W ramach szczerej rozmowy doszliśmy do wniosku, że czytając moje myśli, można uznać, że nie jestem szczęśliwa.
A tak nie jest. Jestem bardzo szczęśliwa. Wszystkie czarne chmury zostały nad Rodzinnym. We Własnym jest ciepło i słonecznie.
a nawet żeby było słoneczniej doświetlam się lampką (jeszcze z czasów dzieciństwa...). Lubię lampki. Mogłabym mieć ich więcej, bo mam tylko jedną własną.
Bo teraz mamy wszystko wspólne (oprócz laptopa, bo on jest Tomka) i od dziś lampka. Jak to przeczytasz będziesz już wiedział. :)
"Ogólnoskautowy" zlot jest w tym roku na Jamajce. Je, je, je... :)
Jutro spędzimy "wspólny" dzień. Lubię takie dni. :) nie musimy się spieszyć, nic nie musimy. Jesteśmy my i świat.
i jutro dokonam całopalenia panny depresji. bo i po co mi ona? Szczęścia nie daje, a korzyści z niej też nijakie.
W końcu jestem ROSYJSKĄ KSIĘŻNICZKĄ!
środa, 27 stycznia 2010
Panda 3.
Sesja sesją, a żyć trzeba. Zaliczyłam dziś na trzy...
Niby fajnie, że zaliczone, ale z drugiej strony nie czuję się fair. Nie uczyłam się zupełnie, zaliczyłam, bo wyglądam na zagubioną w czasie i przestrzeni... I żal mi tych, którzy sumiennie cały tydzień a może i więcej się uczyli, a też tróję dostali.
Bo materiału było właśnie na tyle dni nauki...
Już dawno temu zaświtał mi w głowie pomysł odwiedzenia babci Tereski. Ale ciężko mi go zrealizować, bo babcia jest specyficzna. Dziś dzwoniąc miałam wrażenie, że ona nie bardzo ma ochotę na tą wizytę...
I zawsze boję się, że spotkam się z nią ostatni raz.
Boję się też całych Bartoszyc. Bo...
Cały miniony rok wypierałam fakt śmierci Kamila, a teraz towarzyszy mi codziennie. Mam przez to jakieś chore obsesyjne lęki. Boję się sama pójść pod prysznic, boję się zostawać sama.
Wczoraj zrobiłam awanturę T. bo pukał do drzwi łazienki. Mimo, że wiedziałam, że to on, to panicznie się bałam.
Chyba przydałby mi się dobry psycholog.
M. (anonimie) - i Twój też...
Czy to nie jest dziwne? Zastanawia mnie czy ona wie, że my z nim kiedyś...?
Bo jeśli tak to się jej dziwię lekkości tematu, przyjacielskiej postawy, nie istnienia problemu.
A może tylko ja jestem taka zawistno-wredna? Albo my dwie? ;)
Fairy - książka mojego autorstwa byłaby jakąś totalną psychodelą... ;) Zwłaszcza, że ostatnio moje imię brzmi Panna Depresja. Choć nie ukrywam, że jest to na mojej liście marzeń...
I w sumie jako marna polonistka właśnie książkę powinnam popełnić... ;)
Niby fajnie, że zaliczone, ale z drugiej strony nie czuję się fair. Nie uczyłam się zupełnie, zaliczyłam, bo wyglądam na zagubioną w czasie i przestrzeni... I żal mi tych, którzy sumiennie cały tydzień a może i więcej się uczyli, a też tróję dostali.
Bo materiału było właśnie na tyle dni nauki...
Już dawno temu zaświtał mi w głowie pomysł odwiedzenia babci Tereski. Ale ciężko mi go zrealizować, bo babcia jest specyficzna. Dziś dzwoniąc miałam wrażenie, że ona nie bardzo ma ochotę na tą wizytę...
I zawsze boję się, że spotkam się z nią ostatni raz.
Boję się też całych Bartoszyc. Bo...
Cały miniony rok wypierałam fakt śmierci Kamila, a teraz towarzyszy mi codziennie. Mam przez to jakieś chore obsesyjne lęki. Boję się sama pójść pod prysznic, boję się zostawać sama.
Wczoraj zrobiłam awanturę T. bo pukał do drzwi łazienki. Mimo, że wiedziałam, że to on, to panicznie się bałam.
Chyba przydałby mi się dobry psycholog.
M. (anonimie) - i Twój też...
Czy to nie jest dziwne? Zastanawia mnie czy ona wie, że my z nim kiedyś...?
Bo jeśli tak to się jej dziwię lekkości tematu, przyjacielskiej postawy, nie istnienia problemu.
