czwartek, 6 maja 2010

Znów

sobie urządziłam psychiczne samobiczowanie. Jestem chyba pod tym względem masochistką... albo po prostu nie umiem wyrosnąć, zapomnieć, olać...

więc już chyba lepiej mi być masochistką, bo doroślej to wygląda, a samo umartwianie może prowadzi do jakiegoś nie widocznego mi jeszcze celu? ;)

A już bez woalki, wiedzie mi się całkiem nieźle. Pracuję w pocie czoła i pleców ;) bardzo mi się to podoba, ta samodzielność i świadomość, że zarabiam...! :) tylko po powrocie do domu odsypiam, bo jeszcze nie wpadłam w rutynę.

za to rutyna dosięgnęła mnie tabletkowo, więc nie zdarza się, że już o niej zapomnę. :)

niestety znów potwierdziła się teoria, że we dwie nie możemy być jednocześnie szczęśliwe... ;/ ale może kończy się ta zła passa, bo ja będę już zawsze szczęśliwa... więc Ty nie możesz być już zawsze nieszczęśliwa...

jestem na literackich nizinach... od ponad miesiąca nie przeczytałam żadnej książki... chociaż od kilku dni słuchamy audiobooków... liczy się? ;)

kończę bo czas do pracy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz