wtorek, 28 kwietnia 2009

motylkowo

jakoś tak.

po pierwsze lód w brzuchu się stopił. i dobrze:)
dziś już tylko wszechogarniajaca radość na samą myśl :)

zaliczyłam koło z gramatyki!:)

pewien wniosek - biedronki są mądrzejsze niż motyle, więc kolejny raz zwyciężył intelekt nad wyglądem! :)
uratowałam pięknego, ale niezaradnego motyla z autobusu. Z obawą, że mnie ugryzie... ;)
(w końcu nigdy nie byłam dobra z biologi...)
i pytanie przy okazji: czy motyle mają serce?

proste zdanie złożone, stworzone na potrzeby nauki:
Marysia zapytała, czy lubi pomidory, bo chciała zrobić Michałowi kanapkę, ale okazało się, że nie ma chleba, więc postanowiła pójść do sklepu, aby oszczędzić czasu, chciała wziąć rower, ale była przebita opona, poszła do kolegi, który miał pompkę do roweru, jednak nie chciał jej pożyczyć Marysi, bo nie chciał, żeby robiła kanapki Michałowi, ponieważ był w niej zakochany, w wyniku czego Michał zmarł z głodu, Marysia z żalu, a zakochany kolega wbił sobie pompkę w tchawicę i też zmarł.

prawie jak Sienkiewicz. pomijamy stylistykę, bo chodziło o wielokrotne złożenie... ;)

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

rozmemłany dzień

Rano szkoła, na krótką chwilkę, jak zwykle w poniedziałek, dłużej się jechało niż siedziało na wykładzie...

roszczeniowy humor minął. mam nadzieję, że już na zawsze.
zostałam wystawiona i wrobiona przez pewną osobę dziś, ale co mi da, że będę się złościć.
zawitała we mnie nadzieja, bo T. chyba przyjedzie w piątek, a może i w czwartek.

Próbowałam dziś pikowania, ale zupełnie mi nie wychodzi. W ogóle moje szycie to jakiś jeden wielki żal... ;/ brak mi motywacji, bo zawiodła mnie osoba, która była dla mnie autorytetem w tej dziedzinie. :(
ale zmieniłam nitkę to przynajmniej maszyna przestała pętelkować.

po zbiórce zuchowej lepiej, tak przyjemnie. :)
ja to chyba kocham te dzieci. Tyle optymizmu w małych ludziach... :)

Z Kimś Ważnym krążymy koło trudnego tematu. Takie uczucie zimna w brzuchu. Czy to stres...?

niedziela, 26 kwietnia 2009

porajdowo.

Bardzo przyjemny weekend! :)
czas z przemiłymi ludźmi, głupotki w głowach. I nie wygraliśmy bo nie chcieliśmy! :)
i był gumisiowo - piernikowy tort, śpiewanie do ciemnej nocy, zakurzone skarpetki w świetle kościelnych witraży, wyłączone mikrofony, zupki chińskie (te z Radomia) z herbatką, były też tęsknotki, kilka łez, kultywowanie tradycji, dzielny kowal, szaleństwa na sianie, kornik, bażancie jajka, ksiądz, który dzięki nam odmłodniał i to wszystko o czym zapomniałam teraz ze zmęczenia.

Ula ma już 18 lat i jeden dzień, a przede mną impreza osiemnastkowa. a w sumie dwie, ale nie wyprzedzajmy faktów.

i będziemy drużyną artystyczną!


" my mówimy że, wy mówicie nada" ;)

czwartek, 23 kwietnia 2009

czwartek

jakoś mi dzień minął na niczym. Poprawiłam co trzeba było poprawić, zrobiłam malutkie zakupki, byłam na chwilkę w hufcu, wymyśliłam ciasto - tort dla U., skończyłam pisać wstęp pracy i go nawet wysłałam, ugotowałam sobie obiad, rozwiesiłam pranie, wystawiłam zaległe komentarze na allegro, poszyłam trochę, ale maszyna mi pentelkuje i nie wiem co zrobić. Muszę się jeszcze spakować, upiec to wspomniane ciasto i zrobić kilka innych pierdół.

Dziś dzień pod znakiem głodu. Co chwila jem i ciągle jestem głodna. Przez pisanie pracy tak na prawdę nie mam chyba natchnienia dziś na pisanie.

Jutro PORE. Zamierzam leżeć na słonku i spalić pyszczek, bo marzą mi się piegi... :)
Eh. Zapomniałam o zadaniach przedrajdowych... coś ostatnio roztargniona jestem.

środa, 22 kwietnia 2009

Dzien urodzinowy.

Zakochanie

Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic.
Jestem może bledsza,
trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska)

Tak mi jakoś chyba właśnie. Sama nie wiem. Z jednej strony tyle emocji, godziny rozmów, wymiany myśli i poglądów. Ale z drugiej taka pustka. Kochanowskiego "pełno nas a jakoby nikogo nie było" sprawdza się doskonale...

Marznę strasznie mimo wiosny za oknem. Byłam dziś z K.G. w cerkwi olsztyńskiej, pooglądałyśmy ikonostas przez szybki w drzwiach. Później spacer do maca. Więc postanowienie nie odwiedzenia go w tym tygodniu padło. Ale skończyło się tylko na lodzie... ;)
Ogólnie śmieszny dzień. Rosyjski szybko minął. Nawet nie było tak źle. Obiecuję sobie tylko, że muszę nauczyć się literek od nowa, bo za wolno czytam... :( Wróciłyśmy okejką. Nawet nie było tak źle, pomijając fakt gorąca strasznego.

W domu mama ma urodziny. Kwiaty. Ja lubię dostawać kwiaty. Przyjemne uczucie. :) taka myśl, że ten kwiatek rósł specjalnie dla ciebie. Wszystkie płatki nabierały najpiękniejszych barw, po to aby cieszyć twoje oczy, roztaczać zapach przywodzący na myśl wiosnę, lato... :)

Nie lubię róż. A raczej ich zapachu. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że róże są pospolite. Myślę, że raczej po prostu popularne. Bo mimo zapachu wywołują we mnie podziw. Za swój perfekcyjny kształt... Miękkość płatków...

Za to ulubionymi kwiatkami są konwalie. Co prawda ich zapach też jest troszkę męczący, ale ponieważ kwitną niecały miesiąc, są na tyle wyjątkowe, że nie mogę ich nie kochać... :) i ich słodki, niewinny wygląd... "Konwalie są takie ulotne".

Dzisiejszy dzień, to też dzień szczerości. Pogadałam chwilkę z mamą. I jakoś mi spokojnie. Nie ma nic przeciwko wyprowadzce, tylko się o mnie martwi. O to jak sobie poradzimy.
Ale ja wiem, że będzie dobrze!

wtorek, 21 kwietnia 2009

wtorek.

jakiś marny ten dzisiejszy dzień. niby dużo a mało się wydarzyło.
Lubię być miła. W sensie dla obcych. :) dla znajomych też ale to już inne bycie miłym. Zwiedziłam dziś rząd sklepów w poszukiwaniu prezentu dla M. z okazji jutrzejszych urodzin, ale niestety nic nie znalazłam. Za to ugadałam się z panem miłym w sprawie szkiełek, które dla mnie zamówi. Dużo i tanio :D

Szkolnie nieciekawie. Dużo do zrobienia, ale brakuje mi motywacji... Pani od gojp używa za trudnych słów opisując proste sprawy i nie rozumiem nic zupełnie, dopiero jak przechodzimy do ćwiczeń okazuje się, że to zupełnie proste, wychodzą za to moje braki w wiedzy...
MP to jak zwykle żal... Są ludzie, którzy mimo, że bardzo chcą uczyć nie nadają się do tego zupełnie.

Po drodze do domu spotkałam K., starą koleżankę z dzieciństwa... :) nie zmieniła się nic. No z wyglądu trochę spoważniała. Ale charakternie to ta sama osoba, która leżała na trawie pod blokiem i krzyczała (śpiewając) w niebo piosenkę pseudogóralską o jaskółeczce... :)
Fajnie wrócić do dziecięcych wspomnień... :)

Kulinarnie natomiast poległam. Chodziła za mną sałata z octem (i śmietaną). Więc dziś sobie taką sprawiłam z instrukcjami rodzicielki, tylko troszkę octu, ale w głowie siedział mi mocny smak... więc nalatłam troszkę i jeszcze. I teraz boli mnie brzuszek. Ocet to jednak nie koniecznie to co lubię najbardziej... :)

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

dziś.

jakoś tak mi zabawnie. nie wiem do końca dlaczego, skoro tyle trzeba zrobić w tym tygodniu...
ale po zbiórce zuchowej jakoś tak uśmiech sam się pojawia na twarzy i nie chce zniknąć... :)

Rozmawiamy dziś o rycerzach i wszystkich akcesoriach z nim związanych, któryś z chłopców powiedział, że rycerz ma maczugę. N. po chwili namysłu: nie... przecież maczugi to chrupki...! :D

zadanie dla zuchów: dowiedzieć się jak Danusia wybawiła Zbyszka od ścięcia głowy!