wtorek, 29 grudnia 2009

marcowe sny.

Jakaś dziwna niedospana noc. Więc i dzień nijaki.
Jakoś tak przemęczony, byle do wieczora...

Zawsze tak mamy, że gdy ułożymy sobie ambitne plany na dzień nic z nich nie wychodzi...
Więc dzień spędziłam na niczym. Mimo to był miły.

Zapach myszy przyprawia mnie o ból głowy.

Trochę posprzątałam, trochę narobiłam bałaganu.
o takim dniu ciężko coś w ogóle napisać. Bo nic się nie działo.

Zjadłam dziś swoje ostatnie frytki. Nie były zbyt dobre, więc mam nadzieję, że taki właśnie smak zapamiętam. Wczoraj zjadłam swoje ostatnie chipsy, też miały lekko rozmyty smak. Los mi sprzyja. Przynajmniej w tej kwestii.

Podjęłam w sobie dziś mądrą decyzję. Mimo, że T. pewnie nawet nie zauważył tego.
Zracjonalizowałam sobie w głowie trochę przyjemną, a bardzo kosztowną rozrywkę jako nieopłacalną. I nawet nie jest mi żal, tak jak wcześniej to bywało.

Dorosłe życie jest trudne.
Trzeba podejmować rozsądne decyzje często kosztem przyjemności...

Ale lepiej, że uczę się tego teraz, zanim nie popełnię OGROMNYCH błędów w życiu... :)

Patrząc na pewną "zakładkę" na moim biurku ogarnia mnie jakiś spokój...
Dziękuję...!

I nie umiem "jej" używać jako zakładki. Mam wrażenie, że ciasno "jej" w książce. I nie każda z czytanych książek jest dla "niej" stosowna*.


*Ale nie czytam nie wiadomo czego, po prostu tak jak jest, jest lepiej. ;)
Cudzysłów wynika z tego, że ta "zakładka", nie jest tak na prawdę zakładką i jest rodzaju męskiego. Człowiek się uczy całe życie! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz