środa, 20 stycznia 2010

Ulga.

Zaliczyłam tą podłą analizę dzieła literackiego! :) i to na 4,5!
i praca wyszła mi niezła ;)

Zadziwił mnie ogromnie wykładowca.

Nie dość, że od wejścia pamiętał moje imię - dzień dobry pani Klaudyno - to zapamiętał na jaki temat napisałam - ta pani praca o kowalewskiej, już, gdzieś tu ją mam.
Zaskoczył mnie jak nie wiem co. I tak po ludzku ze mną rozmawiał. No pełen zachwyt!


Na polu słowiańskim cieniutko... Jakoś w tym ferworze sesyjnej walki nie mam siły się jakoś przymierzyć choćby do wykrojów, przygotować je na papierze w dobrym rozmiarze...

Ogólnie mam wrażenie, że dopadła mnie ostatnio bylejakość. Coś tam niby robię, ale o 23 orientuję się, że to już wieczór, a u mnie jak zwykle nic nie zrobione...

Jeszcze tylko kilka dni i znów będzie fajnie. Chociaż z drugiej strony mój uniwersytet wielkich marzeń dalej nie wymyślił planu zajęć na przyszły semestr, więc sama nie wiem czy będzie kolorowo... Bardzo się przyzwyczaiłam do wolnych czwartków i piątków... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz