sobota, 22 sierpnia 2009

Kolonijnie part. 2

Taki jakoś dziwnie wesoły dzień... :)

Dużo śmiechu. Dużo śmiechu w duszy... :)
Wygłupiamy się z Marchewką na maksa. Tańczymy szalone polki, czasem i tańce - przytualńce. ;)
Na razie tylko ja je inicjuję, ale może z czasem i on zacznie szaleć. :)
Mam wrażenie, że przez to, że jesteśmy ciągle ze sobą, staliśmy się bardziej otwarci... :)

Dziś był na tyle kochany, że nie obudził mnie nawet na zaprawę... :) Więc pospałam pół godzinki dłużej. W ogóle mam chyba spore braki w śnie, a może to pogoda, ale przysypiam cały dzień, gdzie popadnie...

Ale jest i druga strona medalu. Irytują mnie jego codzienne zabawy gwizdkiem podczas zbiórek dzieci, dmucha sobie w niego, gwiżdże sobie po cichutku, co doprowadza mnie do pasji, zwłaszcza kiedy chcę coś powiedzieć...
I wkurza mnie drugi dzień piosenką "Zośka". Już mi się na tyle wkręciła, że sama ją podśpiewuję i zajęła 117 miejsce w moim świętym śpiewniku...

W sumie ma całkiem niezły tekst. :)

Pewne ślubne dewagacje...
jeśli kiedyś stanie się tak, że mój PM i ja zadecydujemy, że ten ślub to już tak na bank, to liczba naszych gości topnieje w oczach.
W zasadzie liczba przyjaciół, którzy kiedyś byli wokół mnie, a teraz przez moje dziecinne a często i chamskie zachowanie oddalili się na tyle, że już sama nie wiem kto mianuje się moim przyjacielem, a kto już tylko kolegą...

W sumie dzięki tej izolacji od świata sama mam czas na przewartościowanie swojego życia, określenie nowych priorytetów, sprecyzowanie starych...

Moje nowe postanowienie - ukończyć kurs żeglarza jachtowego... Nie wiem na ile mi się to uda, przy mojej wodnej fobii, ale próbować zawsze warto...

Bo mam taką wizję przyszłości, że weźmiemy w czarter jakiś jachcik, razem z naszymi maluchami (tymi, które dopiero się urodzą... ;) ) i kilka dni będziemy sobie żeglować od portu do portu...

ach ja...

Kolonijnie

Od trzech dni śpię w tym podłym namiocie, zniosłam degradację dużo lepiej niż myślałam... :)
I w sumie nie jest nawet tak zimno.
Niestety po tylu turnusach już nie bardzo się nawet staram poznać imiona dzieci... Znam na razie tylko te, które są niegrzeczne... W sumie mam w grupie 20 osób - 5 chłopców i 15 dziewczynek, które zlewają mi się w zasadzie w jedną masę.
Odzyskałam dziś głos, co cieszy mnie niezmiernie... :)
Wreszcie mogę zabrać głos w różnych kwestiach...
W ciągu tych kilku dni miałam kilka ścięć z wychowawcą, z którym przyszło mi pracować... Złości i irytuje mnie ten człowiek niemiłosiernie...

Eh... Żyję w ciągłym stresie. PM się domyśli o co chodzi...

Kupujemy jednak trzy myszki - każdą inną :)
shs black tan, shs chocolate tan i shs dove tan... :)
Strasznie się ciesze... :)

Nie rozmawiam z M.K. od kilku dni zupełnie, wczoraj sytuacja mnie zmusiła... bywa.

Muszę kończyć, bo czas zająć się dziećmi. ;/

a i kupiłam sobie ślicznego polarka.

środa, 19 sierpnia 2009

Konwojowo...

Tak na szybko, był Gdańsk - było cudownie... :)
szkoda, że musimy już wracać...

wtorek, 4 sierpnia 2009

Tęskniacz...

Na szarej ulicy wieczorem,
Można spotkać tęskniacza.
Cichy, szary, samotny
Włóczy się wieczorami
Chowa się przed ludźmi
w ciemne zakamarki.
Tęskniacza zobaczyć mogą
tylko ci co tęsknią
Przychodzi siada obok
bo on zawsze tęskni,
Szary, cichy, samotny
tęskniacz tęskni za tęsknotą...
autor: Indygo

Spotkałam takiego tęskniacza... Ale nie tęsknię za tęsknotą... Tęsknię za T. i mimo, że zawsze tęskniłam, to ta dzisiejsza tęsknota jest inna. Taka nieznośna. :(

niedziela, 2 sierpnia 2009

Elbląg - Sztutowo

Spontaniczny pomysł morza. i fajnie. :)

Najpierw wizyta w obozie.
Nie podobało mi się zupełnie. Czułam się nieswojo...

ale tam pewnie nikt nie czuł się swojsko.

a potem plaża.
I miałam wrażenie, że za horyzontem kończy się świat...