Ciężko użyć tego słowa. Bardzo ciężko. Ale wiem komu jeszcze ciężej. I dziś je usłyszałam. Może już dorosłam w jego oczach, na tyle, że może ze mną porozmawiać? A przynajmniej się postarać, bo mamy mało wspólnych tematów. Mimo 21 lat wspólnego życia...
Postaram się zapomnieć.
sobota, 6 lutego 2010
czwartek, 4 lutego 2010
wspomnienie.
Zasiedziałam się z książką w autobusie. Dojechałam przez to do pętli. Musiałam kawałek podejść na przystanek powrotny. Razem ze mną szła zabiegana mama i dwóch chłopców. Mama pokrzykiwała na nich pospieszając, a oni starali się jak mogli brnąc za nią w tym śniegu. Nie zrażeni tempem narzuconym przez matkę grali w na ostatnią literę.
- jajko.
- okoń. przegrałeś. nic nie zaczyna się na ń!
- No dobra to teraz ja zaczynam: szczeniaki.
- ile.
- ile?
- no ile. Jak ile masz lat. kończy się na e...
- ja się z tobą tak nie bawię!
uśmiechnęłam się do siebie.
my też tak się kiedyś bawiłyśmy, co prawda przegrywała osoba, która drugi raz powiedziała dane słowo.
Ciekawe, czy kiedyś będziemy potrafiły normalnie rozmawiać?
Bo mimo wszystko fajna z niej dziewczyna. I ja też jestem fajna. I mamy tylko siebie. Prawie...
Spotkałam dziś interesującą dziewczynę. Uosabiała wiele cech, których ja pożądam...
Miała krótki włosy fajnie pofrabowane na rudo (ale inny niż mój odcień), aparat na zębach, przyjemny głos, ciekawe ubrania i bardzo miły uśmiech. Zamieniłyśmy ze sobą może dwa słowa. a ja jestem ciekawa jej strasznie. Pewnie już jej nie spotkam. żałuję. Wywarła na mnie takie wrażenie, że gdy odeszłam, to chciałam wrócić i zapytać o jej nr gg czy tel. żeby kiedyś się spotkać i pogadać, ot tak. Ale jestem nieśmiała...
Jestem chorobliwie nieśmiała. Ale zaczynam się trochę przełamywać.
Przełamałam mój "wstyd" przystanku na żądanie. Kiedyś z Tomkiem odkryliśmy skrót do naszego domu. Ale trzeba wcisnąć w autobusie przystanek na żądanie, albo wysiąść wcześniej i dojść jeszcze ten kawałek. Kidy jechałam z Tomkiem, zawsze wysiadaliśmy na tym na żądanie, ale kiedy jechałam sama wysiadałam wcześniej, bo się wstydziłam zażądać zatrzymania autobusu na tym przystanku nieszczęsnym...
Kiedy muszę załatwić coś, dowiedzieć się, potrzebuję moralnego wsparcia... Bardzo rzadko zdarzy się, że zapytać czy załatwić coś samodzielnie... Musi mi bardzo zależeć...
eh. Dziwne ze mnie dziecko...!
- jajko.
- okoń. przegrałeś. nic nie zaczyna się na ń!
- No dobra to teraz ja zaczynam: szczeniaki.
- ile.
- ile?
- no ile. Jak ile masz lat. kończy się na e...
- ja się z tobą tak nie bawię!
uśmiechnęłam się do siebie.
my też tak się kiedyś bawiłyśmy, co prawda przegrywała osoba, która drugi raz powiedziała dane słowo.
Ciekawe, czy kiedyś będziemy potrafiły normalnie rozmawiać?
Bo mimo wszystko fajna z niej dziewczyna. I ja też jestem fajna. I mamy tylko siebie. Prawie...
Spotkałam dziś interesującą dziewczynę. Uosabiała wiele cech, których ja pożądam...
Miała krótki włosy fajnie pofrabowane na rudo (ale inny niż mój odcień), aparat na zębach, przyjemny głos, ciekawe ubrania i bardzo miły uśmiech. Zamieniłyśmy ze sobą może dwa słowa. a ja jestem ciekawa jej strasznie. Pewnie już jej nie spotkam. żałuję. Wywarła na mnie takie wrażenie, że gdy odeszłam, to chciałam wrócić i zapytać o jej nr gg czy tel. żeby kiedyś się spotkać i pogadać, ot tak. Ale jestem nieśmiała...
Jestem chorobliwie nieśmiała. Ale zaczynam się trochę przełamywać.
Przełamałam mój "wstyd" przystanku na żądanie. Kiedyś z Tomkiem odkryliśmy skrót do naszego domu. Ale trzeba wcisnąć w autobusie przystanek na żądanie, albo wysiąść wcześniej i dojść jeszcze ten kawałek. Kidy jechałam z Tomkiem, zawsze wysiadaliśmy na tym na żądanie, ale kiedy jechałam sama wysiadałam wcześniej, bo się wstydziłam zażądać zatrzymania autobusu na tym przystanku nieszczęsnym...
Kiedy muszę załatwić coś, dowiedzieć się, potrzebuję moralnego wsparcia... Bardzo rzadko zdarzy się, że zapytać czy załatwić coś samodzielnie... Musi mi bardzo zależeć...
eh. Dziwne ze mnie dziecko...!
środa, 3 lutego 2010
Lord Weider i bułeczki.
Jakiś czas temu postanowiłam schuść, bo wiosna idzie, więc i po co mi niedźwiedzia oponka? Padło na magiczną 6 pana W., bo wyglądało na proste i przyjemne... Ale takie okropieństwo jak to to chyba tylko wf w gimnazjum...!
I do tego moja hipokryzja...
cyt. "zaraz zacznę ta szóstkę, tylko frytki zjemy...".
No nic. Dziś definitywnie z szóstką kończę. I znów 6 będzie mi się kojarzyło tylko z nazwą drużyny... :)
A co do bułeczek. W Olsztynie jest sieć piekarni. Zresztą w Ostródzie też. I tam są takie bułki półfrancuskie "z czekoladą". Zawsze się nabieram na ich wygląd. Bo nie powiem, wyglądają apetycznie. Ale za każdym razem daję się naiwnie nabrać... Bo nie są z czekoladą, tylko zanurzone w czymś czekoladopodobnym, a w środku mają coś kakaowego chyba...
I dziś znów problem bułeczki na śniadanie. Tomek wziął sobie z jabłuszkiem, a ja mówię, że chcę tą czekoladową. On, że znów się zawiodę. No to dobrze. Też wzięłam tą jabłkową. I co...?
Była dobra, ale całą drogę szłam i jadłam ją rozgoryczona, że nie wzięłam czekoladowej, bo miałam na nią ochotę i może tym razem byłaby tak dobra, jak to sobie wyobraziłam...
Spotkałam dziś siostrę. Dwie siostry.
Mogłam być jak one?
A dzięki namowie Shere będę ćwiczyć jogę. i pływać. i chudnąć. i będę smagłym dziewczęciem.
I do tego moja hipokryzja...
cyt. "zaraz zacznę ta szóstkę, tylko frytki zjemy...".
No nic. Dziś definitywnie z szóstką kończę. I znów 6 będzie mi się kojarzyło tylko z nazwą drużyny... :)
A co do bułeczek. W Olsztynie jest sieć piekarni. Zresztą w Ostródzie też. I tam są takie bułki półfrancuskie "z czekoladą". Zawsze się nabieram na ich wygląd. Bo nie powiem, wyglądają apetycznie. Ale za każdym razem daję się naiwnie nabrać... Bo nie są z czekoladą, tylko zanurzone w czymś czekoladopodobnym, a w środku mają coś kakaowego chyba...
I dziś znów problem bułeczki na śniadanie. Tomek wziął sobie z jabłuszkiem, a ja mówię, że chcę tą czekoladową. On, że znów się zawiodę. No to dobrze. Też wzięłam tą jabłkową. I co...?
Była dobra, ale całą drogę szłam i jadłam ją rozgoryczona, że nie wzięłam czekoladowej, bo miałam na nią ochotę i może tym razem byłaby tak dobra, jak to sobie wyobraziłam...
Spotkałam dziś siostrę. Dwie siostry.
Mogłam być jak one?
A dzięki namowie Shere będę ćwiczyć jogę. i pływać. i chudnąć. i będę smagłym dziewczęciem.
wtorek, 2 lutego 2010
Idzie luty.
W sumie już przyszedł. Lubię luty, jest krótki i konkretny. 22 lutego mój dziadek ma urodziny. Tak jak R. Baden-Powell i Oliwia Powell.
Tak bardzo bym chciała, żeby te myśli niespokojne były radosne...
I nasuwa się od razu ale...
Miniony luty z pozoru był spokojny, smutny, pełen zadumy. Ale w ukryciu działo się wiele. i teraz wraca jakaś głupia myśl, że fajnie byłoby do tego wrócić. Ale nie wrócę. Nie ma do czego wracać. Ludzie tamtego czasu wydorośleli, mają inne priorytety, pasje chyba już też.
Mówią, żeby idąc przez życie nie palić za sobą mostów. Szkoda, że czasem odkrywam gorejący za mną most trochę za późno.
Nie lubię się dzielić. I to, że on kiedyś był czyjś nie istnieje w moim świecie. Teraz jest mój. I tylko to się liczy.
Skąd wiemy, że istnieje Madryt? Jakie są na to dowody?
Tak bardzo bym chciała, żeby te myśli niespokojne były radosne...
I nasuwa się od razu ale...
Miniony luty z pozoru był spokojny, smutny, pełen zadumy. Ale w ukryciu działo się wiele. i teraz wraca jakaś głupia myśl, że fajnie byłoby do tego wrócić. Ale nie wrócę. Nie ma do czego wracać. Ludzie tamtego czasu wydorośleli, mają inne priorytety, pasje chyba już też.
Mówią, żeby idąc przez życie nie palić za sobą mostów. Szkoda, że czasem odkrywam gorejący za mną most trochę za późno.
Nie lubię się dzielić. I to, że on kiedyś był czyjś nie istnieje w moim świecie. Teraz jest mój. I tylko to się liczy.
Skąd wiemy, że istnieje Madryt? Jakie są na to dowody?
środa, 27 stycznia 2010
Koniec Panny Depresji.
W ramach szczerej rozmowy doszliśmy do wniosku, że czytając moje myśli, można uznać, że nie jestem szczęśliwa.
A tak nie jest. Jestem bardzo szczęśliwa. Wszystkie czarne chmury zostały nad Rodzinnym. We Własnym jest ciepło i słonecznie.
a nawet żeby było słoneczniej doświetlam się lampką (jeszcze z czasów dzieciństwa...). Lubię lampki. Mogłabym mieć ich więcej, bo mam tylko jedną własną.
Bo teraz mamy wszystko wspólne (oprócz laptopa, bo on jest Tomka) i od dziś lampka. Jak to przeczytasz będziesz już wiedział. :)
"Ogólnoskautowy" zlot jest w tym roku na Jamajce. Je, je, je... :)
Jutro spędzimy "wspólny" dzień. Lubię takie dni. :) nie musimy się spieszyć, nic nie musimy. Jesteśmy my i świat.
i jutro dokonam całopalenia panny depresji. bo i po co mi ona? Szczęścia nie daje, a korzyści z niej też nijakie.
W końcu jestem ROSYJSKĄ KSIĘŻNICZKĄ!
A tak nie jest. Jestem bardzo szczęśliwa. Wszystkie czarne chmury zostały nad Rodzinnym. We Własnym jest ciepło i słonecznie.
a nawet żeby było słoneczniej doświetlam się lampką (jeszcze z czasów dzieciństwa...). Lubię lampki. Mogłabym mieć ich więcej, bo mam tylko jedną własną.
Bo teraz mamy wszystko wspólne (oprócz laptopa, bo on jest Tomka) i od dziś lampka. Jak to przeczytasz będziesz już wiedział. :)
"Ogólnoskautowy" zlot jest w tym roku na Jamajce. Je, je, je... :)
Jutro spędzimy "wspólny" dzień. Lubię takie dni. :) nie musimy się spieszyć, nic nie musimy. Jesteśmy my i świat.
i jutro dokonam całopalenia panny depresji. bo i po co mi ona? Szczęścia nie daje, a korzyści z niej też nijakie.
W końcu jestem ROSYJSKĄ KSIĘŻNICZKĄ!
Panda 3.
Sesja sesją, a żyć trzeba. Zaliczyłam dziś na trzy...
Niby fajnie, że zaliczone, ale z drugiej strony nie czuję się fair. Nie uczyłam się zupełnie, zaliczyłam, bo wyglądam na zagubioną w czasie i przestrzeni... I żal mi tych, którzy sumiennie cały tydzień a może i więcej się uczyli, a też tróję dostali.
Bo materiału było właśnie na tyle dni nauki...
Już dawno temu zaświtał mi w głowie pomysł odwiedzenia babci Tereski. Ale ciężko mi go zrealizować, bo babcia jest specyficzna. Dziś dzwoniąc miałam wrażenie, że ona nie bardzo ma ochotę na tą wizytę...
I zawsze boję się, że spotkam się z nią ostatni raz.
Boję się też całych Bartoszyc. Bo...
Cały miniony rok wypierałam fakt śmierci Kamila, a teraz towarzyszy mi codziennie. Mam przez to jakieś chore obsesyjne lęki. Boję się sama pójść pod prysznic, boję się zostawać sama.
Wczoraj zrobiłam awanturę T. bo pukał do drzwi łazienki. Mimo, że wiedziałam, że to on, to panicznie się bałam.
Chyba przydałby mi się dobry psycholog.
M. (anonimie) - i Twój też...
Czy to nie jest dziwne? Zastanawia mnie czy ona wie, że my z nim kiedyś...?
Bo jeśli tak to się jej dziwię lekkości tematu, przyjacielskiej postawy, nie istnienia problemu.
A może tylko ja jestem taka zawistno-wredna? Albo my dwie? ;)
Fairy - książka mojego autorstwa byłaby jakąś totalną psychodelą... ;) Zwłaszcza, że ostatnio moje imię brzmi Panna Depresja. Choć nie ukrywam, że jest to na mojej liście marzeń...
I w sumie jako marna polonistka właśnie książkę powinnam popełnić... ;)
Niby fajnie, że zaliczone, ale z drugiej strony nie czuję się fair. Nie uczyłam się zupełnie, zaliczyłam, bo wyglądam na zagubioną w czasie i przestrzeni... I żal mi tych, którzy sumiennie cały tydzień a może i więcej się uczyli, a też tróję dostali.
Bo materiału było właśnie na tyle dni nauki...
Już dawno temu zaświtał mi w głowie pomysł odwiedzenia babci Tereski. Ale ciężko mi go zrealizować, bo babcia jest specyficzna. Dziś dzwoniąc miałam wrażenie, że ona nie bardzo ma ochotę na tą wizytę...
I zawsze boję się, że spotkam się z nią ostatni raz.
Boję się też całych Bartoszyc. Bo...
Cały miniony rok wypierałam fakt śmierci Kamila, a teraz towarzyszy mi codziennie. Mam przez to jakieś chore obsesyjne lęki. Boję się sama pójść pod prysznic, boję się zostawać sama.
Wczoraj zrobiłam awanturę T. bo pukał do drzwi łazienki. Mimo, że wiedziałam, że to on, to panicznie się bałam.
Chyba przydałby mi się dobry psycholog.
M. (anonimie) - i Twój też...
Czy to nie jest dziwne? Zastanawia mnie czy ona wie, że my z nim kiedyś...?
Bo jeśli tak to się jej dziwię lekkości tematu, przyjacielskiej postawy, nie istnienia problemu.
A może tylko ja jestem taka zawistno-wredna? Albo my dwie? ;)
Fairy - książka mojego autorstwa byłaby jakąś totalną psychodelą... ;) Zwłaszcza, że ostatnio moje imię brzmi Panna Depresja. Choć nie ukrywam, że jest to na mojej liście marzeń...
I w sumie jako marna polonistka właśnie książkę powinnam popełnić... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)