czwartek, 30 lipca 2009

wreszcie urlopowo.

Siedzę sobie na bryzie, wieje wiaterek, jest przyjemnie ciepło.
PMT ciężko pracuje z Sękusiem.
Zaczynam się oswajać z widokiem wody i łódek. Już chyba sam fakt przebywania w ich okolicy nie jest tak bardzo przerażający...

paznokcie mam w kolorach tęczy, jednak to co wydawało mi się urocze kilka miesięcy temu, dziś już trochę zastanawia. Może to po prostu złe dobranie kolorów?

W tym roku jestem nadzwyczaj opalona. Całkiem fajne uczucie, ale PMT stwierdził, że wyglądam jak murzynka, bo od zewnątrz mam bardzo opalone dłonie, ale od środka są jaśniutkie ( w końcu nieskalane praca, nie? ;) )

Wczoraj padło między nami pewne wyznanie, które mnie okropnie zestresowało. Ale przy tym uspokoiło. Coraz częściej myślę sobie, że PTM jest dla mnie taką opoką, której zawsze brakowało w moim życiu. Tylko niestety ja wprowadzam wielkie zamieszanie w jego życiu...

Co do naszej nowej pasji. Nawiązaliśmy kontakt z bardzo przyjacielską i pomocną Ingą z Małego Zamyszania, która jest wręcz swego rodzaju mysią mentorką... ;)
Wczoraj w Gdańsku udało nam się kupić transporterek i poidełko dla naszych mysiaczków... :)
jak ja bym chciała już wrzesień...!

i z ostatniej chwili - kupiliśmy klatkę mysiakom...:D

wtorek, 28 lipca 2009

Wakacyjnie

Dużo się działo. Chyba w sumie nie chce mi się tego opisywać...
Poplątałam sobie w życiu, popsułam kilka spraw. Ale może tak właśnie miało być?

Obecnie wykorzystuję 9 dniowy urlop od pracy jakże satysfakcjonującej.
Siedzę u PMT, jutro wybywamy na Jarmark Dominikański... :)

A i mam już całe 21 lat...! Jak ten czas leci...

Piję właśnie pyszną truskawkóweczkę. Mocne toto, ale wchodzi jak woda... ;)
Udało nam się dziś na szmatach upolować fajną kurteczkę turystyczną za ogromne pieniądze... bo aż całe 10,60 zł... :D

aha! no i najważniejsze! Zarezerwowaliśmy sobie u Mysiadłów rasowe myszki dwie: czekoladowe lub czarne. Dla wtajemniczonych rasy: shs tan ;) urodziły się w moje urodziny, więc to jakieś przeznaczenie ;) Imiona tez pewnie będą ciekawe, bo z miotu G2.
Jeśli wszystko pójdzie tak jak trzeba, bo w przyszłym miesiącu zamieszkają z nami :)
to chyba będzie nasza nowa pasja. I już się nie możemy doczekać.
Niech ten miesiąc szybciej mija, zwłaszcza, że to będzie miesiąc pracy z trociniakami... ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

eh.

Zły czas, ale i czas wyzwolenia.

Zjadłam pół kilograma czereśni. Słodkie były...:)
Czeka na mnie jeszcze kilogram arbuza, i trochę truskawek.
Poważnie uzupełniam potas, wapń, magnez i witaminki C, P i grupę B:)
Bo już mi kilku składników brakuje.

Co ja mam więcej powiedzieć...?
Jeszcze kilka dni i z T. się zobaczymy...:) a potem jeszcze kilka dni i wyjeżdżamy. Więc jeszcze więcej uśmiechu:))))

Są też problemy i widmo ich konsekwencji. Ale po co pisać i czytać o smutkach...?

piątek, 12 czerwca 2009

Elbląg/Olsztyn/Ostróda

Ach... Dobrze, że mój PM T. pomyślał i ustawił dwa budziki... ;) bo na swój nie zareagował, albo on nie dzwonił. Natomiast mój ma wredny dzwonek, wiec nie dało się spać...
Łzy przy pożegnaniu, jakbyśmy się rozstawali na najbliższy miesiąc... ;) a być może znów się przytulę jutro... :) ale nie wyprzedzajmy faktów...!

Olsztyn, jak Olsztyn, nieprzyjazny dla podróżniczki Klaudyny.
Zaliczyłam scs, wygrałam 10 zł w chipsach..., a dokładniej znalazłam je w paczce:)
Więc zaszalałam i za połowę doładowałam konto a za drugą wróciłam busem do domku.

Miły gest dresa, po którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, ustąpił mi miejsca, i to tak jakoś zgrabnie, bez wymuszania... ;)

Powędrowałam dziś do hufca, bardzo niechętnie, ale cóż. Sprzątnęłyśmy salę. Złapałam bulwersa, ale już mi chyba minął...

I zaraz zjem smażonego kalafiorka... :) mniam! :)

i do tego tego zdjęcie które poretuszowałam równo... mam nadzieję, że nie widać za bardzo... ;)
tak je bardzo lubię... :)

czwartek, 11 czerwca 2009

Elbląg dzień 2.

Mimo, że mało aktywny to i tak ciężka głowa i mało myśli...

W zasadzie nie robiliśmy nic oprócz rozgrywek w simsy 3 ;) już nawet córkę mamy, a drugie dziecko w drodze... :)

tak się dziś zaczęłam zastanawiać, czy to nie jest moja ostatnia wizyta tutaj przed wyprowadzką...
Bo tak naprawdę zostało niewiele dni, a większość z nich i tak spędzimy na emigracji krajowej (o ile w ogóle można tak powiedzieć...)... A resztę snując się gdzieś po kątach naszych okolic.

Co do przeprowadzki... Już chyba oboje mamy poczucie, że dom, który wybraliśmy naprawdę stanie się naszym domem. Wymarzonym domem Klaudyny... ;)

Już nawet opracowałam teorię, że wejdziemy w jego posiadanie przez zasiedzenie... :)
ale nie uprzedzajmy faktów, bo co jeśli jakiś zły ludź zarządzi inaczej niz my chcemy...?

środa, 10 czerwca 2009

Elbląg dzień 1.

Całkiem przyjemniaszczy dzień :)

udało się sprawnie załatwić to co trzeba było, PM T. został przewodnikiem, może mnie dogoni... :)

Ci, którzy chcieli pokazali, że jestem tu miło widziana, Ci którzy nie chcieli nie pokazali... :)
Lody z okazji uczczenia dzisiejszego sukcesu o smaku czekolady z chilli nie należą do moich ulubionych, więc T został przymuszony do ich spożycia... :)
Poznałam miłą Kasię, spotkaliśmy Madzię, która wywołała u mnie przypływ sympatii :)

Tylko ból zęba przyprawia mnie o mdłości...
Teraz kot śpi na łóżku, a T. się kąpie.
Co do kota mam mieszane odczucia...
Chyba przez to, że jest nieprzewidywalna to trochę się jej boję...
Bo zabrałam mu możliwość spania z Panem i zajęłam jej miejsce. Więc patrzy na mnie wielkimi zielonymi oczami...

Ja chyba już nie ufam istotom o zielonych oczach...

wtorek, 9 czerwca 2009

smutkowo

tyle smutków na głowie że nie wiem co zrobić... :(