Siedzę sobie na bryzie, wieje wiaterek, jest przyjemnie ciepło.
PMT ciężko pracuje z Sękusiem.
Zaczynam się oswajać z widokiem wody i łódek. Już chyba sam fakt przebywania w ich okolicy nie jest tak bardzo przerażający...
paznokcie mam w kolorach tęczy, jednak to co wydawało mi się urocze kilka miesięcy temu, dziś już trochę zastanawia. Może to po prostu złe dobranie kolorów?
W tym roku jestem nadzwyczaj opalona. Całkiem fajne uczucie, ale PMT stwierdził, że wyglądam jak murzynka, bo od zewnątrz mam bardzo opalone dłonie, ale od środka są jaśniutkie ( w końcu nieskalane praca, nie? ;) )
Wczoraj padło między nami pewne wyznanie, które mnie okropnie zestresowało. Ale przy tym uspokoiło. Coraz częściej myślę sobie, że PTM jest dla mnie taką opoką, której zawsze brakowało w moim życiu. Tylko niestety ja wprowadzam wielkie zamieszanie w jego życiu...
Co do naszej nowej pasji. Nawiązaliśmy kontakt z bardzo przyjacielską i pomocną Ingą z Małego Zamyszania, która jest wręcz swego rodzaju mysią mentorką... ;)
Wczoraj w Gdańsku udało nam się kupić transporterek i poidełko dla naszych mysiaczków... :)
jak ja bym chciała już wrzesień...!
i z ostatniej chwili - kupiliśmy klatkę mysiakom...:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz