wtorek, 26 stycznia 2010

ona

spotkałam ją przypadkiem w sklepie zachodząc po bułkę na późne śniadanie. Stała tyłem i przeszło mi przez myśl, że tak właśnie chciałabym się ubierać. A kiedy się odwróciła, lekko mnie wmurowało. i szybko musiałam ubrać się w uśmiech.
Kilka miłych słów wymienionych w kolejce. I szłyśmy ten krótki kawałek do domu. Opowiadała mi jak to jest z jej Tomkiem w zimę. A ja to wiedziałam. Bo to kiedyś był mój Tomek...

sobota, 23 stycznia 2010

wątpliwość i poczucie niższości.

Szatan organizuje wyprzedaż.
Świadomy, iż trzeba iść z duchem czasu, Szatan postanowił urządzić wyprzedaż sporej części zapasów pokus. Zamieścił ogłoszenie w gazecie i cały następny dzień uwijał się , obsługując klientów w swoim sklepie. Na sprzedaż wystawione były różne niesamowite przedmioty: kamienie, na których mogą się potknąć cnotliwi, lustra zwiększające poczucie własnej wartości oraz okulary pomniejszające znaczenie innych. Na ścianie wisiało tez kilka cennych przedmiotów, takich jak: sztylet o zakrzywionym ostrzu służący do dźgania ludzi w plecy oraz sprzęt nagrywający plotki i kłamstwa.
Nie przejmuj się ceną! – wykrzykiwał stary Szatan do wszystkich potencjalnych klientów. – Dzisiaj już bierz ze sobą to, co chcesz, a zapłacisz mi, kiedy będziesz mógł.
Jeden z kupujących zauważył dwa bardzo zużyte narzędzia zepchnięte do kąta. Nie wyglądały one jakoś nadzwyczajnie, ale były bardzo drogie. Zaciekawiony tym spytał o nie Szatana:
- Te narzędzia są już bardzo zużyte, ponieważ korzystam z nich najczęściej – odrzekł Szatan ze śmiechem. – Nie chciałbym, żeby zbytnio rzucały się w oczy, ponieważ wówczas ludzie wiedzieliby, jak się przed nimi chronić. Ale obydwa są warte swojej ceny: pierwszym jest wątpliwość, a drugim poczucie Niższości. Kiedy wszystkie inne zawiodą, te działają zawsze.

P. Coelho.


Chyba Szatan często używa wobec mnie tych dwóch narzędzi...
Nie powiem, lubię kiedy ktoś połechta moją dumę, ale rzadko się to zdarza, więc poczucie niższości to mój najlepszy przyjaciel. Właśnie dlatego tak ciężko wejść mi w nowe otoczenie. Gdy mam wsparcie jest super, ale kiedy zostaję sama strasznie panikuję i zamykam się w sobie.
Jeszcze myśl o uznaniu. Taka przewrotna myśl przyszła mi do głowy. Często zależy mi na pozytywnej opinii osób obcych, pochlebstwa ze strony rodziny traktuję z pobłażaniem, "mówią tak bo wypada". A przecież powinno być dla mnie ważne co myślą bliscy, bo to oni najczęściej mają odwagę być szczerzy...
Chociaż opinii mojej mamy boję się strasznie...

środa, 20 stycznia 2010

Przesłuchanie anioła.

Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła

eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności

po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią

krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja

żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała

uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem

po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody

jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią

język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem

wieszają go głową w dół

z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Z.Herbert


Nie rozumiem Herberta. A może nie chcę zrozumieć? Jednak dziś chodzi mi po głowie interpretacja pana K., że tym aniołem jestem ja. I oprawcą jestem ja. Tak często. Nawet teraz. Robiąc coś wbrew sobie. Nie spodziewałam się takiej głębokości. Może właśnie dlatego nie rozumiem, bo tak wygodnie. Nie jest wbrew sobie, ale z lenistwa...

Mam nadzieję, że upadnę na kolana. I nie ironicznie to rozumiejąc. Rozsypały się okruszki w moim świecie...

Płaczliwy tydzień za mną. I dziś na prawdę wstydziłam się swoich łez. A teraz czuję taką ciepłą, wolno rozpływającą się ulgę.

Tomek właśnie mi nabija ramę tkacką. Ciekawe kiedy ze spokojem sumienia będę mogła usiąść do takich radosnych zabaw...?

Ulga.

Zaliczyłam tą podłą analizę dzieła literackiego! :) i to na 4,5!
i praca wyszła mi niezła ;)

Zadziwił mnie ogromnie wykładowca.

Nie dość, że od wejścia pamiętał moje imię - dzień dobry pani Klaudyno - to zapamiętał na jaki temat napisałam - ta pani praca o kowalewskiej, już, gdzieś tu ją mam.
Zaskoczył mnie jak nie wiem co. I tak po ludzku ze mną rozmawiał. No pełen zachwyt!


Na polu słowiańskim cieniutko... Jakoś w tym ferworze sesyjnej walki nie mam siły się jakoś przymierzyć choćby do wykrojów, przygotować je na papierze w dobrym rozmiarze...

Ogólnie mam wrażenie, że dopadła mnie ostatnio bylejakość. Coś tam niby robię, ale o 23 orientuję się, że to już wieczór, a u mnie jak zwykle nic nie zrobione...

Jeszcze tylko kilka dni i znów będzie fajnie. Chociaż z drugiej strony mój uniwersytet wielkich marzeń dalej nie wymyślił planu zajęć na przyszły semestr, więc sama nie wiem czy będzie kolorowo... Bardzo się przyzwyczaiłam do wolnych czwartków i piątków... :)

środa, 6 stycznia 2010

Bezimiennie.

Dziś tylko ciepła myśl dla Bezimiennego...

sobota, 2 stycznia 2010

2 dzień roku.

W zasadzie dla mnie zaczął się jakieś dwie godziny temu, ale korzystając z okazji, że jestem sama - piszę.

Dziś poczułam potrzebę porządkowania - z całkiem niezłym rezultatem :)
Zyskaliśmy trochę przestrzeni (zakrytej), wyrzuciliśmy parę niepotrzebnych rzeczy.

Wszystko się powoli stabilizuje... :)

i miło spędzamy czas :)

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy rok.

Jakoś tak inaczej niż zwykle. Czy lepiej czy gorzej nie wiem...
We dwoje.
Tylko.

Zmęczyłam się.


Za to dziś śmieszny dzień. Co prawda zaczął się ok. 12 i to praniem brudów (tak dosłownie... ;) ), ale później się rozkręcił.

obejrzeliśmy film z Olą, nauczyłyśmy się z czarna myszką sztuczki, byliśmy na łyżwach w Olą i Michałem, a potem byliśmy na wycieczce w poliklinice (weterynaryjnej. :) ).

"Dlaczego chow-chow mają niebieskie języki?
Bo polizały niebo.
A dlaczego?
Bo Pan Bóg im pozwolił."

:))))