wtorek, 26 października 2010

zaniedbany

fakt, zaniedbany. ale czasem mam wrażenie, że to co chcę napisać jest zbyt intymne. to znaczy nie. nie zbyt intymne. jest normalne życiowe, ale mogłoby zostać odebrane jako zbyt odważne czy wyzywające. wydaje mi się, że żyję w zbyt pruderyjnym środowisku.

weszłam w nowy etap życia. staram się jak mogę, żeby być dobrą żoną. a z drugiej strony czy nie za bardzo się napinam, żeby udowodnić sobie samej, że mogę wejść w schemat dobrej żony? sama nie wiem.

bo co to znaczy dobra żona? czy taka, która poda obiad mężowi, gdy on wraca zmęczony z pracy? czy taka, która dba o to, żeby miał czyste koszule do pracy? czy taka, która od świtu sprząta mieszkanie, żeby gdy mąż wraca z pracy mógł odpocząć w czystym mieszkaniu?

eh. u nas sytuacja jest prosta - Tomek pracuje, ja chodzę do szkoły. zajęcia mam dwa razy w tyg. więc pozostałe pięć spędzam na 12 m.kw. naszego pokoju.  czy w takim razie Tomek powinien oczekiwać, że zapewnię mu obiad, porządek i czyste koszule...?

czasem ma pretensje, że cały dzień przeleżałam w łóżku, a obiad musimy zrobić razem kiedy on wraca o 21...
wiem, że w takiej sytuacji ma prawo się złościć... tylko czasem ta samotność mnie na tyle przytłacza, że ciężko się do czegoś zmusić...

Wczoraj zrobiłam (sama) obiady na 3 dni, tak, żeby Tomek mógł zabrać sobie do pracy i odgrzać, zamiast jeść pierwszy ciepły posiłek o 21...
czuję się z siebie dumna.

trochę bez składni, ale jakoś zmęczona jestem. dzis na tapecie pranie - już cztery stosy przygotowane, piąty się pierze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz