Jakaś dziwna niedospana noc. Więc i dzień nijaki.
Jakoś tak przemęczony, byle do wieczora...
Zawsze tak mamy, że gdy ułożymy sobie ambitne plany na dzień nic z nich nie wychodzi...
Więc dzień spędziłam na niczym. Mimo to był miły.
Zapach myszy przyprawia mnie o ból głowy.
Trochę posprzątałam, trochę narobiłam bałaganu.
o takim dniu ciężko coś w ogóle napisać. Bo nic się nie działo.
Zjadłam dziś swoje ostatnie frytki. Nie były zbyt dobre, więc mam nadzieję, że taki właśnie smak zapamiętam. Wczoraj zjadłam swoje ostatnie chipsy, też miały lekko rozmyty smak. Los mi sprzyja. Przynajmniej w tej kwestii.
Podjęłam w sobie dziś mądrą decyzję. Mimo, że T. pewnie nawet nie zauważył tego.
Zracjonalizowałam sobie w głowie trochę przyjemną, a bardzo kosztowną rozrywkę jako nieopłacalną. I nawet nie jest mi żal, tak jak wcześniej to bywało.
Dorosłe życie jest trudne.
Trzeba podejmować rozsądne decyzje często kosztem przyjemności...
Ale lepiej, że uczę się tego teraz, zanim nie popełnię OGROMNYCH błędów w życiu... :)
Patrząc na pewną "zakładkę" na moim biurku ogarnia mnie jakiś spokój...
Dziękuję...!
I nie umiem "jej" używać jako zakładki. Mam wrażenie, że ciasno "jej" w książce. I nie każda z czytanych książek jest dla "niej" stosowna*.
*Ale nie czytam nie wiadomo czego, po prostu tak jak jest, jest lepiej. ;)
Cudzysłów wynika z tego, że ta "zakładka", nie jest tak na prawdę zakładką i jest rodzaju męskiego. Człowiek się uczy całe życie! ;)
wtorek, 29 grudnia 2009
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Poświątecznie
Nie wiem czy chcę czy nie chcę pisać o świętach.
Dziś jest ważny dla mnie dzień. :) I całkiem miło spędzony - Tomek umie wybaczać. Wiele. Ale jak długo...?
Odnalazłam siebie. I odnalazłam M. Siebie dzięki Niemu. Jakoś tak mi dobrze. Spokojnie.
Brakowało mi Cię.
ach... :)
Dziś jest ważny dla mnie dzień. :) I całkiem miło spędzony - Tomek umie wybaczać. Wiele. Ale jak długo...?
Odnalazłam siebie. I odnalazłam M. Siebie dzięki Niemu. Jakoś tak mi dobrze. Spokojnie.
Brakowało mi Cię.
ach... :)
niedziela, 20 grudnia 2009
jakoś tak
po przerwie krótkiej wracam.
Mam w głowie kilka pomysłów, ale jestem chyba na tyle leniwa, że nie chce mi się ich realizować, a jak już zacznę okazuje się, że trochę szitowo jest.
Jestem głodna więc raczej długo nie popiszę. Ogólnie dopadł mnie jakiś zimowy marazm. Już kilka razy naraziłam się na odmrozenie paluszków u stóp. Zapuściłam się zupełnie. Nie będę o tym tu pisać, bo kto ma się o tym dowiedzieć i tak wie.
Oglądaliśmy dziś obrączki ślubne w kilku miejscach. Ceny kosmiczne. W sumie są ok. 1/7 tego co w ogóle planowaliśmy wydać. Czy ja jestem dziwna chcąc mieć srebrną obrączkę?
Nie złotą, nie z białego złota. Taką zwykła srebrną. Ale takich nie ma. Przynajmniej nie tam gdzie my szukamy. Chyba odechciało mi się ślubnych dewagacji.
Czas w sumie spać. Niedługo święta a ja w rozsypce jestem.
Dlaczego chcę się wszystkim przypodobać?
Ja chyba nie chce, ale z drugiej strony za bardzo przejmuję się tym co inny myślą o mnie.
Obejrzałam Galerianki. Cóż. Nie chcę mieć córki.
Przynajmniej na razie. ;)
Mam w głowie kilka pomysłów, ale jestem chyba na tyle leniwa, że nie chce mi się ich realizować, a jak już zacznę okazuje się, że trochę szitowo jest.
Jestem głodna więc raczej długo nie popiszę. Ogólnie dopadł mnie jakiś zimowy marazm. Już kilka razy naraziłam się na odmrozenie paluszków u stóp. Zapuściłam się zupełnie. Nie będę o tym tu pisać, bo kto ma się o tym dowiedzieć i tak wie.
Oglądaliśmy dziś obrączki ślubne w kilku miejscach. Ceny kosmiczne. W sumie są ok. 1/7 tego co w ogóle planowaliśmy wydać. Czy ja jestem dziwna chcąc mieć srebrną obrączkę?
Nie złotą, nie z białego złota. Taką zwykła srebrną. Ale takich nie ma. Przynajmniej nie tam gdzie my szukamy. Chyba odechciało mi się ślubnych dewagacji.
Czas w sumie spać. Niedługo święta a ja w rozsypce jestem.
Dlaczego chcę się wszystkim przypodobać?
Ja chyba nie chce, ale z drugiej strony za bardzo przejmuję się tym co inny myślą o mnie.
Obejrzałam Galerianki. Cóż. Nie chcę mieć córki.
Przynajmniej na razie. ;)
niedziela, 13 grudnia 2009
sukienki ślubne.
Zaczynając od góry: podoba mi się w niej stanik, chociaż ma zbyt duży dekolt.

w drugiej podoba mi się kształt dołu, chociaz chyba to jeszcze nie to.

w tej idealny jest dekolt, tylko bez tego srebrnego badziewia pod piersiami.

I to jest moja sukienka marzenie - jeśli dać stanik z tej wyżej... :)

Nie jest piękna?
w sumie cały dzisiejszy dzień temat nr 1 to ślub, ślub, ślub...!
ale Tomek jest dzielny... ;)
w sumie zostało 10 miesięcy. :)

w drugiej podoba mi się kształt dołu, chociaz chyba to jeszcze nie to.

w tej idealny jest dekolt, tylko bez tego srebrnego badziewia pod piersiami.

I to jest moja sukienka marzenie - jeśli dać stanik z tej wyżej... :)

Nie jest piękna?
w sumie cały dzisiejszy dzień temat nr 1 to ślub, ślub, ślub...!
ale Tomek jest dzielny... ;)
w sumie zostało 10 miesięcy. :)
sobota, 12 grudnia 2009
szalone wycieczki.
przemarzłam dziś na kość.
Rozmawiałam właśnie z Tobą.
Nie wiem co napisać, Ty też nie...
Od dziś oficjalnie poszukuję inspiracji do sukni... :)
czyli nie jest źle...?
Rozmawiałam właśnie z Tobą.
Nie wiem co napisać, Ty też nie...
Od dziś oficjalnie poszukuję inspiracji do sukni... :)
czyli nie jest źle...?
piątek, 11 grudnia 2009
brak tytułu.
dziś nie wiem co się dzieje. może to się dzieje od dłuższego czasu, ale ja nie zauważałam?
denerwuję się strasznie. irytuję. wściekam. obrażam.
za co?
nie wiem. chyba za to, że jesteś tak blisko, a wszystko miało być inaczej.
że jest ciężej niż się spodziewałam.
że brakuje spontaniczności.
że wszystko jest odtąd dotąd. a gdzie podziało się to co jest poza tym?
za rutynę.
za to, że codziennie Cię ranię. a Ty nawet nie wiesz dlaczego.
czytając to pewnie dalej nie rozumiesz o co mi chodzi...
wiem, to moja wina. nie umiem wszystkiego nazwać tak prosto po imieniu. a może nie chcę, bo się boję?
w tym światku pogubiłam chyba marzenia...
"jedyne co mam to złudzenia..."
I Ciebie.
denerwuję się strasznie. irytuję. wściekam. obrażam.
za co?
nie wiem. chyba za to, że jesteś tak blisko, a wszystko miało być inaczej.
że jest ciężej niż się spodziewałam.
że brakuje spontaniczności.
że wszystko jest odtąd dotąd. a gdzie podziało się to co jest poza tym?
za rutynę.
za to, że codziennie Cię ranię. a Ty nawet nie wiesz dlaczego.
czytając to pewnie dalej nie rozumiesz o co mi chodzi...
wiem, to moja wina. nie umiem wszystkiego nazwać tak prosto po imieniu. a może nie chcę, bo się boję?
w tym światku pogubiłam chyba marzenia...
"jedyne co mam to złudzenia..."
I Ciebie.
czwartek, 10 grudnia 2009
Wczasowo.
Wiecie?
Czuję się jak na wczasach.
Siedzimy sobie w domku, czasem zdarzy nam się zaszaleć i pospacerować.
Robię to co chcę, bez jakiejś presji wielkiej. No dobra presja jest, ale po co o tym pisać...
Jako, że u myszy podział nastąpił to klatka z Funią i Furejką stoi zaraz obok mojego biurka.
Funia przychodzi na specjalną żywieniową półeczkę i je sobie, albo patrzy co robię, zwiesi czasem ogonek, tak że mogę go lekko złapać a wtedy ona ucieka... ;)
Często siada i nasłuchuje różnych dziwnych dźwięków z naszego świata.
Hmmm. Kocham Funię chyba najbardziej z naszym myszek...:)
Podjęłam dziś kolejną próbę filcowania na mokro.
To co się nie do końca sfilcowało zmolestuję igiełkami i będzie ok chyba... ;)
W ogóle jakoś twórczo u mnie ostatnio bardziej :)
Czuję się jak na wczasach.
Siedzimy sobie w domku, czasem zdarzy nam się zaszaleć i pospacerować.
Robię to co chcę, bez jakiejś presji wielkiej. No dobra presja jest, ale po co o tym pisać...
Jako, że u myszy podział nastąpił to klatka z Funią i Furejką stoi zaraz obok mojego biurka.
Funia przychodzi na specjalną żywieniową półeczkę i je sobie, albo patrzy co robię, zwiesi czasem ogonek, tak że mogę go lekko złapać a wtedy ona ucieka... ;)
Często siada i nasłuchuje różnych dziwnych dźwięków z naszego świata.
Hmmm. Kocham Funię chyba najbardziej z naszym myszek...:)
Podjęłam dziś kolejną próbę filcowania na mokro.
To co się nie do końca sfilcowało zmolestuję igiełkami i będzie ok chyba... ;)
W ogóle jakoś twórczo u mnie ostatnio bardziej :)
środa, 9 grudnia 2009
Zmęczenie.
Zmęczenie woła mnie do łóżka: Klaudyyyyna! Klaudynaaaa...
Klaaaaaaaaaudyyyyyyyyyynaaaaaaaaa.
Więc muszę mu ulec...
Dobranoc.
Powiem tylko że jestem już w połowie wróżki mojej :)
i to był miły, ale trochę szalony dzień.
Klaaaaaaaaaudyyyyyyyyyynaaaaaaaaa.
Więc muszę mu ulec...
Dobranoc.
Powiem tylko że jestem już w połowie wróżki mojej :)
i to był miły, ale trochę szalony dzień.
wtorek, 8 grudnia 2009
Rozczarowań moc.
Jakoś tak się dzieje, że żal mi dupę ściska.
Sama nie wiem czy chce mi się dziś o tym pisać czy już nawet nie bardzo...
Szkoda, że tylko dwie osoby zgłosiły się do mojego candy...
No trudno, widać było mało atrakcyjne...
Nie wiem, mam poczucie, że to co robię nie ma sensu, że moje prace się ludziom nie podobają, a znajomi się "zachwycają bo tak wypada"... Męczy mnie to i chyba tymczasowo porzucę Kargolcię, bo tylko smutek mi przynosi.
Może to tymczasowy dół, który jest wynikiem choroby, a może wcale nie, po prostu nie potrafiłam się do tego przyznać.
Kończę wreszcie projekt kartkowy. W sumie poza tymi wykonanymi dla mamy, będę chciała sama wysłać jakieś, ale czy tak się stanie, jeszcze się okaże.
Dostałam dziś wreszcie pierwszą z dwóch oczekiwanych przesyłek. Ucieszyłam się bardzo, bo lubię je dostawać :)
zwłaszcza jak nie wiem co jest w środku :D
Próbowałam też wybrać dziś sobie książkę w prezencie od rodziców Tomka, ale nie było nic takiego co wzbudziłoby mój bezgraniczny zachwyt...
Też się chyba rozczarowałam.
Trudny dzień.
Sama nie wiem czy chce mi się dziś o tym pisać czy już nawet nie bardzo...
Szkoda, że tylko dwie osoby zgłosiły się do mojego candy...
No trudno, widać było mało atrakcyjne...
Nie wiem, mam poczucie, że to co robię nie ma sensu, że moje prace się ludziom nie podobają, a znajomi się "zachwycają bo tak wypada"... Męczy mnie to i chyba tymczasowo porzucę Kargolcię, bo tylko smutek mi przynosi.
Może to tymczasowy dół, który jest wynikiem choroby, a może wcale nie, po prostu nie potrafiłam się do tego przyznać.
Kończę wreszcie projekt kartkowy. W sumie poza tymi wykonanymi dla mamy, będę chciała sama wysłać jakieś, ale czy tak się stanie, jeszcze się okaże.
Dostałam dziś wreszcie pierwszą z dwóch oczekiwanych przesyłek. Ucieszyłam się bardzo, bo lubię je dostawać :)
zwłaszcza jak nie wiem co jest w środku :D
Próbowałam też wybrać dziś sobie książkę w prezencie od rodziców Tomka, ale nie było nic takiego co wzbudziłoby mój bezgraniczny zachwyt...
Też się chyba rozczarowałam.
Trudny dzień.
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Pomikuśowo.
Mikołaj był:)
Przyniósł żelopisy, czekoladę, rózgę (z pączkami listków!) i plastelinę :D
Szukaliśmy dziś szewca. Kto dziś chodzi do szewca?
W końcu przypadkiem znaleźliśmy. pan był wielki po prostu...:)
Nie mam już siły pisać.
Choroba mnie złapała. Taka świńska. Ale ciiii... Nie mówcie nikomu;)
Przyniósł żelopisy, czekoladę, rózgę (z pączkami listków!) i plastelinę :D
Szukaliśmy dziś szewca. Kto dziś chodzi do szewca?
W końcu przypadkiem znaleźliśmy. pan był wielki po prostu...:)
Nie mam już siły pisać.
Choroba mnie złapała. Taka świńska. Ale ciiii... Nie mówcie nikomu;)
niedziela, 6 grudnia 2009
Niedziela.
Pomyślałam, że napiszę teraz, bo później może już nie być czasu.
Dziś wróci Tomek.
Cieszę się, bo było mi strasznie samotnie.
Mikołaj go dziś odwiedził. Ale, że Tomek zostawił w domu tylko sandały, to Mikołaj włożył do nich skarpetki i dopiero włożył jakieś drobiazgi.
Do Klaudyny Mikołaj nie przyszedł. Widać była niegrzeczna.
Po prawdzie była... Oj była.
Ale żeby się dziś zrehabilitować to posprzątała trochę w domku. Może Mikuś jeszcze tutaj trafi ;)
Tak sobie ostatnio rozmyślałam o Nicole. To jest imię żeńskie od Mikołaj :)
Fajnie co? Ale poprawna POLSKA formia to Nikolina ew. Nikola.
Nie lubię tego imienia. I nie są to jakieś osobiste wycieczki do konkretnej osoby. Tylko nie podoba mi się.
Za trzy tygodnie zostanę mamą chrzestną.
Mam mieszane uczucia co do tego. Bo myślę sobie że chrzestnych powinno się wybierać przede wszystkim wg. zaangażowania religijnego. To powinien być człowiek dużej wiary. Eh. A dopiero później jakieś sympatie, zobowiązania.
A ja dziś nie jestem człowiekiem dużej wiary. Małej, może nawet mniejszej niż mi się wydaje...
Łatwo wierzyć, kiedy wszystko jest dobre, przyjemne, jest wsparcie w tym z każdej strony.
A mieszkając w świecie niewierzących wszystko się jakoś gubi, umyka.
Może adwent, chrzest Natalii będzie dla mnie jakimś motorem?
Może...?
Bo ja bym chciała.
Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo krople rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemie.
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
Cz. Miłosz
Aha!
Zapomniałam dodać, że wygrał(a) Królik. niespodzianka niebawem - o ile Królik nie zaśnie na zimę ;)
Dziś wróci Tomek.
Cieszę się, bo było mi strasznie samotnie.
Mikołaj go dziś odwiedził. Ale, że Tomek zostawił w domu tylko sandały, to Mikołaj włożył do nich skarpetki i dopiero włożył jakieś drobiazgi.
Do Klaudyny Mikołaj nie przyszedł. Widać była niegrzeczna.
Po prawdzie była... Oj była.
Ale żeby się dziś zrehabilitować to posprzątała trochę w domku. Może Mikuś jeszcze tutaj trafi ;)
Tak sobie ostatnio rozmyślałam o Nicole. To jest imię żeńskie od Mikołaj :)
Fajnie co? Ale poprawna POLSKA formia to Nikolina ew. Nikola.
Nie lubię tego imienia. I nie są to jakieś osobiste wycieczki do konkretnej osoby. Tylko nie podoba mi się.
Za trzy tygodnie zostanę mamą chrzestną.
Mam mieszane uczucia co do tego. Bo myślę sobie że chrzestnych powinno się wybierać przede wszystkim wg. zaangażowania religijnego. To powinien być człowiek dużej wiary. Eh. A dopiero później jakieś sympatie, zobowiązania.
A ja dziś nie jestem człowiekiem dużej wiary. Małej, może nawet mniejszej niż mi się wydaje...
Łatwo wierzyć, kiedy wszystko jest dobre, przyjemne, jest wsparcie w tym z każdej strony.
A mieszkając w świecie niewierzących wszystko się jakoś gubi, umyka.
Może adwent, chrzest Natalii będzie dla mnie jakimś motorem?
Może...?
Bo ja bym chciała.
Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo krople rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemie.
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
Cz. Miłosz
Aha!
Zapomniałam dodać, że wygrał(a) Królik. niespodzianka niebawem - o ile Królik nie zaśnie na zimę ;)
sobota, 5 grudnia 2009
Marzenia.
Wpis dnia czwartego.
Taki w sumie dzień nieroba.
Nie jadłam, nie sprzątałam. Wycinałam te moje kartki świąteczne - mam już odciski na palcach.
Obejrzałam 4, 5 i 6 sezon SATCu.
Eh z jednej strony chciałabym żyć ich życiem, a z drugiej strony ono jest takie puste.
Cytując Stanforda:
To nasze hobby. Jedni zajmują się sztuką i rzemiosłem, a my oceniamy.
Ja zajmuję się rzemiosłem, ale też oceniam... Nie da się ukryć.
Ale miało być o marzeniach.
Mamy takie wielkie, a przynajmniej bardzo duże marzenie. Własna herbaciarnio-galeria.
Mamy nawet wybrane miejsce na nią, ja potrafię sobie nawet wyobrazić kolor ścian, układ stolików, wystrój...
Początkowo chciałam żeby to było coś na kształt pewnej herbaciarni w Cisnej, którą odwiedziliśmy kilka lat temu... (zabrzmiało to jakbyśmy byli co najmniej dziesięć lat po ślubie;) ), ale na dzień dzisiejszy myślę, że chciałabym stworzyć coś naszego. Ciekawe, czy czytając to za kilka lat przynajmniej troszkę będziemy bliżej celu?
M. zażartowała dziś, że jestem słomianą wdową.
Coś w tym jest.
Co prawda bardziej weekendową słomianą narzeczoną. Nie ma Cię już tyle godzin. W sumie to dla mnie taki czas milczenia. Odzywam się jedynie przez telefon.
Jestem chyba antypatyczna.
Odpycham od siebie przyjaciół. Zastanawiam się tak na prawdę dlaczego tych troje, których jeszcze mam pozostali przy mnie.
Dlaczego jesteś przy mnie, Tomku?
...
Dlaczego trwasz przy mnie, Marto?
...
Dlaczego pozostaję Twoją przyjaciółką, M...?
....
przecież nie zasługuję.
To nie jest tak, że siedzę teraz i się użalam nad sobą. Nie jest tak. Czasem udaje mi się pomyśleć tak obiektywnie o sobie.
Ach.
a przy okazji obiektywizmu - czas się wziąć za siebie, trochę mi się przytyło. Zawsze myślałam, że studenckie życie to chude czasy. I w sumie nasze życie nie jest w ogóle tłuste, ale moje bioderka jak najbardziej... ;)
Może zbieram ten tłuszyczk jak jeż na zimę?
I teraz zagadka biologiczna.
Czy myszy w warunkach naturalnych zasypiają na zimę?
Za prawidłową odpowiedź będzie nagroda :)
Dobra koniec marudzenia. Tak długo pisałam, że północ mnie zastała.
Jeszcze tylko jedna myśl.
Ciekawa jestem czy jak na filmach jest pokazane, że ktoś pisze na komputerze, literki wyświetlają się na ekranie, to piszą to aktorzy, czy raczej sekretarki - dublerki - szybko piszące? (obstawiam, że to kobiety, po wyglądzie ich dłoni ;) )
A może aktorki potrafią szybko pisać, a tylko ja tak wolno piszę?
Si ju lejter aligejter ;)
Taki w sumie dzień nieroba.
Nie jadłam, nie sprzątałam. Wycinałam te moje kartki świąteczne - mam już odciski na palcach.
Obejrzałam 4, 5 i 6 sezon SATCu.
Eh z jednej strony chciałabym żyć ich życiem, a z drugiej strony ono jest takie puste.
Cytując Stanforda:
To nasze hobby. Jedni zajmują się sztuką i rzemiosłem, a my oceniamy.
Ja zajmuję się rzemiosłem, ale też oceniam... Nie da się ukryć.
Ale miało być o marzeniach.
Mamy takie wielkie, a przynajmniej bardzo duże marzenie. Własna herbaciarnio-galeria.
Mamy nawet wybrane miejsce na nią, ja potrafię sobie nawet wyobrazić kolor ścian, układ stolików, wystrój...
Początkowo chciałam żeby to było coś na kształt pewnej herbaciarni w Cisnej, którą odwiedziliśmy kilka lat temu... (zabrzmiało to jakbyśmy byli co najmniej dziesięć lat po ślubie;) ), ale na dzień dzisiejszy myślę, że chciałabym stworzyć coś naszego. Ciekawe, czy czytając to za kilka lat przynajmniej troszkę będziemy bliżej celu?
M. zażartowała dziś, że jestem słomianą wdową.
Coś w tym jest.
Co prawda bardziej weekendową słomianą narzeczoną. Nie ma Cię już tyle godzin. W sumie to dla mnie taki czas milczenia. Odzywam się jedynie przez telefon.
Jestem chyba antypatyczna.
Odpycham od siebie przyjaciół. Zastanawiam się tak na prawdę dlaczego tych troje, których jeszcze mam pozostali przy mnie.
Dlaczego jesteś przy mnie, Tomku?
...
Dlaczego trwasz przy mnie, Marto?
...
Dlaczego pozostaję Twoją przyjaciółką, M...?
....
przecież nie zasługuję.
To nie jest tak, że siedzę teraz i się użalam nad sobą. Nie jest tak. Czasem udaje mi się pomyśleć tak obiektywnie o sobie.
Ach.
a przy okazji obiektywizmu - czas się wziąć za siebie, trochę mi się przytyło. Zawsze myślałam, że studenckie życie to chude czasy. I w sumie nasze życie nie jest w ogóle tłuste, ale moje bioderka jak najbardziej... ;)
Może zbieram ten tłuszyczk jak jeż na zimę?
I teraz zagadka biologiczna.
Czy myszy w warunkach naturalnych zasypiają na zimę?
Za prawidłową odpowiedź będzie nagroda :)
Dobra koniec marudzenia. Tak długo pisałam, że północ mnie zastała.
Jeszcze tylko jedna myśl.
Ciekawa jestem czy jak na filmach jest pokazane, że ktoś pisze na komputerze, literki wyświetlają się na ekranie, to piszą to aktorzy, czy raczej sekretarki - dublerki - szybko piszące? (obstawiam, że to kobiety, po wyglądzie ich dłoni ;) )
A może aktorki potrafią szybko pisać, a tylko ja tak wolno piszę?
Si ju lejter aligejter ;)
Dzień trzeci - piasny w dniu czwartym.
Pierwszego dnia zastanawiałam się, co będzie jak skończy się internet.
Tomek powiedział, żeby napisac na kartce.
I stało się.
Nie było wczoraj internetu...
Byliśmy w RCKiK.
było mi słabo już od samej myśli przebywania tam. Ale chciałabym oddać krew. Mimo, że nie mogę.
W sumie cały dzień upłyną na pobycie tam i oglądaniu Muminków.
W Mumminkach jest wiele sprzeczności.
Bo np. Muminek mówi, że dobrze, że w Dolinie Muminków nie ma prądu, ale Mała Mi Chciała coś tam podłączyć do centralnego ogrzewania w domu Muminków. Mama Muminka chciała wynająć samochód do przewiezienia do domu statku kosmitów i zrobienia z nego dobudówki do kuchni, albo pokoju gościnnego.
Są samochody i ogrzewanie centralne ale nie ma prądu.
Ale za to Mama Muminka umie zrobić szybko piec z kamieni na bezludnej wyspie i usmażyć na nim naleśniki.
Zdolan ta Mamusia Muminka.
Ciekawił mnie motyw Buki.
Nie pamiętałam po co ona przychodzi do Muminków, pamiętałam tylko, że jest zła. A wcale nie była, i w sumie mimo, że Bukę zapomniałam, to trzech postaci w tą postać zamieszanych już nie.
Chodiz o Topika i Topcię - rodzeństwo, które ukradło Buce rubin królewski i o Czarnoksiężnika, który szukał tego rubinu całe życie.
Tomek powiedział, żeby napisac na kartce.
I stało się.
Nie było wczoraj internetu...
Byliśmy w RCKiK.
było mi słabo już od samej myśli przebywania tam. Ale chciałabym oddać krew. Mimo, że nie mogę.
W sumie cały dzień upłyną na pobycie tam i oglądaniu Muminków.
W Mumminkach jest wiele sprzeczności.
Bo np. Muminek mówi, że dobrze, że w Dolinie Muminków nie ma prądu, ale Mała Mi Chciała coś tam podłączyć do centralnego ogrzewania w domu Muminków. Mama Muminka chciała wynająć samochód do przewiezienia do domu statku kosmitów i zrobienia z nego dobudówki do kuchni, albo pokoju gościnnego.
Są samochody i ogrzewanie centralne ale nie ma prądu.
Ale za to Mama Muminka umie zrobić szybko piec z kamieni na bezludnej wyspie i usmażyć na nim naleśniki.
Zdolan ta Mamusia Muminka.
Ciekawił mnie motyw Buki.
Nie pamiętałam po co ona przychodzi do Muminków, pamiętałam tylko, że jest zła. A wcale nie była, i w sumie mimo, że Bukę zapomniałam, to trzech postaci w tą postać zamieszanych już nie.
Chodiz o Topika i Topcię - rodzeństwo, które ukradło Buce rubin królewski i o Czarnoksiężnika, który szukał tego rubinu całe życie.
czwartek, 3 grudnia 2009
Dzien drugi.
Na razie starczyło mi ambicji do napisania. :)
Przyjemny dzień. A przynajmniej przyjemnie się zaczyna.
Rano nie mogłam się dobudzić. I tak przez godzinkę leżałam i przeciągałam, aż w końcu nie było odwrotu.
Pojechaliśmy na rozmowę o pracę.
Tzn. Tomek pojechał, a ja towarzysko.
Poszłam do Empiku pooglądać zagramaniczne gazetki craftowe (ile one kosztują...!) i poradniki. To ostatnio moje dwa ulubione działy ;).
Ale nie było nic nowego więc śmignęłam do Joko po papierki. I dostałam zniżkę - dla uczniów plastyka - może to znak? ;) Ucieszyłam się jak nie wiem co:)
Później był miły spacer do domku.
Z małymi zawirowaniami. I zakupami obiadowymi.
W niedzielę Mikołajki.
Tomek jedzie do Elbląga. Trochę smutaskowo.
Cóż za tandetnych słów ostatnio używam...
Przyjemny dzień. A przynajmniej przyjemnie się zaczyna.
Rano nie mogłam się dobudzić. I tak przez godzinkę leżałam i przeciągałam, aż w końcu nie było odwrotu.
Pojechaliśmy na rozmowę o pracę.
Tzn. Tomek pojechał, a ja towarzysko.
Poszłam do Empiku pooglądać zagramaniczne gazetki craftowe (ile one kosztują...!) i poradniki. To ostatnio moje dwa ulubione działy ;).
Ale nie było nic nowego więc śmignęłam do Joko po papierki. I dostałam zniżkę - dla uczniów plastyka - może to znak? ;) Ucieszyłam się jak nie wiem co:)
Później był miły spacer do domku.
Z małymi zawirowaniami. I zakupami obiadowymi.
W niedzielę Mikołajki.
Tomek jedzie do Elbląga. Trochę smutaskowo.
Cóż za tandetnych słów ostatnio używam...
środa, 2 grudnia 2009
Diariusz.
Co prawda wyjdzie w tym poście trochę mojej ignorancji, ale bywa.
Myślę sobie o panu Miłoszu. Czesławie. Nobliście naszym polskim z 1980. Ale za co dostał Nobla nie wiem. Szukałam pobieżnie, ale zaniechałam, bo bałam się, że zgubię myśl.
Już się dowiedziałam - za całokształt, który wtedy jeszcze nie był całokształtem...
Miłosz i ja (poniekąd) pochodzimy z tego samego miejsca. Znad okolic rzeki Niewiąż.
Nie związała nas za bardzo ze sobą.
Jest kilka jego utworów, które przywiązały mnie do niego, ale tymczasowo, dopóki nie ulecą z głowy.
I tak sobie myślę, swój człowiek. A napisał diariusz. Nie dziennik, nie pamiętnik. Tylko diariusz.
Diariusz to rodzaj pamiętnika lub dziennika, w którym opisane wydarzenia są uporządkowane w sposób chronologiczny. Podane w nim informacje opisują najważniejsze wydarzenia z życia codziennego danego człowieka, który je opisuje. Diariusze charakteryzują się tym, że nie jest w nich ważna literacka forma przekazu.
(z wikipedii oczywiście.)
Dla Miłosza nie jest ważna forma literacka?
Coś mi tu śmierdzi... ;)
Nie Tomku, to nie to co myślisz... :D
Ale Miłosz, natchnął mnie. Napiszę swój diariusz.
Od dziś. 3 grudnia 2009 aż do 3 grudnia 2010.
Inspiracją jest też Julie&Julia. Cudny film.
A więc czas start!
Dziś pogoda deszczowa. Ale wieczorem wyszliśmy na chwilkę, ja tylko w samym ciniutkim polarku i by ło naprawdę ciepło. Przyjemnie, nie mogę uwierzyć, że to jest grudzień.
Ostatnio mam manię śpiewania na ulicy. Nie robię tego w domu, wtedy kiedy mogłabym to spokojnie robić, ale idę sobie miastem i czasem nawet nie krępuję się śpiewać na głos. Co czasem doprowadza do furii Tomka. Ale przy tym tak dobrze się bawię.
Znów mam ochotę się wygłupiać i szaleć, tak po klaudynkowemu...
Może mrok za mną? Mam taką nadzieję.
Doszłam do wniosku, że będę mogła mieć chyba tylko jedno dziecko, bo nie umiem kochać tak samo...;)
Doświadczenie przeprowadzone na myszach. Ależ to okrutnie zabrzmiało.
Chodzi o to, że mam swoje faworytki.
Kocham moją Funię nad życie, martwi mnie każdy jej mały pisk. Co do szarej mam mieszane uczucia, bo to ona krzywdzi moją Funieczkę (nie wiedziałam, że tak polubię to imię... ;) ), ale z drugiej strony broni swojego domku, terytorium. Taka rozbita jestem miedzy dwoma skrajnymi uczuciami... ;)
Dobra kończę na dziś bo o czym jutro będę pisać...
jeszcze tylko Miłosz na dobry dzień:
SROCZOŚĆ
Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu
Który odnawia się kiedy obniża
Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniwersalia.
Montgeron, 1958
Myślę sobie o panu Miłoszu. Czesławie. Nobliście naszym polskim z 1980. Ale za co dostał Nobla nie wiem. Szukałam pobieżnie, ale zaniechałam, bo bałam się, że zgubię myśl.
Już się dowiedziałam - za całokształt, który wtedy jeszcze nie był całokształtem...
Miłosz i ja (poniekąd) pochodzimy z tego samego miejsca. Znad okolic rzeki Niewiąż.
Nie związała nas za bardzo ze sobą.
Jest kilka jego utworów, które przywiązały mnie do niego, ale tymczasowo, dopóki nie ulecą z głowy.
I tak sobie myślę, swój człowiek. A napisał diariusz. Nie dziennik, nie pamiętnik. Tylko diariusz.
Diariusz to rodzaj pamiętnika lub dziennika, w którym opisane wydarzenia są uporządkowane w sposób chronologiczny. Podane w nim informacje opisują najważniejsze wydarzenia z życia codziennego danego człowieka, który je opisuje. Diariusze charakteryzują się tym, że nie jest w nich ważna literacka forma przekazu.
(z wikipedii oczywiście.)
Dla Miłosza nie jest ważna forma literacka?
Coś mi tu śmierdzi... ;)
Nie Tomku, to nie to co myślisz... :D
Ale Miłosz, natchnął mnie. Napiszę swój diariusz.
Od dziś. 3 grudnia 2009 aż do 3 grudnia 2010.
Inspiracją jest też Julie&Julia. Cudny film.
A więc czas start!
Dziś pogoda deszczowa. Ale wieczorem wyszliśmy na chwilkę, ja tylko w samym ciniutkim polarku i by ło naprawdę ciepło. Przyjemnie, nie mogę uwierzyć, że to jest grudzień.
Ostatnio mam manię śpiewania na ulicy. Nie robię tego w domu, wtedy kiedy mogłabym to spokojnie robić, ale idę sobie miastem i czasem nawet nie krępuję się śpiewać na głos. Co czasem doprowadza do furii Tomka. Ale przy tym tak dobrze się bawię.
Znów mam ochotę się wygłupiać i szaleć, tak po klaudynkowemu...
Może mrok za mną? Mam taką nadzieję.
Doszłam do wniosku, że będę mogła mieć chyba tylko jedno dziecko, bo nie umiem kochać tak samo...;)
Doświadczenie przeprowadzone na myszach. Ależ to okrutnie zabrzmiało.
Chodzi o to, że mam swoje faworytki.
Kocham moją Funię nad życie, martwi mnie każdy jej mały pisk. Co do szarej mam mieszane uczucia, bo to ona krzywdzi moją Funieczkę (nie wiedziałam, że tak polubię to imię... ;) ), ale z drugiej strony broni swojego domku, terytorium. Taka rozbita jestem miedzy dwoma skrajnymi uczuciami... ;)
Dobra kończę na dziś bo o czym jutro będę pisać...
jeszcze tylko Miłosz na dobry dzień:
SROCZOŚĆ
Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy
Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,
Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.
Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,
Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,
Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu
Który odnawia się kiedy obniża
Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.
Jeżeli jednak sroczość nie istnieje
To nie istnieje i moja natura.
Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,
Wynajdę spór o uniwersalia.
Montgeron, 1958
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)