Zakochanie
Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza,
trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska)
Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza,
trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska)
Tak mi jakoś chyba właśnie. Sama nie wiem. Z jednej strony tyle emocji, godziny rozmów, wymiany myśli i poglądów. Ale z drugiej taka pustka. Kochanowskiego "pełno nas a jakoby nikogo nie było" sprawdza się doskonale...
Marznę strasznie mimo wiosny za oknem. Byłam dziś z K.G. w cerkwi olsztyńskiej, pooglądałyśmy ikonostas przez szybki w drzwiach. Później spacer do maca. Więc postanowienie nie odwiedzenia go w tym tygodniu padło. Ale skończyło się tylko na lodzie... ;)
Ogólnie śmieszny dzień. Rosyjski szybko minął. Nawet nie było tak źle. Obiecuję sobie tylko, że muszę nauczyć się literek od nowa, bo za wolno czytam... :( Wróciłyśmy okejką. Nawet nie było tak źle, pomijając fakt gorąca strasznego.
W domu mama ma urodziny. Kwiaty. Ja lubię dostawać kwiaty. Przyjemne uczucie. :) taka myśl, że ten kwiatek rósł specjalnie dla ciebie. Wszystkie płatki nabierały najpiękniejszych barw, po to aby cieszyć twoje oczy, roztaczać zapach przywodzący na myśl wiosnę, lato... :)
Nie lubię róż. A raczej ich zapachu. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że róże są pospolite. Myślę, że raczej po prostu popularne. Bo mimo zapachu wywołują we mnie podziw. Za swój perfekcyjny kształt... Miękkość płatków...
Za to ulubionymi kwiatkami są konwalie. Co prawda ich zapach też jest troszkę męczący, ale ponieważ kwitną niecały miesiąc, są na tyle wyjątkowe, że nie mogę ich nie kochać... :) i ich słodki, niewinny wygląd... "Konwalie są takie ulotne".
Dzisiejszy dzień, to też dzień szczerości. Pogadałam chwilkę z mamą. I jakoś mi spokojnie. Nie ma nic przeciwko wyprowadzce, tylko się o mnie martwi. O to jak sobie poradzimy.
Ale ja wiem, że będzie dobrze!
Marznę strasznie mimo wiosny za oknem. Byłam dziś z K.G. w cerkwi olsztyńskiej, pooglądałyśmy ikonostas przez szybki w drzwiach. Później spacer do maca. Więc postanowienie nie odwiedzenia go w tym tygodniu padło. Ale skończyło się tylko na lodzie... ;)
Ogólnie śmieszny dzień. Rosyjski szybko minął. Nawet nie było tak źle. Obiecuję sobie tylko, że muszę nauczyć się literek od nowa, bo za wolno czytam... :( Wróciłyśmy okejką. Nawet nie było tak źle, pomijając fakt gorąca strasznego.
W domu mama ma urodziny. Kwiaty. Ja lubię dostawać kwiaty. Przyjemne uczucie. :) taka myśl, że ten kwiatek rósł specjalnie dla ciebie. Wszystkie płatki nabierały najpiękniejszych barw, po to aby cieszyć twoje oczy, roztaczać zapach przywodzący na myśl wiosnę, lato... :)
Nie lubię róż. A raczej ich zapachu. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że róże są pospolite. Myślę, że raczej po prostu popularne. Bo mimo zapachu wywołują we mnie podziw. Za swój perfekcyjny kształt... Miękkość płatków...
Za to ulubionymi kwiatkami są konwalie. Co prawda ich zapach też jest troszkę męczący, ale ponieważ kwitną niecały miesiąc, są na tyle wyjątkowe, że nie mogę ich nie kochać... :) i ich słodki, niewinny wygląd... "Konwalie są takie ulotne".
Dzisiejszy dzień, to też dzień szczerości. Pogadałam chwilkę z mamą. I jakoś mi spokojnie. Nie ma nic przeciwko wyprowadzce, tylko się o mnie martwi. O to jak sobie poradzimy.
Ale ja wiem, że będzie dobrze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz