Dziś mijają dwa tygodnie od przeprowadzki a On dalej ze mną mieszka! Niewiarygodne.
Zauważam coraz więcej swoich wad. Jestem wredna, kapryśna, leniwa. Jestem też egoistką.
Ale nie powiem, że z Nim też jest lekko. Jestem trochę zmęczona, ale już po dniu rozłąki strasznie tęskniłam.
Nowe wydarzenie - mam pracę. Jestem panią z zoologicznego. Co prawda na okresie próbnym, ale zawsze. ;)
I dziś spotkało mnie smutne zdarzenie - malutka fretka, jeszcze w sumie nie zdążyłam się do niej przywiązać, ale już jest ciężko chora. Pewnie zdechnie w nocy. Straszne to...
W ogóle ciężko jest mi się dostosować tam. Bo wszyscy mówią, że mam się uczyć tego czy tamtego, a ja mówię, że już to umiem, oni nie wierzą. Eh. Ale szef to szef.
Ale dostałam dziś dobrą wskazówkę, nie muszę już wymyślać zajęć sobie na siłę... ;)
I mam dwóch sojuszników w pracy.
W ogóle zrobiły się z nas nocne zwierzątka. Wracamy do domu ok 22-24, trochę jeszcze posiedzimy, coś porobimy, a potem śpimy do 10...
W ogóle ambitny plan dnia:
10 - pobudka
10 - 14 prace ręczne lub tym podobne
14 - 15 obiad (lub tym podobne)
i chwilę po 15 mam już autobus do pracy.
Wracam na tyle późno, że albo obejrzymy Dr.House, albo i nie i idziemy spać...
I teraz zrobię to samo... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz