Wielu ludzi oczekuje ode mnie że jakaś tam w ich pojęciu będę. Ale ich oczekiwania nie koniecznie pokrywają się z moimi oczekiwaniami w stosunku do mnie. Jakoś mi dziwnie.
Staram się wprowadzać jakieś uporządkowanie w naszym małym pokoiku, ale się nie da. Tak zwyczajnie się nie da.
Zjemy obiad raz na jakiś czas, ale nie ma komu po nim posprzątać, więc naczynia stoją wspominając czasy swojej czystości.
Czasem się nad nimi zlituję i pozmywam. Dziś tak zrobiłam z naczyniami sprzed kilku dni, ale nie wszystkimi. Jeszcze część stoi. Nie wynika to chyba nawet z mojego lenistwa, tylko braku zainteresowania ich losem.
Chyba nawet sprawia mi przyjemność gotowanie. Czasem zaszaleję i zrobię coś dobrego... ;)
Dziś chcę upiec ciasto, ale brakuje kilku składników więc zaraz się wybiorę po zakupki.
Wczoraj Marchewkowy dzielnie zrobił ze mną jedną kartkę! Efekty później na Kargolci. Jedziemy jutro do Kozicz na urodziny, więc każde z nas zrobiło kartkę.
Czasem łapię się na tym, że traktuję Marchewkę jak synka, który chodzi do szkoły (czyt. pracy) po powrocie zjada obiadek, później, albo coś obejrzymy, albo coś porobimy (częściej obejrzymy, chociaż od kiedy skończył nam się House to nie bardzo mamy co oglądać...) A potem to już trzeba iść spać.
I tak dzień po dniu.
Najczęściej on wychodzi zanim się obudzę, a czasem nawet jak się przebudzę to nie pamiętam później tego.
Taki już mój los.
Ale i tak cieszę się, że jesteśmy tu razem. Nie zamieniłabym tego na nic...!
dobra. idę po te zakupy na ciasto.