla obcych. :) dla znajomych też ale to już inne bycie miłym. Zwiedziłam dziś rząd sklepów w poszukiwaniu prezentu dla M. z okazji jutrzejszych urodzin, ale niestety nic nie znalazłam. Za to ugadałam się z panem miłym w sprawie szkiełek, które dla mnie zamówi. Dużo i tanio :D
Szkolnie nieciekawie. Dużo do zrobienia, ale brakuje mi motywacji... Pani od gojp używa za trudnych słów opisując proste sprawy i nie rozumiem nic zupełnie, dopiero jak przechodzimy do ćwiczeń okazuje się, że to zupełnie proste, wychodzą za to moje braki w wiedzy...
MP to jak zwykle żal... Są ludzie, którzy mimo, że bardzo chcą uczyć nie nadają się do tego zupełnie.
Po drodze do domu spotkałam K., starą koleżankę z dzieciństwa... :) nie zmieniła się nic. No z wyglądu trochę spoważniała. Ale charakternie to ta sama osoba, która leżała na trawie pod blokiem i krzyczała (śpiewając) w niebo piosenkę pseudogóralską o jaskółeczce... :)
Fajnie wrócić do dziecięcych wspomnień... :)
Kulinarnie natomiast poległam. Chodziła za mną sałata z octem (i śmietaną). Więc dziś sobie taką sprawiłam z instrukcjami rodzicielki, tylko troszkę octu, ale w głowie siedział mi mocny smak... więc nalatłam troszkę i jeszcze. I teraz boli mnie brzuszek. Ocet to jednak nie koniecznie to co lubię najbardziej... :)
Lubię być miła. W sensie dla obcych. :) dla znajomych też ale to już inne bycie miłym. Zwiedziłam dziś rząd sklepów w poszukiwaniu prezentu dla M. z okazji jutrzejszych urodzin, ale niestety nic nie znalazłam. Za to ugadałam się z panem miłym w sprawie szkiełek, które dla mnie zamówi. Dużo i tanio :D
Szkolnie nieciekawie. Dużo do zrobienia, ale brakuje mi motywacji... Pani od gojp używa za trudnych słów opisując proste sprawy i nie rozumiem nic zupełnie, dopiero jak przechodzimy do ćwiczeń okazuje się, że to zupełnie proste, wychodzą za to moje braki w wiedzy...
MP to jak zwykle żal... Są ludzie, którzy mimo, że bardzo chcą uczyć nie nadają się do tego zupełnie.
Po drodze do domu spotkałam K., starą koleżankę z dzieciństwa... :) nie zmieniła się nic. No z wyglądu trochę spoważniała. Ale charakternie to ta sama osoba, która leżała na trawie pod blokiem i krzyczała (śpiewając) w niebo piosenkę pseudogóralską o jaskółeczce... :)
Fajnie wrócić do dziecięcych wspomnień... :)
Kulinarnie natomiast poległam. Chodziła za mną sałata z octem (i śmietaną). Więc dziś sobie taką sprawiłam z instrukcjami rodzicielki, tylko troszkę octu, ale w głowie siedział mi mocny smak... więc nalatłam troszkę i jeszcze. I teraz boli mnie brzuszek. Ocet to jednak nie koniecznie to co lubię najbardziej... :)
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
dziś.
jakoś tak mi zabawnie. nie wiem do końca dlaczego, skoro tyle trzeba zrobić w tym tygodniu...
ale po zbiórce zuchowej jakoś tak uśmiech sam się pojawia na twarzy i nie chce zniknąć... :)
Rozmawiamy dziś o rycerzach i wszystkich akcesoriach z nim związanych, któryś z chłopców powiedział, że rycerz ma maczugę. N. po chwili namysłu: nie... przecież maczugi to chrupki...! :D
zadanie dla zuchów: dowiedzieć się jak Danusia wybawiła Zbyszka od ścięcia głowy!
ale po zbiórce zuchowej jakoś tak uśmiech sam się pojawia na twarzy i nie chce zniknąć... :)
Rozmawiamy dziś o rycerzach i wszystkich akcesoriach z nim związanych, któryś z chłopców powiedział, że rycerz ma maczugę. N. po chwili namysłu: nie... przecież maczugi to chrupki...! :D
zadanie dla zuchów: dowiedzieć się jak Danusia wybawiła Zbyszka od ścięcia głowy!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)