Wiecie?
Czuję się jak na wczasach.
Siedzimy sobie w domku, czasem zdarzy nam się zaszaleć i pospacerować.
Robię to co chcę, bez jakiejś presji wielkiej. No dobra presja jest, ale po co o tym pisać...
Jako, że u myszy podział nastąpił to klatka z Funią i Furejką stoi zaraz obok mojego biurka.
Funia przychodzi na specjalną żywieniową półeczkę i je sobie, albo patrzy co robię, zwiesi czasem ogonek, tak że mogę go lekko złapać a wtedy ona ucieka... ;)
Często siada i nasłuchuje różnych dziwnych dźwięków z naszego świata.
Hmmm. Kocham Funię chyba najbardziej z naszym myszek...:)
Podjęłam dziś kolejną próbę filcowania na mokro.
To co się nie do końca sfilcowało zmolestuję igiełkami i będzie ok chyba... ;)
W ogóle jakoś twórczo u mnie ostatnio bardziej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz