środa, 19 sierpnia 2009

Konwojowo...

Tak na szybko, był Gdańsk - było cudownie... :)
szkoda, że musimy już wracać...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Tęskniacz...

Na szarej ulicy wieczorem,
Można spotkać tęskniacza.
Cichy, szary, samotny
Włóczy się wieczorami
Chowa się przed ludźmi
w ciemne zakamarki.
Tęskniacza zobaczyć mogą
tylko ci co tęsknią
Przychodzi siada obok
bo on zawsze tęskni,
Szary, cichy, samotny
tęskniacz tęskni za tęsknotą...
autor: Indygo

Spotkałam takiego tęskniacza... Ale nie tęsknię za tęsknotą... Tęsknię za T. i mimo, że zawsze tęskniłam, to ta dzisiejsza tęsknota jest inna. Taka nieznośna. :(

niedziela, 2 sierpnia 2009

Elbląg - Sztutowo

Spontaniczny pomysł morza. i fajnie. :)

Najpierw wizyta w obozie.
Nie podobało mi się zupełnie. Czułam się nieswojo...

ale tam pewnie nikt nie czuł się swojsko.

a potem plaża.
I miałam wrażenie, że za horyzontem kończy się świat...

czwartek, 30 lipca 2009

wreszcie urlopowo.

Siedzę sobie na bryzie, wieje wiaterek, jest przyjemnie ciepło.
PMT ciężko pracuje z Sękusiem.
Zaczynam się oswajać z widokiem wody i łódek. Już chyba sam fakt przebywania w ich okolicy nie jest tak bardzo przerażający...

paznokcie mam w kolorach tęczy, jednak to co wydawało mi się urocze kilka miesięcy temu, dziś już trochę zastanawia. Może to po prostu złe dobranie kolorów?

W tym roku jestem nadzwyczaj opalona. Całkiem fajne uczucie, ale PMT stwierdził, że wyglądam jak murzynka, bo od zewnątrz mam bardzo opalone dłonie, ale od środka są jaśniutkie ( w końcu nieskalane praca, nie? ;) )

Wczoraj padło między nami pewne wyznanie, które mnie okropnie zestresowało. Ale przy tym uspokoiło. Coraz częściej myślę sobie, że PTM jest dla mnie taką opoką, której zawsze brakowało w moim życiu. Tylko niestety ja wprowadzam wielkie zamieszanie w jego życiu...

Co do naszej nowej pasji. Nawiązaliśmy kontakt z bardzo przyjacielską i pomocną Ingą z Małego Zamyszania, która jest wręcz swego rodzaju mysią mentorką... ;)
Wczoraj w Gdańsku udało nam się kupić transporterek i poidełko dla naszych mysiaczków... :)
jak ja bym chciała już wrzesień...!

i z ostatniej chwili - kupiliśmy klatkę mysiakom...:D

wtorek, 28 lipca 2009

Wakacyjnie

Dużo się działo. Chyba w sumie nie chce mi się tego opisywać...
Poplątałam sobie w życiu, popsułam kilka spraw. Ale może tak właśnie miało być?

Obecnie wykorzystuję 9 dniowy urlop od pracy jakże satysfakcjonującej.
Siedzę u PMT, jutro wybywamy na Jarmark Dominikański... :)

A i mam już całe 21 lat...! Jak ten czas leci...

Piję właśnie pyszną truskawkóweczkę. Mocne toto, ale wchodzi jak woda... ;)
Udało nam się dziś na szmatach upolować fajną kurteczkę turystyczną za ogromne pieniądze... bo aż całe 10,60 zł... :D

aha! no i najważniejsze! Zarezerwowaliśmy sobie u Mysiadłów rasowe myszki dwie: czekoladowe lub czarne. Dla wtajemniczonych rasy: shs tan ;) urodziły się w moje urodziny, więc to jakieś przeznaczenie ;) Imiona tez pewnie będą ciekawe, bo z miotu G2.
Jeśli wszystko pójdzie tak jak trzeba, bo w przyszłym miesiącu zamieszkają z nami :)
to chyba będzie nasza nowa pasja. I już się nie możemy doczekać.
Niech ten miesiąc szybciej mija, zwłaszcza, że to będzie miesiąc pracy z trociniakami... ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

eh.

Zły czas, ale i czas wyzwolenia.

Zjadłam pół kilograma czereśni. Słodkie były...:)
Czeka na mnie jeszcze kilogram arbuza, i trochę truskawek.
Poważnie uzupełniam potas, wapń, magnez i witaminki C, P i grupę B:)
Bo już mi kilku składników brakuje.

Co ja mam więcej powiedzieć...?
Jeszcze kilka dni i z T. się zobaczymy...:) a potem jeszcze kilka dni i wyjeżdżamy. Więc jeszcze więcej uśmiechu:))))

Są też problemy i widmo ich konsekwencji. Ale po co pisać i czytać o smutkach...?

piątek, 12 czerwca 2009

Elbląg/Olsztyn/Ostróda

Ach... Dobrze, że mój PM T. pomyślał i ustawił dwa budziki... ;) bo na swój nie zareagował, albo on nie dzwonił. Natomiast mój ma wredny dzwonek, wiec nie dało się spać...
Łzy przy pożegnaniu, jakbyśmy się rozstawali na najbliższy miesiąc... ;) a być może znów się przytulę jutro... :) ale nie wyprzedzajmy faktów...!

Olsztyn, jak Olsztyn, nieprzyjazny dla podróżniczki Klaudyny.
Zaliczyłam scs, wygrałam 10 zł w chipsach..., a dokładniej znalazłam je w paczce:)
Więc zaszalałam i za połowę doładowałam konto a za drugą wróciłam busem do domku.

Miły gest dresa, po którym zupełnie bym się tego nie spodziewała, ustąpił mi miejsca, i to tak jakoś zgrabnie, bez wymuszania... ;)

Powędrowałam dziś do hufca, bardzo niechętnie, ale cóż. Sprzątnęłyśmy salę. Złapałam bulwersa, ale już mi chyba minął...

I zaraz zjem smażonego kalafiorka... :) mniam! :)

i do tego tego zdjęcie które poretuszowałam równo... mam nadzieję, że nie widać za bardzo... ;)
tak je bardzo lubię... :)