wtorek, 21 kwietnia 2009

wtorek.

jakiś marny ten dzisiejszy dzień. niby dużo a mało się wydarzyło.
Lubię być miła. W sensie dla obcych. :) dla znajomych też ale to już inne bycie miłym. Zwiedziłam dziś rząd sklepów w poszukiwaniu prezentu dla M. z okazji jutrzejszych urodzin, ale niestety nic nie znalazłam. Za to ugadałam się z panem miłym w sprawie szkiełek, które dla mnie zamówi. Dużo i tanio :D

Szkolnie nieciekawie. Dużo do zrobienia, ale brakuje mi motywacji... Pani od gojp używa za trudnych słów opisując proste sprawy i nie rozumiem nic zupełnie, dopiero jak przechodzimy do ćwiczeń okazuje się, że to zupełnie proste, wychodzą za to moje braki w wiedzy...
MP to jak zwykle żal... Są ludzie, którzy mimo, że bardzo chcą uczyć nie nadają się do tego zupełnie.

Po drodze do domu spotkałam K., starą koleżankę z dzieciństwa... :) nie zmieniła się nic. No z wyglądu trochę spoważniała. Ale charakternie to ta sama osoba, która leżała na trawie pod blokiem i krzyczała (śpiewając) w niebo piosenkę pseudogóralską o jaskółeczce... :)
Fajnie wrócić do dziecięcych wspomnień... :)

Kulinarnie natomiast poległam. Chodziła za mną sałata z octem (i śmietaną). Więc dziś sobie taką sprawiłam z instrukcjami rodzicielki, tylko troszkę octu, ale w głowie siedział mi mocny smak... więc nalatłam troszkę i jeszcze. I teraz boli mnie brzuszek. Ocet to jednak nie koniecznie to co lubię najbardziej... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz