sobota, 30 maja 2009

tygodnik...

ach.. rozszalałam się.
W czwartek byłam na KSI, jednak będę ciągnąć tego phma...

W piątek wieczorem byliśmy z T. na łowieniu nietoperzy. :)
zdjęcia tu.

W sobotę byliśmy na zbiórce wyborczej. Startowałam na delegata. Ale przegrałam. Już bez emocji... ;)

W sobotę byliśmy też na urodzinach A. (przyjaciela T. - mam nadzieję, że w przyszłości i mojego...).
Myślałam, że będzie traumatycznie, ale było całkiem przyjemnie. Tylko wyszedł na jaw (mój jaw ;) ) egoizm. Postaram się z tym jeszcze bardziej walczyć... Przekonałam się do Sprajta, polubiłam nowego Tomka - fotoedytora, przełamaliśmy kolejną barierę z T. Zdążyłam się zezłościć w niedzielę.

Niedziela miała być dla nas... Ale wyszło inaczej... Kobiety (w postaci mnie, Agi i Tomka - fotoedytora) grillowały, a mężczyźni pracowali... ;) Mam nadzieję, że Tomek się nie obrazi... ;)
Popołudnie z fochem było dla nas... I noc. Bo...

W poniedziałek z samego rana pojechałam z Elbląga do Olsztyna. Wracając do domu nie zdążyłam na pociąg, bo jakaś staruszka dostała zawału w autobusie, którym wracałyśmy i na karetkę czekaliśmy 10 minut, mimo, że staliśmy na przystanku "Szpital Wojewódzki"...
Ale nic. Po południu dostałam propozycję pracy - animatorki na wycieczce Częstochowa - Zakopane - Kraków. I jak mogłam odmówić...? ;)

Resztę opiszę jutro, bo się już trochę zmęczyłam... ;)

wtorek, 19 maja 2009

Zapach czekolady.

W zasadzie nie ma o czym pisac.
Niemiły szkolny incydent. Zmarnowanych wiele godzin.

A! przepraszam. Karmiłam dziś owce! Cudna sprawa. Pomijając fakt, że biły się o koniczynkę z ręki.

a z tematu...
czekolada wedla pachnie pięknie...
nie wiem czy wynikało to z czekoladowego głodu, czy z jej jakości, ale coś pięknego.
Nawet cudowna milka nie ma takiego zapachu...
ach...


a jak opiszesz smak brukselki?
ja dziś jadłam jedną w zupie własnego i hortexu autorstwa. smakowała brukselkowo... ;)




Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie
Tak żyłem

"Beniowski"


a skad z samego rana wziął mi się grób agamnemona - nie wiem... ;) pewnie z niewyspania...

niedziela, 17 maja 2009

bierzmowanie

taa.
niedziela. niedzielnie. niedzielą. niedzieli.

było dziś bierzmowanie Moniki. całkiem spoko. w sumie szybka akcja i po sprawie.

dawno nie pisałam, bo masa złych myśli w głowie.

Śniło mi się dziś, że zostałam zabita. Chociaz to może duże słowa.
Jechała autobusem 11 z babcią, ale nie było mi po drodze do domu. Więc wysiadłam przy światłach. Padał deszcz. Więc postanowiłam przejść na drugą stronę ulicy, żeby wrócić do domu 5, przechodząc (a w sumie przebiegając) przez ulicę, uderzył we mnie samochód - taki dostawczy pocztowy - żółty. Nawet pamiętam twarz kierowcy. Przerażona perspektywą uderzenia go we mnie chciałam się cofnąć, ale nawet nie było gdzie. Poczułam uderzenie i potworny ból. Tak mocny, że się obudziłam.

W związku z myślami, sen trochę mnie zmroził...

czwartek, 14 maja 2009

kilka słów o wczoraj.

rosyjski szybciutko minął, ale myślę, że to dlatego, że ukradli pociąg i będziemy się trochę spóźniać... ;)
po rosyjskim godzina przerwy, podczas której nie wiem co robiłyśmy.
Teatr, jak to teatr. trochę nudno. Zauważyłam, że zupełnie się wyłączam, nawet nie wiedząc kiedy... Więc i to minęło dość szybko.
Za to na analizę spóźniłyśmy się ponad 20 minut, bo byłyśmy u A. porozmawiać o pracach, zgubiła się moja pierwsza strona. ;)
Później wycieczka teoretycznie na Pieczewo, ale zobaczyłyśmy Lidla, więc wysiadłyśmy... ;)

Dzień całkiem spoko. Bardzo emocjonalnie reaguję niestety na brak T. bo dawno się nie widzieliśmy. i jestem niesprawiedliwa. ;(

Pozszywam dziś te lecące gęsi, to może i zdążę wrzucić na tamtego bloga zdjęcia.
Będę dziś bawić się w nianię... ;)

wtorek, 12 maja 2009

krótko.

Dzień Cygana z akordeonem.
Dzień Świra.

Panna z mokrą głową ma na imię Irenka.
jutro uzupełnię.... ;)

poniedziałek, 11 maja 2009

taaa

co za marny dzień. wszystko chyba przez złe samopoczucie...
ale dziś doszliśmy do wspaniałego porozumienia!
będzie tylko jedno wesele! co prawda dłuższe, ale i niewysokim kosztem... dobrze mi z tym.
czuję się szczęśliwa, bo wreszcie normalnie rozmawiamy, dochodzę też do sensownych wniosków.
Ci z którymi chcę świętować są wyjątkowi, a wyjątkowych ludzi niema zbyt wielu.

ach... chciałabym już Mu ślubować...


kocham zuchy - świruchy...!

brzuszek chodzi i boli cały czas. ale ponoć będzie lepiej...


i sprostowanie:
zdanie brzmieć powinno:
Marysia zapytała czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, jednak okazało się że zabrakło chleba, dlatego postanowiła pójść do sklepu, więc żeby zaoszczędzić czas, postanowiła pojechać rowerem, ale okazało się, że opona jest przebita, więc Marysia poszła do kolegi, od którego chciała pożyczyć pompkę, ale on nie chciał jej pożyczyć Marysi, ponieważ był w niej zakochany i nie chciał, żeby ta robiła kanapki Michałowi, w wyniku tego Michał umarł z głodu, Marysia z rozpaczy umarła zaraz po nim, a kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też umarł.

niedziela, 10 maja 2009

Niedzielnik.

Dzień raczej smętny...
Połowa przespana, połowa przeleżana.
Z ważnych wydarzeń, zostałam zaplasterkowana.
o.