A może tylko ja jestem taka zawistno-wredna? Albo my dwie? ;)
Fairy - książka mojego autorstwa byłaby jakąś totalną psychodelą... ;) Zwłaszcza, że ostatnio moje imię brzmi Panna Depresja. Choć nie ukrywam, że jest to na mojej liście marzeń...
I w sumie jako marna polonistka właśnie książkę powinnam popełnić... ;)
wtorek, 26 stycznia 2010
ona
spotkałam ją przypadkiem w sklepie zachodząc po bułkę na późne śniadanie. Stała tyłem i przeszło mi przez myśl, że tak właśnie chciałabym się ubierać. A kiedy się odwróciła, lekko mnie wmurowało. i szybko musiałam ubrać się w uśmiech.
Kilka miłych słów wymienionych w kolejce. I szłyśmy ten krótki kawałek do domu. Opowiadała mi jak to jest z jej Tomkiem w zimę. A ja to wiedziałam. Bo to kiedyś był mój Tomek...
Kilka miłych słów wymienionych w kolejce. I szłyśmy ten krótki kawałek do domu. Opowiadała mi jak to jest z jej Tomkiem w zimę. A ja to wiedziałam. Bo to kiedyś był mój Tomek...
sobota, 23 stycznia 2010
wątpliwość i poczucie niższości.
Szatan organizuje wyprzedaż.
Świadomy, iż trzeba iść z duchem czasu, Szatan postanowił urządzić wyprzedaż sporej części zapasów pokus. Zamieścił ogłoszenie w gazecie i cały następny dzień uwijał się , obsługując klientów w swoim sklepie. Na sprzedaż wystawione były różne niesamowite przedmioty: kamienie, na których mogą się potknąć cnotliwi, lustra zwiększające poczucie własnej wartości oraz okulary pomniejszające znaczenie innych. Na ścianie wisiało tez kilka cennych przedmiotów, takich jak: sztylet o zakrzywionym ostrzu służący do dźgania ludzi w plecy oraz sprzęt nagrywający plotki i kłamstwa.
Nie przejmuj się ceną! – wykrzykiwał stary Szatan do wszystkich potencjalnych klientów. – Dzisiaj już bierz ze sobą to, co chcesz, a zapłacisz mi, kiedy będziesz mógł.
Jeden z kupujących zauważył dwa bardzo zużyte narzędzia zepchnięte do kąta. Nie wyglądały one jakoś nadzwyczajnie, ale były bardzo drogie. Zaciekawiony tym spytał o nie Szatana:
- Te narzędzia są już bardzo zużyte, ponieważ korzystam z nich najczęściej – odrzekł Szatan ze śmiechem. – Nie chciałbym, żeby zbytnio rzucały się w oczy, ponieważ wówczas ludzie wiedzieliby, jak się przed nimi chronić. Ale obydwa są warte swojej ceny: pierwszym jest wątpliwość, a drugim poczucie Niższości. Kiedy wszystkie inne zawiodą, te działają zawsze.
P. Coelho.
Chyba Szatan często używa wobec mnie tych dwóch narzędzi...
Nie powiem, lubię kiedy ktoś połechta moją dumę, ale rzadko się to zdarza, więc poczucie niższości to mój najlepszy przyjaciel. Właśnie dlatego tak ciężko wejść mi w nowe otoczenie. Gdy mam wsparcie jest super, ale kiedy zostaję sama strasznie panikuję i zamykam się w sobie.
Jeszcze myśl o uznaniu. Taka przewrotna myśl przyszła mi do głowy. Często zależy mi na pozytywnej opinii osób obcych, pochlebstwa ze strony rodziny traktuję z pobłażaniem, "mówią tak bo wypada". A przecież powinno być dla mnie ważne co myślą bliscy, bo to oni najczęściej mają odwagę być szczerzy...
Chociaż opinii mojej mamy boję się strasznie...
Świadomy, iż trzeba iść z duchem czasu, Szatan postanowił urządzić wyprzedaż sporej części zapasów pokus. Zamieścił ogłoszenie w gazecie i cały następny dzień uwijał się , obsługując klientów w swoim sklepie. Na sprzedaż wystawione były różne niesamowite przedmioty: kamienie, na których mogą się potknąć cnotliwi, lustra zwiększające poczucie własnej wartości oraz okulary pomniejszające znaczenie innych. Na ścianie wisiało tez kilka cennych przedmiotów, takich jak: sztylet o zakrzywionym ostrzu służący do dźgania ludzi w plecy oraz sprzęt nagrywający plotki i kłamstwa.
Nie przejmuj się ceną! – wykrzykiwał stary Szatan do wszystkich potencjalnych klientów. – Dzisiaj już bierz ze sobą to, co chcesz, a zapłacisz mi, kiedy będziesz mógł.
Jeden z kupujących zauważył dwa bardzo zużyte narzędzia zepchnięte do kąta. Nie wyglądały one jakoś nadzwyczajnie, ale były bardzo drogie. Zaciekawiony tym spytał o nie Szatana:
- Te narzędzia są już bardzo zużyte, ponieważ korzystam z nich najczęściej – odrzekł Szatan ze śmiechem. – Nie chciałbym, żeby zbytnio rzucały się w oczy, ponieważ wówczas ludzie wiedzieliby, jak się przed nimi chronić. Ale obydwa są warte swojej ceny: pierwszym jest wątpliwość, a drugim poczucie Niższości. Kiedy wszystkie inne zawiodą, te działają zawsze.
P. Coelho.
Chyba Szatan często używa wobec mnie tych dwóch narzędzi...
Nie powiem, lubię kiedy ktoś połechta moją dumę, ale rzadko się to zdarza, więc poczucie niższości to mój najlepszy przyjaciel. Właśnie dlatego tak ciężko wejść mi w nowe otoczenie. Gdy mam wsparcie jest super, ale kiedy zostaję sama strasznie panikuję i zamykam się w sobie.
Jeszcze myśl o uznaniu. Taka przewrotna myśl przyszła mi do głowy. Często zależy mi na pozytywnej opinii osób obcych, pochlebstwa ze strony rodziny traktuję z pobłażaniem, "mówią tak bo wypada". A przecież powinno być dla mnie ważne co myślą bliscy, bo to oni najczęściej mają odwagę być szczerzy...
Chociaż opinii mojej mamy boję się strasznie...
środa, 20 stycznia 2010
Przesłuchanie anioła.
Kiedy staje przed nimi
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła
eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności
po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią
krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja
żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała
uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem
po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody
jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią
język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem
wieszają go głową w dół
z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Z.Herbert
Nie rozumiem Herberta. A może nie chcę zrozumieć? Jednak dziś chodzi mi po głowie interpretacja pana K., że tym aniołem jestem ja. I oprawcą jestem ja. Tak często. Nawet teraz. Robiąc coś wbrew sobie. Nie spodziewałam się takiej głębokości. Może właśnie dlatego nie rozumiem, bo tak wygodnie. Nie jest wbrew sobie, ale z lenistwa...
Mam nadzieję, że upadnę na kolana. I nie ironicznie to rozumiejąc. Rozsypały się okruszki w moim świecie...
Płaczliwy tydzień za mną. I dziś na prawdę wstydziłam się swoich łez. A teraz czuję taką ciepłą, wolno rozpływającą się ulgę.
Tomek właśnie mi nabija ramę tkacką. Ciekawe kiedy ze spokojem sumienia będę mogła usiąść do takich radosnych zabaw...?
w cieniu podejrzenia
jest jeszcze cały
z materii światła
eony jego włosów
spięte są w pukiel
niewinności
po pierwszym pytaniu
policzki nabiegają krwią
krew rozprowadzają
narzędzia i interrogacja
żelazem trzciną
wolnym ogniem
określa się granice
jego ciała
uderzenie w plecy
utrwala kręgosłup
między kałużą a obłokiem
po kilku nocach
dzieło jest skończone
skórzane gardło anioła
pełne jest lepkiej ugody
jakże piękna jest chwila
gdy pada na kolana
wcielony w winę
nasycony treścią
język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem
wieszają go głową w dół
z włosów anioła
ściekają krople wosku
tworząc na podłodze
prostą przepowiednię
Z.Herbert
Nie rozumiem Herberta. A może nie chcę zrozumieć? Jednak dziś chodzi mi po głowie interpretacja pana K., że tym aniołem jestem ja. I oprawcą jestem ja. Tak często. Nawet teraz. Robiąc coś wbrew sobie. Nie spodziewałam się takiej głębokości. Może właśnie dlatego nie rozumiem, bo tak wygodnie. Nie jest wbrew sobie, ale z lenistwa...
Mam nadzieję, że upadnę na kolana. I nie ironicznie to rozumiejąc. Rozsypały się okruszki w moim świecie...
Płaczliwy tydzień za mną. I dziś na prawdę wstydziłam się swoich łez. A teraz czuję taką ciepłą, wolno rozpływającą się ulgę.
Tomek właśnie mi nabija ramę tkacką. Ciekawe kiedy ze spokojem sumienia będę mogła usiąść do takich radosnych zabaw...?
Ulga.
Zaliczyłam tą podłą analizę dzieła literackiego! :) i to na 4,5!
i praca wyszła mi niezła ;)
Zadziwił mnie ogromnie wykładowca.
Nie dość, że od wejścia pamiętał moje imię - dzień dobry pani Klaudyno - to zapamiętał na jaki temat napisałam - ta pani praca o kowalewskiej, już, gdzieś tu ją mam.
Zaskoczył mnie jak nie wiem co. I tak po ludzku ze mną rozmawiał. No pełen zachwyt!
Na polu słowiańskim cieniutko... Jakoś w tym ferworze sesyjnej walki nie mam siły się jakoś przymierzyć choćby do wykrojów, przygotować je na papierze w dobrym rozmiarze...
Ogólnie mam wrażenie, że dopadła mnie ostatnio bylejakość. Coś tam niby robię, ale o 23 orientuję się, że to już wieczór, a u mnie jak zwykle nic nie zrobione...
Jeszcze tylko kilka dni i znów będzie fajnie. Chociaż z drugiej strony mój uniwersytet wielkich marzeń dalej nie wymyślił planu zajęć na przyszły semestr, więc sama nie wiem czy będzie kolorowo... Bardzo się przyzwyczaiłam do wolnych czwartków i piątków... :)
i praca wyszła mi niezła ;)
Zadziwił mnie ogromnie wykładowca.
Nie dość, że od wejścia pamiętał moje imię - dzień dobry pani Klaudyno - to zapamiętał na jaki temat napisałam - ta pani praca o kowalewskiej, już, gdzieś tu ją mam.
Zaskoczył mnie jak nie wiem co. I tak po ludzku ze mną rozmawiał. No pełen zachwyt!
Na polu słowiańskim cieniutko... Jakoś w tym ferworze sesyjnej walki nie mam siły się jakoś przymierzyć choćby do wykrojów, przygotować je na papierze w dobrym rozmiarze...
Ogólnie mam wrażenie, że dopadła mnie ostatnio bylejakość. Coś tam niby robię, ale o 23 orientuję się, że to już wieczór, a u mnie jak zwykle nic nie zrobione...
Jeszcze tylko kilka dni i znów będzie fajnie. Chociaż z drugiej strony mój uniwersytet wielkich marzeń dalej nie wymyślił planu zajęć na przyszły semestr, więc sama nie wiem czy będzie kolorowo... Bardzo się przyzwyczaiłam do wolnych czwartków i piątków... :)
środa, 6 stycznia 2010
sobota, 2 stycznia 2010
2 dzień roku.
W zasadzie dla mnie zaczął się jakieś dwie godziny temu, ale korzystając z okazji, że jestem sama - piszę.
Dziś poczułam potrzebę porządkowania - z całkiem niezłym rezultatem :)
Zyskaliśmy trochę przestrzeni (zakrytej), wyrzuciliśmy parę niepotrzebnych rzeczy.
Wszystko się powoli stabilizuje... :)
i miło spędzamy czas :)
Dziś poczułam potrzebę porządkowania - z całkiem niezłym rezultatem :)
Zyskaliśmy trochę przestrzeni (zakrytej), wyrzuciliśmy parę niepotrzebnych rzeczy.
Wszystko się powoli stabilizuje... :)
i miło spędzamy czas :)
piątek, 1 stycznia 2010
Nowy rok.
Jakoś tak inaczej niż zwykle. Czy lepiej czy gorzej nie wiem...
We dwoje.
Tylko.
Zmęczyłam się.
Za to dziś śmieszny dzień. Co prawda zaczął się ok. 12 i to praniem brudów (tak dosłownie... ;) ), ale później się rozkręcił.
obejrzeliśmy film z Olą, nauczyłyśmy się z czarna myszką sztuczki, byliśmy na łyżwach w Olą i Michałem, a potem byliśmy na wycieczce w poliklinice (weterynaryjnej. :) ).
"Dlaczego chow-chow mają niebieskie języki?
Bo polizały niebo.
A dlaczego?
Bo Pan Bóg im pozwolił."
:))))
We dwoje.
Tylko.
Zmęczyłam się.
Za to dziś śmieszny dzień. Co prawda zaczął się ok. 12 i to praniem brudów (tak dosłownie... ;) ), ale później się rozkręcił.
obejrzeliśmy film z Olą, nauczyłyśmy się z czarna myszką sztuczki, byliśmy na łyżwach w Olą i Michałem, a potem byliśmy na wycieczce w poliklinice (weterynaryjnej. :) ).
"Dlaczego chow-chow mają niebieskie języki?
Bo polizały niebo.
A dlaczego?
Bo Pan Bóg im pozwolił."
:))))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)