dziś zaskoczenie ze spotkania z Martyną.
Martyną sprzed lat, myślę, że za nią tęskniłam, mimo, że nasza przyjaźń przybierała bardzo różne oblicza.
za to zawiodła mnie W. która zbyła temat nr 1 dla mnie ostatnio nie dając możliwości cieszenia się i podniecania ważną dla mnie sprawą... eh. wiem, że tego nie pochwala, ale...
no cóż. trudno.
musimy oddać mysich facetów - jeden znalazł już dom, mam nadzieję, że z drugim też pójdzie łatwo i trafią do szczęśliwych domów....
piątek, 21 maja 2010
środa, 19 maja 2010
latawce.
"Strzeżcie się dziewczyny latawców
co bywa spadają z niebiosów
Choć piękni są jak te anioły
strzeżcie się niebiańskich ich oczu"
Czytając bardzo utożsamiam się z bohaterkami, w ostatnich dniach bardzo żywiołowo przeżywałam miłość Silije, a teraz czuję się jak Sol. Ciężko ciężko...
.
.
.
ale i zachwyt... tęskniłam do tych klimatów.
Tiril...
czwartek, 6 maja 2010
Znów
sobie urządziłam psychiczne samobiczowanie. Jestem chyba pod tym względem masochistką... albo po prostu nie umiem wyrosnąć, zapomnieć, olać...
więc już chyba lepiej mi być masochistką, bo doroślej to wygląda, a samo umartwianie może prowadzi do jakiegoś nie widocznego mi jeszcze celu? ;)
A już bez woalki, wiedzie mi się całkiem nieźle. Pracuję w pocie czoła i pleców ;) bardzo mi się to podoba, ta samodzielność i świadomość, że zarabiam...! :) tylko po powrocie do domu odsypiam, bo jeszcze nie wpadłam w rutynę.
za to rutyna dosięgnęła mnie tabletkowo, więc nie zdarza się, że już o niej zapomnę. :)
niestety znów potwierdziła się teoria, że we dwie nie możemy być jednocześnie szczęśliwe... ;/ ale może kończy się ta zła passa, bo ja będę już zawsze szczęśliwa... więc Ty nie możesz być już zawsze nieszczęśliwa...
jestem na literackich nizinach... od ponad miesiąca nie przeczytałam żadnej książki... chociaż od kilku dni słuchamy audiobooków... liczy się? ;)
kończę bo czas do pracy!
więc już chyba lepiej mi być masochistką, bo doroślej to wygląda, a samo umartwianie może prowadzi do jakiegoś nie widocznego mi jeszcze celu? ;)
A już bez woalki, wiedzie mi się całkiem nieźle. Pracuję w pocie czoła i pleców ;) bardzo mi się to podoba, ta samodzielność i świadomość, że zarabiam...! :) tylko po powrocie do domu odsypiam, bo jeszcze nie wpadłam w rutynę.
za to rutyna dosięgnęła mnie tabletkowo, więc nie zdarza się, że już o niej zapomnę. :)
niestety znów potwierdziła się teoria, że we dwie nie możemy być jednocześnie szczęśliwe... ;/ ale może kończy się ta zła passa, bo ja będę już zawsze szczęśliwa... więc Ty nie możesz być już zawsze nieszczęśliwa...
jestem na literackich nizinach... od ponad miesiąca nie przeczytałam żadnej książki... chociaż od kilku dni słuchamy audiobooków... liczy się? ;)
kończę bo czas do pracy!
poniedziałek, 3 maja 2010
maj dokoła maj...
rozgrzebałam rany, na których była już cienka jasnoróżowa blizna i znów boli...
ale dookoła maj, dawno nie był tak beztrosko pełen troski.
mamy nową zabawkę - gramofon! :)
ale dookoła maj, dawno nie był tak beztrosko pełen troski.
mamy nową zabawkę - gramofon! :)
wtorek, 13 kwietnia 2010
Ciepłe słowa.
Dziś właśnie na zakończenie dnia takie usłyszałam...
Dla osoby postronnej mogłyby zabrzmieć naiwnie, może dziecinnie. Ale dla mnie... cóż.
Wzruszyłam się... Bo takie wyznanie to rzadkość.
Nie chodzi tu o wyznanie Tomka, (one też mnie wzruszają, [żeby nie było] ale w inny sposób...) a o wyzanie mojego Przyjaciela.
Kurcze. W okolicznościach w jakich się znajdujemy każde słowo musi być przemyślane w głowie i dopiero wypowiedziane...
z moją porywczością słowną uczę się przy Nim opanować emocje.
czasem jest na prawdę trudno...
Dziękuję, że wciąż chcesz być...!
Dla osoby postronnej mogłyby zabrzmieć naiwnie, może dziecinnie. Ale dla mnie... cóż.
Wzruszyłam się... Bo takie wyznanie to rzadkość.
Nie chodzi tu o wyznanie Tomka, (one też mnie wzruszają, [żeby nie było] ale w inny sposób...) a o wyzanie mojego Przyjaciela.
Kurcze. W okolicznościach w jakich się znajdujemy każde słowo musi być przemyślane w głowie i dopiero wypowiedziane...
z moją porywczością słowną uczę się przy Nim opanować emocje.
czasem jest na prawdę trudno...
Dziękuję, że wciąż chcesz być...!
środa, 7 kwietnia 2010
Wielkanocy moc.
W głowie bardzo dużo myśli, nie wiem jak je wszystkie poukładać...
Dawno już tak mocno nie przeżywałam tylu emocji...
Jestem naiwna.
Długo myślałam czy o tym tu napisać...
Może napiszę i zamknę przeszłość sama? Bez jego udziału?
I mój świat będzie uboższy o tą jedną osobę.
Nie spodziewałam się, że historie sprzed kilku dobrych lat mogą tak strasznie zaboleć.
Zwłaszcza, że mam u boku tak cudownego człowieka.
Wielki Czwartek minął mi w spokoju ducha i ciała. Wróciły co prawda wspomnienia związane z M. i jego decyzją.
Próbuję sobie w głowie ułożyć czy najpierw były słowa: "Chodźcie ze mną, a uczynię was rybakami łowiącymi ludzi" (Mt 4, 19), czy wiadomość o jego decyzji...
Sięgnęłam do wiarygodnego źródła. Najpierw były słowa, które wypowiedział. Myślałam, że były skierowane do mnie, ale okazało się, że do Niego.
Dziś wspominam to bez rozdarcia, bólu... Wcześniej strasznie mnie przejęło. Nie pamiętam czy płakałam jeszcze przy Nim, czy już w domu.
Dziś jestem spokojna. Dobrze wybrał... :)
Teraz sobie myślę, że nie warto pisać o burzy w szklance i sercu.
Bo jest Ktoś, kto mnie kocha. I ja Go kocham...
mimo, że myśli, że żartuję...
Dawno już tak mocno nie przeżywałam tylu emocji...
Jestem naiwna.
Długo myślałam czy o tym tu napisać...
Może napiszę i zamknę przeszłość sama? Bez jego udziału?
I mój świat będzie uboższy o tą jedną osobę.
Nie spodziewałam się, że historie sprzed kilku dobrych lat mogą tak strasznie zaboleć.
Zwłaszcza, że mam u boku tak cudownego człowieka.
Wielki Czwartek minął mi w spokoju ducha i ciała. Wróciły co prawda wspomnienia związane z M. i jego decyzją.
Próbuję sobie w głowie ułożyć czy najpierw były słowa: "Chodźcie ze mną, a uczynię was rybakami łowiącymi ludzi" (Mt 4, 19), czy wiadomość o jego decyzji...
Sięgnęłam do wiarygodnego źródła. Najpierw były słowa, które wypowiedział. Myślałam, że były skierowane do mnie, ale okazało się, że do Niego.
Dziś wspominam to bez rozdarcia, bólu... Wcześniej strasznie mnie przejęło. Nie pamiętam czy płakałam jeszcze przy Nim, czy już w domu.
Dziś jestem spokojna. Dobrze wybrał... :)
Teraz sobie myślę, że nie warto pisać o burzy w szklance i sercu.
Bo jest Ktoś, kto mnie kocha. I ja Go kocham...
mimo, że myśli, że żartuję...
czwartek, 1 kwietnia 2010
Sen czy jawa?
Mam ostatnio strasznie dziwne sny, albo ktoś umiera, albo ginie... albo totalnie surrealne sny... :D
Ostatnio Tomek wychodził rano do pracy, ja jeszcze spałam i chciał mi dać buziaka na dowidzenia, a ja go przez sen odepchnęłam, bo śniło mi się, że lizał mnie po twarzy pies... :D
zbieram się powoli do wyjścia, bo zaraz na święta do domu jadę.
to tyle. wesołego jajka. Tylko nie jedz zbuków! :D
Ostatnio Tomek wychodził rano do pracy, ja jeszcze spałam i chciał mi dać buziaka na dowidzenia, a ja go przez sen odepchnęłam, bo śniło mi się, że lizał mnie po twarzy pies... :D
zbieram się powoli do wyjścia, bo zaraz na święta do domu jadę.
to tyle. wesołego jajka. Tylko nie jedz zbuków! :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)