wtorek, 30 marca 2010

Vini, vidi, vici

Wybyłam, odpoczęłam, wróciłam. Jestem szczęśliwa.
Dobrze mi z tym co robię. Ogarniam co trzeba.
Niektóre sprawy zaniedbuję, bo przyjdzie jeszcze na nie czas.

Wiosna wokół. I tak sobie myślę, że raz na jakiś czas potrzeba mi takiego wyrwania się, oderwania, bycia po prostu.
Tak bez pretensji, żalu, rozgoryczenia.

Co z tego, że w pokoju mam nieład, skoro w sercu porządek...?

Dobrze mi z tym, że nikt nie przychodzi i nie mówi, że mam sprzątnąć.

Jeśli chcę to potrafię utrzymać ten nieszczęsny porządek, tylko po co? Po to, żeby się męczyć robiąc cokolwiek?


Nananana! Jest już wiosna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz