dałam się złapać głupio na promocję bułek.
4 w cenie 3. Tylko my nie zjadamy 4 bułek... i ta jedna bez sensu wzięta. i do tego nie ten rodzaj, który jemy zawsze. czyli jeszcze przepłaciliśmy.
eh. ja naiwna... ;)
trop de pensées
poniedziałek, 22 listopada 2010
I stało się.
W sensie, że zmieniłam Hufiec, generalnie akcja rozgrywała się kilkanaście dni temu ale dziś sobie obejrzałam zdjęcia ze zjazdu i jakoś tak mnie ścisnęło... No nic. zobaczymy jak mi będzie szła współpraca, mam nadzieję, że nie będzie gwoździem do trumny z harcowaniem...
Krótko, bo w bałaganie pokojowym - przemeblowanie! :) i jeszcze Marek namawia na film.
dobrze zrobiłam. to przecież normalne, że małżeństwa zazwyczaj w jednym hufcu działają i rodzą małe zuchy... ;)
a dziś zabroniono mi nosić, bo "a wiadomo czy Klaudyna nie jest w ciąży!" ;)
no nie jest. na razie. :D
Krótko, bo w bałaganie pokojowym - przemeblowanie! :) i jeszcze Marek namawia na film.
dobrze zrobiłam. to przecież normalne, że małżeństwa zazwyczaj w jednym hufcu działają i rodzą małe zuchy... ;)
a dziś zabroniono mi nosić, bo "a wiadomo czy Klaudyna nie jest w ciąży!" ;)
no nie jest. na razie. :D
środa, 10 listopada 2010
na sen,,,
nie wiem. nie wiem. nic nie wiem.
babcia jest w coraz gorszym stanie, pan S. ni wie jak sobie z tym radzić, coraz bardziej przybity chodzi...
na Tomku wymuszam w zasadzie wszystko co chcę osiągnąć. więc na dzisiejszą imprezę nie idzie... niby jego własna decyzja, ale pewnie ma mi za złe.
Tępa olusia próbuje wszczynać kłótnie na każdym kroku, dziś byłam dzielna :D przylazła z mordą i stoi w progu, żali się, drze, a ja nic dalej jak gdyby nigdy nic piszę sobie coś tam. po ok. 5 minutach poprosiłam żeby wyszła, bo mi przeszkadza. hahahaha!
humor dziś dużo lepszy. chociaż panuje nade mną dziś motto mojej mamy: nieszczęśliwe kobiety tyją.
zażarłam smutki milką. i bejkrolsami. i mandarynkami (może chociaż te mi na zdrowie a nie w dupę pójdą )
na kolację T. przywiezie pizzę.
jutro będziemy jeść zdrowo. do babci jedziemy. mojej własnej. więc będę miała chwilę wytchnienia od babci stancjowej.
U babci był dziś ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Pierwszy raz patrzę na umierającego człowieka.
Bardzo to przygnębiające.
Pan S. nie chciał tego księdza, uważał, że jest jeszcze nie potrzebny, a z drugiej strony sam mi dziś powiedział, że to już początek końca. Mam nadzieję, że babcia jeszcze pociągnie. jeszcze chociaż tydzień. Niech wróci pani H., bo inaczej będzie baaardzo ciężko.
Myśląc o babci naszły mnie pewne refleksje.
Ciekawa jestem gdzie pochowali by nas rodzice gdybyśmy zmarli z Tomkiem razem. Każde z osobna? Czy razem? a jak razem to gdzie? W Olsztynie? W Ostródzie? W Elblągu? Muszę zapytać mamę w piątek.
babcia jest w coraz gorszym stanie, pan S. ni wie jak sobie z tym radzić, coraz bardziej przybity chodzi...
na Tomku wymuszam w zasadzie wszystko co chcę osiągnąć. więc na dzisiejszą imprezę nie idzie... niby jego własna decyzja, ale pewnie ma mi za złe.
Tępa olusia próbuje wszczynać kłótnie na każdym kroku, dziś byłam dzielna :D przylazła z mordą i stoi w progu, żali się, drze, a ja nic dalej jak gdyby nigdy nic piszę sobie coś tam. po ok. 5 minutach poprosiłam żeby wyszła, bo mi przeszkadza. hahahaha!
humor dziś dużo lepszy. chociaż panuje nade mną dziś motto mojej mamy: nieszczęśliwe kobiety tyją.
zażarłam smutki milką. i bejkrolsami. i mandarynkami (może chociaż te mi na zdrowie a nie w dupę pójdą )
na kolację T. przywiezie pizzę.
jutro będziemy jeść zdrowo. do babci jedziemy. mojej własnej. więc będę miała chwilę wytchnienia od babci stancjowej.
U babci był dziś ksiądz z ostatnim namaszczeniem. Pierwszy raz patrzę na umierającego człowieka.
Bardzo to przygnębiające.
Pan S. nie chciał tego księdza, uważał, że jest jeszcze nie potrzebny, a z drugiej strony sam mi dziś powiedział, że to już początek końca. Mam nadzieję, że babcia jeszcze pociągnie. jeszcze chociaż tydzień. Niech wróci pani H., bo inaczej będzie baaardzo ciężko.
Myśląc o babci naszły mnie pewne refleksje.
Ciekawa jestem gdzie pochowali by nas rodzice gdybyśmy zmarli z Tomkiem razem. Każde z osobna? Czy razem? a jak razem to gdzie? W Olsztynie? W Ostródzie? W Elblągu? Muszę zapytać mamę w piątek.
wtorek, 9 listopada 2010
sdfgh
nie wiem czy każde jego wyjście z "koleżankami" z pracy będzie mnie tak wkurwiać?
czy moze jestem przemęczona. nie wiem, tymczasem mam wszystkiego dość,
żałując czasem.
czy moze jestem przemęczona. nie wiem, tymczasem mam wszystkiego dość,
żałując czasem.
czwartek, 28 października 2010
o samotności.
bardzo ciężka noc za mną. za nim też... z pracy wrócił o 3. wiem, trudna sytuacja. staram się rozumieć.
ale eh. dzwonię a on mówi, że się zbiera, w tle słyszę śmiechy, więc myślę sobie wszystko się dobrze kończy. mija godzina a go dalej nie ma... więc znów dzwonię, znów "uroczy" śmiech w tle. znów mówi, że już kończą. No dobrze. czekam, martwię się, bo przecież będzie wracał samochodem, a wiem, że lubi poszaleć, więc będę spokojna dopiero jak będzie w domu. mija kolejna godzina. i jeszcze jedna. napisałam smsa. brak odpowiedzi, za pół godziny kolejnego. znów mnie olał. o drugiej w nocy ostatni raz dzwonię, tak, zaraz wracam... zaraz jest bardzo względne. bo był ok. 3...
byłam strasznie rozżalona, bo w tle nie było słychać, że są w trudnej sytuacji, zawsze ktoś się śmiał. jak super zabawa a nie groźba zwolnienia... byłam strasznie rozżalona, bo się o niego martwiłam, a on nie dawał znaku życia... byłam strasznie rozżalona, bo to 4 dzień mojej samotności... a miał mieć wolne... w piątek też ma planowo wolne, ale sam nie wie czy znów nie będzie musiał iść...
jest mi cholera samotnie. jeszcze nigdy nie byłam taka samotna, jak teraz - w małżeństwie.
wiem, że sama jestem sobie winna, w zeszłym roku nie utrzymywałam w zasadzie z nikim kontaktu. dopadł mnie dół, tak, że starczałam sobie sama, on mi wystarczał. a teraz jesteśmy razem, a bardziej osobno niż w dawnych latach.
w prezencie ślubnym dostaliśmy od kogoś (nie wiem dokładnie, bo bez dedykacji...) książkę E.Gilbert "I że cię nie opuszczę, czyli love story". staram się przez nią przebrnąć, ale nie wiem czy to dobra lektura na ten czas. Wstęp poświęcony jest dramatom rozwodowym, czyli małżeństwa nie polecamy. Po przeczytaniu go odłożyłam ją na dłuższy czas.bo jak to czytać książkę o rozwodach zaraz po ślubie... ;) ale po jakimś czasie znów po nią sięgnęłam. chyba jednak znów powinnam odłożyć, bo nie potrafię utożsamiać się z bohaterką na tyle, żeby pojąć jej sposób rozumowania. Za bardzo martwię się o moje małżeństwo...
...czy ktoś to w ogóle czyta?
ale eh. dzwonię a on mówi, że się zbiera, w tle słyszę śmiechy, więc myślę sobie wszystko się dobrze kończy. mija godzina a go dalej nie ma... więc znów dzwonię, znów "uroczy" śmiech w tle. znów mówi, że już kończą. No dobrze. czekam, martwię się, bo przecież będzie wracał samochodem, a wiem, że lubi poszaleć, więc będę spokojna dopiero jak będzie w domu. mija kolejna godzina. i jeszcze jedna. napisałam smsa. brak odpowiedzi, za pół godziny kolejnego. znów mnie olał. o drugiej w nocy ostatni raz dzwonię, tak, zaraz wracam... zaraz jest bardzo względne. bo był ok. 3...
byłam strasznie rozżalona, bo w tle nie było słychać, że są w trudnej sytuacji, zawsze ktoś się śmiał. jak super zabawa a nie groźba zwolnienia... byłam strasznie rozżalona, bo się o niego martwiłam, a on nie dawał znaku życia... byłam strasznie rozżalona, bo to 4 dzień mojej samotności... a miał mieć wolne... w piątek też ma planowo wolne, ale sam nie wie czy znów nie będzie musiał iść...
jest mi cholera samotnie. jeszcze nigdy nie byłam taka samotna, jak teraz - w małżeństwie.
wiem, że sama jestem sobie winna, w zeszłym roku nie utrzymywałam w zasadzie z nikim kontaktu. dopadł mnie dół, tak, że starczałam sobie sama, on mi wystarczał. a teraz jesteśmy razem, a bardziej osobno niż w dawnych latach.
w prezencie ślubnym dostaliśmy od kogoś (nie wiem dokładnie, bo bez dedykacji...) książkę E.Gilbert "I że cię nie opuszczę, czyli love story". staram się przez nią przebrnąć, ale nie wiem czy to dobra lektura na ten czas. Wstęp poświęcony jest dramatom rozwodowym, czyli małżeństwa nie polecamy. Po przeczytaniu go odłożyłam ją na dłuższy czas.bo jak to czytać książkę o rozwodach zaraz po ślubie... ;) ale po jakimś czasie znów po nią sięgnęłam. chyba jednak znów powinnam odłożyć, bo nie potrafię utożsamiać się z bohaterką na tyle, żeby pojąć jej sposób rozumowania. Za bardzo martwię się o moje małżeństwo...
...czy ktoś to w ogóle czyta?
wtorek, 26 października 2010
zaniedbany
fakt, zaniedbany. ale czasem mam wrażenie, że to co chcę napisać jest zbyt intymne. to znaczy nie. nie zbyt intymne. jest normalne życiowe, ale mogłoby zostać odebrane jako zbyt odważne czy wyzywające. wydaje mi się, że żyję w zbyt pruderyjnym środowisku.
weszłam w nowy etap życia. staram się jak mogę, żeby być dobrą żoną. a z drugiej strony czy nie za bardzo się napinam, żeby udowodnić sobie samej, że mogę wejść w schemat dobrej żony? sama nie wiem.
bo co to znaczy dobra żona? czy taka, która poda obiad mężowi, gdy on wraca zmęczony z pracy? czy taka, która dba o to, żeby miał czyste koszule do pracy? czy taka, która od świtu sprząta mieszkanie, żeby gdy mąż wraca z pracy mógł odpocząć w czystym mieszkaniu?
eh. u nas sytuacja jest prosta - Tomek pracuje, ja chodzę do szkoły. zajęcia mam dwa razy w tyg. więc pozostałe pięć spędzam na 12 m.kw. naszego pokoju. czy w takim razie Tomek powinien oczekiwać, że zapewnię mu obiad, porządek i czyste koszule...?
czasem ma pretensje, że cały dzień przeleżałam w łóżku, a obiad musimy zrobić razem kiedy on wraca o 21...
wiem, że w takiej sytuacji ma prawo się złościć... tylko czasem ta samotność mnie na tyle przytłacza, że ciężko się do czegoś zmusić...
Wczoraj zrobiłam (sama) obiady na 3 dni, tak, żeby Tomek mógł zabrać sobie do pracy i odgrzać, zamiast jeść pierwszy ciepły posiłek o 21...
czuję się z siebie dumna.
trochę bez składni, ale jakoś zmęczona jestem. dzis na tapecie pranie - już cztery stosy przygotowane, piąty się pierze.
weszłam w nowy etap życia. staram się jak mogę, żeby być dobrą żoną. a z drugiej strony czy nie za bardzo się napinam, żeby udowodnić sobie samej, że mogę wejść w schemat dobrej żony? sama nie wiem.
bo co to znaczy dobra żona? czy taka, która poda obiad mężowi, gdy on wraca zmęczony z pracy? czy taka, która dba o to, żeby miał czyste koszule do pracy? czy taka, która od świtu sprząta mieszkanie, żeby gdy mąż wraca z pracy mógł odpocząć w czystym mieszkaniu?
eh. u nas sytuacja jest prosta - Tomek pracuje, ja chodzę do szkoły. zajęcia mam dwa razy w tyg. więc pozostałe pięć spędzam na 12 m.kw. naszego pokoju. czy w takim razie Tomek powinien oczekiwać, że zapewnię mu obiad, porządek i czyste koszule...?
czasem ma pretensje, że cały dzień przeleżałam w łóżku, a obiad musimy zrobić razem kiedy on wraca o 21...
wiem, że w takiej sytuacji ma prawo się złościć... tylko czasem ta samotność mnie na tyle przytłacza, że ciężko się do czegoś zmusić...
Wczoraj zrobiłam (sama) obiady na 3 dni, tak, żeby Tomek mógł zabrać sobie do pracy i odgrzać, zamiast jeść pierwszy ciepły posiłek o 21...
czuję się z siebie dumna.
trochę bez składni, ale jakoś zmęczona jestem. dzis na tapecie pranie - już cztery stosy przygotowane, piąty się pierze.
sobota, 28 sierpnia 2010
;(
za 5 druga w nocy. leżę i płaczę. nas sobą, nad Tobą. boję się przyszłości. za trzy dni 1 września.
lata i nie śpi jakaś obłąkana mucha. czy muchy śpią? ile żyje mucha? może ie śpi, bo żyje za krótko?
boję się, że żyję za mało, nie za krótko, tylko, że coś tracę. Że przemija gdzieś obok.
lata i nie śpi jakaś obłąkana mucha. czy muchy śpią? ile żyje mucha? może ie śpi, bo żyje za krótko?
boję się, że żyję za mało, nie za krótko, tylko, że coś tracę. Że przemija gdzieś obok.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)