Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła
eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności
po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią
krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja
żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała
uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem
po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody
jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią
język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem
wieszają go głową w dół
z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Z.Herbert
Nie rozumiem Herberta. A może nie chcę zrozumieć? Jednak dziś chodzi mi po głowie interpretacja pana K., że tym aniołem jestem ja. I oprawcą jestem ja. Tak często. Nawet teraz. Robiąc coś wbrew sobie. Nie spodziewałam się takiej głębokości. Może właśnie dlatego nie rozumiem, bo tak wygodnie. Nie jest wbrew sobie, ale z lenistwa...
Mam nadzieję, że upadnę na kolana. I nie ironicznie to rozumiejąc. Rozsypały się okruszki w moim świecie...
Płaczliwy tydzień za mną. I dziś na prawdę wstydziłam się swoich łez. A teraz czuję taką ciepłą, wolno rozpływającą się ulgę.
Tomek właśnie mi nabija ramę tkacką. Ciekawe kiedy ze spokojem sumienia będę mogła usiąść do takich radosnych zabaw...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz