wtorek, 27 lipca 2010

niedziela, 18 lipca 2010

Wycieczka kopenhaska dzień 7. i powrót do domu.

Dziś najgorszy dzień ze wszystkich. Zawroty głowy, ból brzucha, odruch wymiotny.

Skończyło się płaczem z głodu i decyzją Tomka, że kończymy. Dla własnego zdrowia.

Trochę mi żal, ale tydzień to i tak długo.

Od jutra zaczynamy jeść racjonalnie - 5 posiłków głownie warzywa.

sobota, 17 lipca 2010

Wycieczka kopenhaska dzień 6.

Dzień bardzo ciężki, oboje wystawieni na pokusy.

Dziś głód jakoś dziwnie dawał o sobie znać - bolący brzuch.

Jestem strasznie zmęczona, więc i pisać nie mam siły...

Krótko mówiąc - ciężko i już.

piątek, 16 lipca 2010

Kopenhaska wycieczka dzień 5.

Generalnie nie wiem co napisać, jest luz. Na tyle luz, że nie zjadłam nawet kolacji.

Ryba też weszła - wyszła. Szybka akcja.

Jest na prawdę fajnie :) żeby jeszcze było widać efekty...

czwartek, 15 lipca 2010

Kopenhaska wycieczka dzień 4.

Super ekstra luz i spontan :)

Generalnie rano brzuch mnie bolał, ale już sobie przypomniałam, że przecież dziś sałatka owocowa, więc nie ma co marudzić! :D

środa, 14 lipca 2010

Kopenhaska wycieczka dzień 3.

Dziwny dzień.
W nocy śniło mi się, że spałam w łóżku z "panią Basią" przebudziłam się i szukałam jej wzrokiem. w ogóle dziwny sen - widziałam jak śpię.

Bilans jedzeniowy dziś bardzo ubogi - jedno jajko na twardo, ok. 50 g sałaty z olejem i cytryną, 10 dkg winogron w ramach owocu i troszkę brokułów zamiast szpinaku, już tak z przymusu, bo niby czuję głd, ale jak myślę o jedzeniu to troszkę mi nie dobrze.. do tego dużo wody wypiłam, więc chyba luz.

generalnie łapię się na tym, że marzę o jedzeniu. pierwszy raz tak mam.
ale podobają mi się takie megazdrowe zakupy :) sama sałata, marchewka, jogurt naturalny... :D

wtorek, 13 lipca 2010

Kopenhaska wycieczka dzień 2.

Nieźle jest. Moja ulubiona potrawa  - sałata z olejem i cytryną. Miałam kilkuminutowy kryzys ale złośliwości Tomka mi pomogły.

Już planuję co zjem w niedzielę za tydzień. I przesuwam urodziny o jeden dzień, bo w oryginale to ostatni dzień diety. :)


Kończę bo sałata czeka.

ah! szyneczka była dziś pyszna... :)

poniedziałek, 12 lipca 2010

Kopenhaska wycieczka dzień 1.

Rano masakra, po ciężkiej nocy razem z pomyleniem miejsca i czasu na czele obudziłam się wymęczona. Wydy ciepłej brak ;/


Po kawie ręce i nogi trzęsły mi się długi czas. W ramach obiadku pomidor, 2 jajka i 100 g szpinaku. Z mnóstwem czosnku. Całkiem niezłe, ale już się nie mogę doczekać "kolacji"... :D


Samopoczucie niezłe, tylko wieczny głód.

Tomek sobie nieźle też razi, próbuje sypać żarcikami, ale mój głód wywołuje irytację!


Przedobiedni dialog:
T: Nie wiem czy się najem.
K: Zjesz jajo to się zapchasz.
T: Ta, chyba jak kibel będę zapchany...


aha! drażnią mnie reklamy z jedzeniem! ale mam motywację.

czwartek, 1 lipca 2010

tak

jestem złośnicą wiem.
chcę pracować nad sobą.
jestem leniwa. wiem. a teraz ostatnimi czasy jestem leniwa do dziesiątej potęgi. wiem.