piątek, 12 czerwca 2009

Elbląg/Olsztyn/Ostróda

Ach... Dobrze, że mój PM T. pomyślał i ustawił dwa budziki... ;) bo na swój nie zareagował, albo on nie dzwonił. Natomiast mój ma wredny dzwonek, wiec nie dało się spać...
Łzy przy pożegnaniu, jakbyśmy się rozstawali na najbliższy miesiąc... ;) a być może znów się przytulę jutro... :) ale nie wyprzedzajmy faktów...!

Olsztyn, jak Olsztyn, nieprzyjazny dla podróżniczki Klaudyny.
Zaliczyłam scs, wygrałam 10 zł w chipsach..., a dokładniej znalazłam je w paczce:)
Więc zaszalałam i za połowę doładowałam konto a za drugą wróciłam busem do domku.

Miły gest dresa, po którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, ustąpił mi miejsca, i to tak jakoś zgrabnie, bez wymuszania... ;)

Powędrowałam dziś do hufca, bardzo niechętnie, ale cóż. Sprzątnęłyśmy salę. Złapałam bulwersa, ale już mi chyba minął...

I zaraz zjem smażonego kalafiorka... :) mniam! :)

i do tego tego zdjęcie które poretuszowałam równo... mam nadzieję, że nie widać za bardzo... ;)
tak je bardzo lubię... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz