wtorek, 29 września 2009

Mój dom...

Nowy adres.
Nowe perspektywy.
Nowe zwierzaki.

No cóż.
Mamy te nasze myszy, a do tego domowe koty okazały się gratisem... Korzystają z każdej okazji "drzwi otwartych" ;)

Mam już plan zajęć i jak się okazało zaczynam naukę już w czwartek...
No cóż...

Czyli podejrzewam, że moja praca w zoologicznym dobiega końca. Mam w zasadzie całe dnie, od rana do wieczora. Jedynym plusem będzie dzień lub dwa wolne... :)

Co do naszego wspólnego życia.
Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Jestem szczęśliwa. Niezaprzeczalnie. Ale brakuje teraz czegoś w moim życiu...
Może beztroski? Może trochę niewinności?

Sama nie wiem.

Ale bez przesady. Nie będę narzekać...
Problemów i tak am niemało, więc nie ma potrzeby wymyślać kolejnych...

sobota, 19 września 2009

Nowatorsko-lokatorsko

Dziś mijają dwa tygodnie od przeprowadzki a On dalej ze mną mieszka! Niewiarygodne.
Zauważam coraz więcej swoich wad. Jestem wredna, kapryśna, leniwa. Jestem też egoistką.

Ale nie powiem, że z Nim też jest lekko. Jestem trochę zmęczona, ale już po dniu rozłąki strasznie tęskniłam.

Nowe wydarzenie - mam pracę. Jestem panią z zoologicznego. Co prawda na okresie próbnym, ale zawsze. ;)
I dziś spotkało mnie smutne zdarzenie - malutka fretka, jeszcze w sumie nie zdążyłam się do niej przywiązać, ale już jest ciężko chora. Pewnie zdechnie w nocy. Straszne to...

W ogóle ciężko jest mi się dostosować tam. Bo wszyscy mówią, że mam się uczyć tego czy tamtego, a ja mówię, że już to umiem, oni nie wierzą. Eh. Ale szef to szef.
Ale dostałam dziś dobrą wskazówkę, nie muszę już wymyślać zajęć sobie na siłę... ;)
I mam dwóch sojuszników w pracy.

W ogóle zrobiły się z nas nocne zwierzątka. Wracamy do domu ok 22-24, trochę jeszcze posiedzimy, coś porobimy, a potem śpimy do 10...

W ogóle ambitny plan dnia:
10 - pobudka
10 - 14 prace ręczne lub tym podobne
14 - 15 obiad (lub tym podobne)
i chwilę po 15 mam już autobus do pracy.
Wracam na tyle późno, że albo obejrzymy Dr.House, albo i nie i idziemy spać...
I teraz zrobię to samo... ;)

wtorek, 1 września 2009

Kampania wrześniowa...

Dziś wróciłam z Warszawy/Kulki... i okazało się, że mam jutro egzamin z Młodej Polski.

Więc trafiłam na coś ślicznego w tej całej dekadenckiej nędzy:

A kiedy będziesz moją żoną...

A kiedy będziesz moją żoną,

umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.
Rozwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady
i róże śliczne, i powoje
całować będą włosy twoje.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.
Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.
Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.
Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy,
kędy drzwi miłość nam otworzy.

K. Przerwa - Tetmajer

sobota, 22 sierpnia 2009

Kolonijnie part. 2

Taki jakoś dziwnie wesoły dzień... :)

Dużo śmiechu. Dużo śmiechu w duszy... :)
Wygłupiamy się z Marchewką na maksa. Tańczymy szalone polki, czasem i tańce - przytualńce. ;)
Na razie tylko ja je inicjuję, ale może z czasem i on zacznie szaleć. :)
Mam wrażenie, że przez to, że jesteśmy ciągle ze sobą, staliśmy się bardziej otwarci... :)

Dziś był na tyle kochany, że nie obudził mnie nawet na zaprawę... :) Więc pospałam pół godzinki dłużej. W ogóle mam chyba spore braki w śnie, a może to pogoda, ale przysypiam cały dzień, gdzie popadnie...

Ale jest i druga strona medalu. Irytują mnie jego codzienne zabawy gwizdkiem podczas zbiórek dzieci, dmucha sobie w niego, gwiżdże sobie po cichutku, co doprowadza mnie do pasji, zwłaszcza kiedy chcę coś powiedzieć...
I wkurza mnie drugi dzień piosenką "Zośka". Już mi się na tyle wkręciła, że sama ją podśpiewuję i zajęła 117 miejsce w moim świętym śpiewniku...

W sumie ma całkiem niezły tekst. :)

Pewne ślubne dewagacje...
jeśli kiedyś stanie się tak, że mój PM i ja zadecydujemy, że ten ślub to już tak na bank, to liczba naszych gości topnieje w oczach.
W zasadzie liczba przyjaciół, którzy kiedyś byli wokół mnie, a teraz przez moje dziecinne a często i chamskie zachowanie oddalili się na tyle, że już sama nie wiem kto mianuje się moim przyjacielem, a kto już tylko kolegą...

W sumie dzięki tej izolacji od świata sama mam czas na przewartościowanie swojego życia, określenie nowych priorytetów, sprecyzowanie starych...

Moje nowe postanowienie - ukończyć kurs żeglarza jachtowego... Nie wiem na ile mi się to uda, przy mojej wodnej fobii, ale próbować zawsze warto...

Bo mam taką wizję przyszłości, że weźmiemy w czarter jakiś jachcik, razem z naszymi maluchami (tymi, które dopiero się urodzą... ;) ) i kilka dni będziemy sobie żeglować od portu do portu...

ach ja...

Kolonijnie

Od trzech dni śpię w tym podłym namiocie, zniosłam degradację dużo lepiej niż myślałam... :)
I w sumie nie jest nawet tak zimno.
Niestety po tylu turnusach już nie bardzo się nawet staram poznać imiona dzieci... Znam na razie tylko te, które są niegrzeczne... W sumie mam w grupie 20 osób - 5 chłopców i 15 dziewczynek, które zlewają mi się w zasadzie w jedną masę.
Odzyskałam dziś głos, co cieszy mnie niezmiernie... :)
Wreszcie mogę zabrać głos w różnych kwestiach...
W ciągu tych kilku dni miałam kilka ścięć z wychowawcą, z którym przyszło mi pracować... Złości i irytuje mnie ten człowiek niemiłosiernie...

Eh... Żyję w ciągłym stresie. PM się domyśli o co chodzi...

Kupujemy jednak trzy myszki - każdą inną :)
shs black tan, shs chocolate tan i shs dove tan... :)
Strasznie się ciesze... :)

Nie rozmawiam z M.K. od kilku dni zupełnie, wczoraj sytuacja mnie zmusiła... bywa.

Muszę kończyć, bo czas zająć się dziećmi. ;/

a i kupiłam sobie ślicznego polarka.

środa, 19 sierpnia 2009

Konwojowo...

Tak na szybko, był Gdańsk - było cudownie... :)
szkoda, że musimy już wracać...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Tęskniacz...

Na szarej ulicy wieczorem,
Można spotkać tęskniacza.
Cichy, szary, samotny
Włóczy się wieczorami
Chowa się przed ludźmi
w ciemne zakamarki.
Tęskniacza zobaczyć mogą
tylko ci co tęsknią
Przychodzi siada obok
bo on zawsze tęskni,
Szary, cichy, samotny
tęskniacz tęskni za tęsknotą...
autor: Indygo

Spotkałam takiego tęskniacza... Ale nie tęsknię za tęsknotą... Tęsknię za T. i mimo, że zawsze tęskniłam, to ta dzisiejsza tęsknota jest inna. Taka nieznośna. :(