nie wiem. nie wiem. nic nie wiem.
babcia jest w coraz gorszym stanie, pan S. ni wie jak sobie z tym radzić, coraz bardziej przybity chodzi...
na Tomku wymuszam w zasadzie wszystko co chcę osiągnąć. więc na dzisiejszą imprezę nie idzie... niby jego własna decyzja, ale pewnie ma mi za złe.
Tępa olusia próbuje wszczynać kłótnie na każdym kroku, dziś byłam dzielna :D przylazła z mordą i stoi w progu, żali się, drze, a ja nic dalej jak gdyby nigdy nic piszę sobie coś tam. po ok. 5 minutach poprosiłam żeby wyszła, bo mi przeszkadza. hahahaha!
humor dziś dużo lepszy. chociaż panuje nade mną dziś motto mojej mamy: nieszczęśliwe kobiety tyją.
zażarłam smutki milką. i bejkrolsami. i mandarynkami (może chociaż te mi na zdrowie a nie w dupę pójdą )
na kolację T. przywiezie pizzę.
jutro będziemy jeść zdrowo. do babci jedziemy. mojej własnej. więc będę miała chwilę wytchnienia od babci stancjowej.
U babci był dziś ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Pierwszy raz patrzę na umierającego człowieka.
Bardzo to przygnębiające.
Pan S. nie chciał tego księdza, uważał, że jest jeszcze nie potrzebny, a z drugiej strony sam mi dziś powiedział, że to już początek końca. Mam nadzieję, że babcia jeszcze pociągnie. jeszcze chociaż tydzień. Niech wróci pani H., bo inaczej będzie baaardzo ciężko.
Myśląc o babci naszły mnie pewne refleksje.
Ciekawa jestem gdzie pochowali by nas rodzice gdybyśmy zmarli z Tomkiem razem. Każde z osobna? Czy razem? a jak razem to gdzie? W Olsztynie? W Ostródzie? W Elblągu? Muszę zapytać mamę w piątek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz