Rano szkoła, na krótką chwilkę, jak zwykle w poniedziałek, dłużej się jechało niż siedziało na wykładzie...
roszczeniowy humor minął. mam nadzieję, że już na zawsze.
zostałam wystawiona i wrobiona przez pewną osobę dziś, ale co mi da, że będę się złościć.
zawitała we mnie nadzieja, bo T. chyba przyjedzie w piątek, a może i w czwartek.
Próbowałam dziś pikowania, ale zupełnie mi nie wychodzi. W ogóle moje szycie to jakiś jeden wielki żal... ;/ brak mi motywacji, bo zawiodła mnie osoba, która była dla mnie autorytetem w tej dziedzinie. :(
ale zmieniłam nitkę to przynajmniej maszyna przestała pętelkować.
po zbiórce zuchowej lepiej, tak przyjemnie. :)
ja to chyba kocham te dzieci. Tyle optymizmu w małych ludziach... :)
Z Kimś Ważnym krążymy koło trudnego tematu. Takie uczucie zimna w brzuchu. Czy to stres...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz