środa, 27 stycznia 2010

Koniec Panny Depresji.

W ramach szczerej rozmowy doszliśmy do wniosku, że czytając moje myśli, można uznać, że nie jestem szczęśliwa.

A tak nie jest. Jestem bardzo szczęśliwa. Wszystkie czarne chmury zostały nad Rodzinnym. We Własnym jest ciepło i słonecznie.
a nawet żeby było słoneczniej doświetlam się lampką (jeszcze z czasów dzieciństwa...). Lubię lampki. Mogłabym mieć ich więcej, bo mam tylko jedną własną.
Bo teraz mamy wszystko wspólne (oprócz laptopa, bo on jest Tomka) i od dziś lampka. Jak to przeczytasz będziesz już wiedział. :)

"Ogólnoskautowy" zlot jest w tym roku na Jamajce. Je, je, je... :)

Jutro spędzimy "wspólny" dzień. Lubię takie dni. :) nie musimy się spieszyć, nic nie musimy. Jesteśmy my i świat.

i jutro dokonam całopalenia panny depresji. bo i po co mi ona? Szczęścia nie daje, a korzyści z niej też nijakie.

W końcu jestem ROSYJSKĄ KSIĘŻNICZKĄ!

1 komentarz: