środa, 27 stycznia 2010

Panda 3.

Sesja sesją, a żyć trzeba. Zaliczyłam dziś na trzy...
Niby fajnie, że zaliczone, ale z drugiej strony nie czuję się fair. Nie uczyłam się zupełnie, zaliczyłam, bo wyglądam na zagubioną w czasie i przestrzeni... I żal mi tych, którzy sumiennie cały tydzień a może i więcej się uczyli, a też tróję dostali.
Bo materiału było właśnie na tyle dni nauki...

Już dawno temu zaświtał mi w głowie pomysł odwiedzenia babci Tereski. Ale ciężko mi go zrealizować, bo babcia jest specyficzna. Dziś dzwoniąc miałam wrażenie, że ona nie bardzo ma ochotę na tą wizytę...
I zawsze boję się, że spotkam się z nią ostatni raz.
Boję się też całych Bartoszyc. Bo...
Cały miniony rok wypierałam fakt śmierci Kamila, a teraz towarzyszy mi codziennie. Mam przez to jakieś chore obsesyjne lęki. Boję się sama pójść pod prysznic, boję się zostawać sama.
Wczoraj zrobiłam awanturę T. bo pukał do drzwi łazienki. Mimo, że wiedziałam, że to on, to panicznie się bałam.
Chyba przydałby mi się dobry psycholog.


M. (anonimie) - i Twój też...
Czy to nie jest dziwne? Zastanawia mnie czy ona wie, że my z nim kiedyś...?
Bo jeśli tak to się jej dziwię lekkości tematu, przyjacielskiej postawy, nie istnienia problemu.
A może tylko ja jestem taka zawistno-wredna? Albo my dwie? ;)

Fairy - książka mojego autorstwa byłaby jakąś totalną psychodelą... ;) Zwłaszcza, że ostatnio moje imię brzmi Panna Depresja. Choć nie ukrywam, że jest to na mojej liście marzeń...
I w sumie jako marna polonistka właśnie książkę powinnam popełnić... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz