Zasiedziałam się z książką w autobusie. Dojechałam przez to do pętli. Musiałam kawałek podejść na przystanek powrotny. Razem ze mną szła zabiegana mama i dwóch chłopców. Mama pokrzykiwała na nich pospieszając, a oni starali się jak mogli brnąc za nią w tym śniegu. Nie zrażeni tempem narzuconym przez matkę grali w na ostatnią literę.
- jajko.
- okoń. przegrałeś. nic nie zaczyna się na ń!
- No dobra to teraz ja zaczynam: szczeniaki.
- ile.
- ile?
- no ile. Jak ile masz lat. kończy się na e...
- ja się z tobą tak nie bawię!
uśmiechnęłam się do siebie.
my też tak się kiedyś bawiłyśmy, co prawda przegrywała osoba, która drugi raz powiedziała dane słowo.
Ciekawe, czy kiedyś będziemy potrafiły normalnie rozmawiać?
Bo mimo wszystko fajna z niej dziewczyna. I ja też jestem fajna. I mamy tylko siebie. Prawie...
Spotkałam dziś interesującą dziewczynę. Uosabiała wiele cech, których ja pożądam...
Miała krótki włosy fajnie pofrabowane na rudo (ale inny niż mój odcień), aparat na zębach, przyjemny głos, ciekawe ubrania i bardzo miły uśmiech. Zamieniłyśmy ze sobą może dwa słowa. a ja jestem ciekawa jej strasznie. Pewnie już jej nie spotkam. żałuję. Wywarła na mnie takie wrażenie, że gdy odeszłam, to chciałam wrócić i zapytać o jej nr gg czy tel. żeby kiedyś się spotkać i pogadać, ot tak. Ale jestem nieśmiała...
Jestem chorobliwie nieśmiała. Ale zaczynam się trochę przełamywać.
Przełamałam mój "wstyd" przystanku na żądanie. Kiedyś z Tomkiem odkryliśmy skrót do naszego domu. Ale trzeba wcisnąć w autobusie przystanek na żądanie, albo wysiąść wcześniej i dojść jeszcze ten kawałek. Kidy jechałam z Tomkiem, zawsze wysiadaliśmy na tym na żądanie, ale kiedy jechałam sama wysiadałam wcześniej, bo się wstydziłam zażądać zatrzymania autobusu na tym przystanku nieszczęsnym...
Kiedy muszę załatwić coś, dowiedzieć się, potrzebuję moralnego wsparcia... Bardzo rzadko zdarzy się, że zapytać czy załatwić coś samodzielnie... Musi mi bardzo zależeć...
eh. Dziwne ze mnie dziecko...!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz