środa, 7 kwietnia 2010

Wielkanocy moc.

W głowie bardzo dużo myśli, nie wiem jak je wszystkie poukładać...
Dawno już tak mocno nie przeżywałam tylu emocji...


Jestem naiwna.
Długo myślałam czy o tym tu napisać...
Może napiszę i zamknę przeszłość sama? Bez jego udziału?
I mój świat będzie uboższy o tą jedną osobę.

Nie spodziewałam się, że historie sprzed kilku dobrych lat mogą tak strasznie zaboleć.
Zwłaszcza, że mam u boku tak cudownego człowieka.

Wielki Czwartek minął mi w spokoju ducha i ciała. Wróciły co prawda wspomnienia związane z M. i jego decyzją.
Próbuję sobie w głowie ułożyć czy najpierw były słowa: "Chodźcie ze mną, a uczynię was rybakami łowiącymi ludzi" (Mt 4, 19), czy wiadomość o jego decyzji...
Sięgnęłam do wiarygodnego źródła. Najpierw były słowa, które wypowiedział. Myślałam, że były skierowane do mnie, ale okazało się, że do Niego.
Dziś wspominam to bez rozdarcia, bólu... Wcześniej strasznie mnie przejęło. Nie pamiętam czy płakałam jeszcze przy Nim, czy już w domu.
Dziś jestem spokojna. Dobrze wybrał... :)

Teraz sobie myślę, że nie warto pisać o burzy w szklance i sercu.
Bo jest Ktoś, kto mnie kocha. I ja Go kocham...   

mimo, że myśli, że żartuję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz