środa, 20 stycznia 2010

Przesłuchanie anioła.

Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła

eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności

po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią

krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja

żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała

uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem

po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody

jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią

język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem

wieszają go głową w dół

z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Z.Herbert


Nie rozumiem Herberta. A może nie chcę zrozumieć? Jednak dziś chodzi mi po głowie interpretacja pana K., że tym aniołem jestem ja. I oprawcą jestem ja. Tak często. Nawet teraz. Robiąc coś wbrew sobie. Nie spodziewałam się takiej głębokości. Może właśnie dlatego nie rozumiem, bo tak wygodnie. Nie jest wbrew sobie, ale z lenistwa...

Mam nadzieję, że upadnę na kolana. I nie ironicznie to rozumiejąc. Rozsypały się okruszki w moim świecie...

Płaczliwy tydzień za mną. I dziś na prawdę wstydziłam się swoich łez. A teraz czuję taką ciepłą, wolno rozpływającą się ulgę.

Tomek właśnie mi nabija ramę tkacką. Ciekawe kiedy ze spokojem sumienia będę mogła usiąść do takich radosnych zabaw...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz